LG, wypuszczając na rynek flagowy model G5, sporo zaryzykowało. Koreańczycy zrezygnowali z wzornictwa rozpoczętego modelem G2 i modyfikowanego w G3 i G4, które zaprowadziło ich do smartfonowej superligi i zbudowało zaufanie do marki. By odróżnić się od konkurencji i mieć na czym oprzeć marketingową opowieść, postanowiono stworzyć telefon modułowy, który jednym prostym ruchem można zmienić w superaparat fotograficzny czy odtwarzacz muzyczny. Przez to zmieniła się filozofia konstruowania smartfonów, a to bez dwóch zdań odbiło się na wyglądzie G5, który - mówiąc delikatnie - urodą nie grzeszy. Tymczasem większość z nas to wzrokowcy i wygląd jest pierwszą rzeczą, na którą reagujemy - pozytywnie bądź negatywnie. Tak jest też ze mną i G5 po prostu mi się nie spodobał. Wszystko przez brzydko wyglądającą podwójną kamerę z tyłu (o, jakże jej wtedy nie doceniłem) i dolną część smartfona, którą można wysuwać i zastępować modułami. Między nią a ekranem jest minimalna szczelina, która w niczym nie przeszkadza, ale jeśli uświadomimy sobie, że mówimy o modelu premium, drażni samym swoim istnieniem.

W dodatku, choć telefon jest wykonany z aluminium, to daleko mu do jakości HTC, Samsunga, Sony czy Huaweia. Trzymając G5 w ręku, nie miałem wrażenia, że trzymam mniej więcej 2,5-3 tys. zł. Bez dwóch zdań początek naszego prawie trzytygodniowego związku nie należał do najbardziej udanych. Na szczęście wiem, że w związkach nie początek, a koniec się liczy. W końcu parę razy sparzyłem się na relacjach opartych na wyglądzie właśnie. I oczywiście mówimy tylko o smartfonach...

Kiedy już włączysz...

Lepiej zaczęło się dziać, gdy G5 włączyłem. 5,3 calowy ekran jest doskonałej jakości. Dla miłośników cyferek - IPS, QHD, 554 ppi. Dla tych, którzy lubią wiedzieć jak to działa: kolory są naturalne i żywe, kąty widzenia świetne, nie ma problemów z używaniem telefonu w pełnym słońcu. Doskonale sprawdza się automatyczna regulacja jasności. W dodatku w G5 mamy funkcję Always-on, czyli na wygaszonym ekranie wyświetlana jest godzina i data. Co najważniejsze - inaczej niż w Samsungu Galaxy S7 - nie jest ona ruchoma, nie lata cały czas po ekranie i nie powoduje wrażenia, że z telefonem coś się dzieje. Nie powoduje też absolutnie większego zużycia baterii. Dzięki niej nie musimy włączać telefonu, by sprawdzić, którą mamy godzinę - mała rzecz, a cieszy.

Z tyłu mamy skaner linii papilarnych (pierwsza liga), choć jego umiejscowienie jest rzeczą dyskusyjną. Spróbujcie np. odblokować telefon, gdy znajduje się on w uchwycie samochodowym. Osobiście najbardziej lubię, gdy czytniki są umieszczone na lewym boku, w miejscu, w którym chwytając telefon, kładziemy kciuk. Ale generalnie po prostu czytników nie używam. Tym bardziej, że w G5 możemy tak zablokować jak i odblokować telefon dwukrotnym uderzeniem w ekran. To jedno z moich ulubionych udogodnień. Przyciski regulacji głośności po kilkuletniej, kontrowersyjnej zsyłce na tył telefonu awansowały na jego prawy bok. Może kiedyś wrócą na lewą - bardziej praktyczną krawędź?

Aplikacje i działanie

Wypuszczając ten model na rynek, LG postanowiło - na wzór np. iPhone'a - wszystkie aplikacje trzymać na ekranie głównym, szybko jednak z tego zrezygnowano. Teraz możemy wybrać, czy chcemy, tak jak w poprzednikach, mieć tzw. szufladę, a na wierzch wyciągać tylko najważniejsze dla nas aplikacje, czy też mieć jedną powierzchnię roboczą i np. posegregować wszystko w folderach. Mamy oczywiście jakieś aplikacje od LG, np. LG Health, która ma nam pomóc utrzymać organizm w dobrej kondycji, ale ja, mówiąc szczerze, zamiast ich używać, zawsze wolałem iść zagrać w tenisa, koszykówkę czy popływać na basenie. To działa lepiej niż jakakolwiek aplikacja. Na szczęście nie są one natarczywe - nie włączają się same i nie przypominają o swoim istnieniu. To my rządzimy telefonem, a nie on nami.

To, co mnie w tym telefonie urzekło, to jego płynność działania. LG G5 napędzany jest najnowszym Snapdragonem 820 i nie pozostaje mi nic innego jak napisać, że to najlepszy procesor, z jakim miałem do czynienia. Ponad 12 tys. w AnTuTu Benchmark robi wrażenie, ale większe wrażenie robi po prostu używanie takiego smartfona na co dzień. O jakichkolwiek spowolnieniach, zawieszeniach, przycięciach można zapomnieć. Wszystko działa idealnie. W dodatku pamięć RAM to aż 4 GB, więc możemy korzystać z zakładek do woli, a telefon nie musi na nowo wczytywać aplikacji. Kultura pracy stoi na najwyższym, nieosiągalnym dla innych poziomie. A ku mojemu zaskoczeniu, procesor nie tylko nie przegrzewa się pod dużym obciążeniem, tak jak to miał w zwyczaju jego poprzednik 810 (choć oczywiście jego temperatura wzrasta), ale też nie jest nadmiernie prądożerny. Dość powiedzieć, że niewielka w końcu, bo ledwie 2800 mAh bateria, wytrzymuje średnio dwa dni. A dzięki opcji szybkiego ładowania i USB C jesteśmy w stanie napełnić ją w mgnieniu oka. Nie muszę dodawać, że telefon z grami radzi sobie doskonale, perfekcyjnie działa też GPS. Gdyby komuś było mało pamięci wewnętrznej (32 GB), to oczywiście może ją rozszerzyć kartą pamięci. Telefon dzięki portowi podczerwieni możemy zamienić w pilota do dowolnego domowego urządzenia - sprawdziłem z telewizorem Samsunga - działa. Doskonale brzmi muzyka odtwarzana w słuchawkach, ta z głośnika też nieźle, choć jest on tylko mono. 

W obiektyw(n)ie najlepsze

I teraz najważniejszy punkt programu: aparat fotograficzny. A raczej trzy aparaty. Ten z przodu - 8 mpx, robi całkiem ładne selfie. Tak przynajmniej twierdzi moja córka, przedstawicielka pokolenia Snapchata.

Dla mnie ważniejsze jednak były aparaty główne - zwykły 16 mpx i drugi - szerokokątny, 8 mpx. Profesjonalny opis jego możliwości i porównanie z aparatem Huaweia P9 opublikujemy już wkrótce, ja natomiast jako fotograf amator i miłośnik zdjęć rodzinnych korzystający namiętnie z trybu automatycznego napiszę tylko, że z żadnym smartfonem nie miałem tyle frajdy z robienia zdjęć co z G5. Być może Samsung Galaxy S7 robi zdjęcia lepszej jakości, być może łapie ostrość o setną sekundy szybciej. Ale nie ma aparatu szerokokątnego. Dzięki niemu nie musicie się już martwić, że siedząc przy stoliku na lodach, ktoś nie zmieści się w kadrze, albo będziecie musieli wybierać - nogi żony albo dach budynku. Tu zmieści się wszystko. W dodatku G5 robi naprawdę zdjęcia świetnej jakości - bez dwóch zdań mówimy tu o smartfonowej superlidze. Ja w każdym razie wykorzystując drugi długi majowy weekend, namiętnie korzystałem z aparatu, delektując się pięknymi kolorami i doskonałą ostrością. I wiem, że od teraz będzie mi brakować tego dodatku w każdym smartfonie, który trafi w moje ręce. Chyba, że LG wyznaczy nowe trendy i inni pójdą w jego ślady…

W trzy tygodnie G5 zmienił się w moich rękach z brzydkiego kaczątka w pięknego łabędzia, z którym trudno było mi się rozstać. To zdecydowanie świetny telefon. A jeśli zastanawiacie się, jak działają jego moduły, np. ten do robienia zdjęć czy słuchania muzyki, to niestety musicie zastanawiać się dalej. Tak samo jak ja. LG bowiem nie oferuje jak na razie możliwości ich przetestowania. Szkoda. I pozostaje tylko pytanie - skoro G5 bez modułów gra i fotografuje znakomicie, to po co komu była ta dziwna konstrukcja i drażniąca szpara pod ekranem…?