Przyznaję, że ten telefon był dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę moje przygody z jego starszymi wersjami. Wszystko dlatego, że każda z Zetek rozbudzała moje oczekiwania, tyle że rzeczywistość nie nadążała za marketingiem. Zdjęcia zamiast najlepszych były po prostu dobre, ale ja oczekiwałem więcej. Wodoodporność miała wystarczać na mżawkę, ale ja chciałem ze smartfonem nurkować. I tak zamiast zadowolenia spotykało mnie rozczarowanie.

Gdy więc kilka miesięcy temu Sony wypuściło na rynek Z5 Premium, reklamując go jako pierwszy telefon z ekranem 4K, wiedziałem, że gdzieś musi być jakiś haczyk. I oczywiście był. Okazało się bowiem, że w tej kosmicznej rozdzielczości można jedynie oglądać filmy i zdjęcia, a w każdym innym przypadku smartfon działa z rozdzielczością niższą. Dlatego, nie chcąc się po raz kolejny rozczarować, odpuściłem sobie ten model. Aż do momentu, gdy zawitał on do naszej redakcji.

Wygląd specjalnie mnie nie zaskoczył - szkło z przodu i tyłu, metal w złotym kolorze, generalnie prostota, klasa i elegancja. W porównaniu do Xperii Z3+ na prawym boku pojawił się czytnik linii papilarnych, a przycisk głośności zjechał w dół, tuż przed fizyczny spust migawki aparatu. Po kolei - czytnik jest doskonały i używa się go bardzo wygodnie, jak dla mnie jego umieszczenie na boku telefonu, zamiast pod ekranem lub z tyłu, jest bardziej praktyczne. Natomiast umiejscowienie klawisza głośności jest fatalne, o wiele poręczniejsze jest sięganie kciukiem w górę krawędzi, niż wyginanie go w dół. Ale specjalnie zaskoczony tym rozłożeniem klawiszy nie byłem, bo tak samo wygląda to w Xperii Z5 Compact, którą miałem przez jakiś czas w swoich rękach. Czyli obeszło się bez rozczarowań.

O tym, że rozdzielczość ekranu nie jest na co dzień absurdalnie wysoka, też już wiedziałem. I wcale z tego powodu nie cierpiałem. Full HD zamiast 4K na 5,5 calowym ekranie w zwykłym użytkowaniu sprawdza się znakomicie, zwłaszcza że jest to ekran doskonały. Sony używa całego szeregu różnych „ulepszaczy” (wyświetlacz Trilumios wyposażony w technologię X-Reality), które sprawiają, że obraz jest jasny, wyraźny, kolory są naturalnie odwzorowane, intensywne i nawet najbardziej złośliwej osobie trudno byłoby się tu do czegoś przyczepić. A co dopiero mnie…

Nie lubię smartfonów, które żyją własnym życiem - podpowiadają, proponują, obliczają - wydaje mi się wtedy, że to one panują nade mną, a nie na odwrót. Ale nie przepadam też za „golasami” bez wbudowanej galerii, odtwarzacza muzyki czy filmów, do których wszystko trzeba dogrywać na własną rękę. Najbardziej pod tym względem cenię telefony dyskretne, które dają możliwości, ale się z tym nie narzucają. Xperia Z5 Premium jest właśnie takim urządzeniem. Mamy aplikacje agregujące informacje czy pomagające w utrzymaniu formy i gdy chcemy z nich skorzystać, możemy to zrobić. Ale telefon nie przypomina nam o tym na każdym kroku. Jest także świetny odtwarzacz wideo, muzyki (która wspomagana wieloma ustawieniami słuchawek gra wręcz rewelacyjnie), radio, fantastyczna galeria czy sympatyczny Movie Creator do łączenia zdjęć i nagrań wideo w krótkie filmy. Bez dwóch zdań Sony znalazło idealny balans pomiędzy bogactwem a użytecznością i praktycznością.

Pod maską znajdziemy Snapdragona 810, który jak to ma w zwyczaju, zmuszony do cięższej pracy dość mocno się nagrzewa. Dzieje się tak nie tylko przy grach, z którymi zresztą radzi sobie doskonale, ale również przy przeglądaniu zdjęć (wykorzystywana jest wtedy rozdzielczość 4K), czy włączonej nawigacji (GPS działa bez zarzutu). Ale po pierwsze byłem na to już przygotowany, a po drugie nie przekracza to granicy rozsądku i w moim subiektywnym odczuciu sytuacja pod tym względem jest lepsza niż w Z3+. Wydajność stoi na najwyższym poziomie (76025 pkt. w AnTuTu Benchmark), telefon działa bardzo płynnie. Pamięć RAM to 3 GB, pamięć wbudowana – 32 GB, z możliwością rozszerzenia kartą pamięci. Sony postarało się też pod względem systemu – testowany model zaraz po wyjęciu z pudełka poinformował o możliwości aktualizacji z Androida 5.1 do 6.0.

Bateria ma pojemność 3430 mAh i doskonale radzi sobie z telefonem. Sony świetnie optymalizuje smartfony i tak jest też w tym przypadku. Używając go przez dwa tygodnie, ani razu nie miałem sytuacji, w której musiałbym martwić się o to, czy Z5 Premium zaraz się nie wyładuje – jeśli mocy w baterii było już niewiele, wystarczyło zmniejszyć obciążenie telefonu. Tryb oszczędzania baterii Stamina w Androidzie 6.0 niestety znikł. Generalnie energii starcza na półtora - do dwóch dni pracy. To bardzo dobry wynik.

Najczęściej krytykowanym elementem w tym telefonie jest aparat fotograficzny, ale nieuczciwie byłoby napisać, że jest zły. To raczej najbardziej nierówny aparat wśród wszystkich flagowców, z którymi miałem do czynienia. W dobrych warunkach zrobimy nim doskonałe zdjęcia. Gdy jednak oświetlenie jest gorsze – ich jakość dramatycznie wręcz spada. Czasami było to nawet dość zabawne – gdy np. chciałem zrobić zdjęcie podczas koncertu w niewielkim pomieszczeniu, wykorzystując jeszcze do tego zoom, telefon tak starał się zredukować szumy, że fotografia wyglądała jak po nałożeniu specjalnego, pastelowego filtra w programie graficznym.

Ostrość też jest łapana w dość wolnym tempie. By to sprawdzić, postanowiłem uwiecznić jadącą na deskorolce córkę. Zaczynałem robić jej zdjęcie, gdy była metr przede mną, spust migawki naciskałem, gdy obraz na smartfonie stawał się ostry. Efekt był taki, że córka odjeżdżała tak daleko, że ledwo ją widać na fotografiach.

Tak więc slogany o najlepszym fotograficznym smartfonie można włożyć między bajki. Nie dziwię się jednak osobom, które twierdzą inaczej. Gdybym zapłacił za ten telefon 4 tys. zł bez złotówki, a taką astronomiczną kwotę trzeba było wysupłać w momencie jego wejścia na rynek, też szedłbym w zaparte i mówił, że jest to najlepszy telefon na świecie. Ot, książkowy przykład racjonalizacji.

Ja na szczęście nie muszę tego robić i spokojnie mogę napisać, że Xperia Z5 Premium jest bardzo dobrym smartfonem. Zdecydowanie najlepszym i najbardziej dopracowanym z serii Z. Pięknie wykonanym, z intuicyjnym oprogramowaniem, którego używałem z wielką przyjemnością. Ale ma swoje wady. Tym niemniej jest ich niewiele, a zalet całe mnóstwo. I co najważniejsze, od czasu debiutu cena bardzo spadła. A że 3 tys. zł to wciąż dużo…