Najmniejszy produkt Coolpada świetnie leży w dłoni i podobał się każdemu, kto widział go w moich rękach. A gdy zobaczyłem, jak mojej córce zaświeciły się do niego oczy, wiedziałem już, kto przez dwa tygodnie będzie szukał w tym modelu wad i zalet.

Zanim jednak przejdziemy do odpowiedzi na tradycyjne pytanie: jak to działa, kilka cyferek. Torino S ma 4,7-calowy wyświetlacz HD (312 ppi), waży 120 g, bateria ma 1800 mAh, pamięć wbudowana to 16 GB, RAM – 2 GB, możemy używać 2 kart SIM bądź jednej plus karta pamięci (slot hybrydowy), napędza go Snapdragon 410. Kamerki mają odpowiednio 5 i 8 mpx, a system to Android w wersji 5.1. Ekran wykonany jest w technologii 2.5 D (zaokrąglone szkło na krawędziach), zaś z tyłu (dobrej jakości plastik) znajdziemy czytnik linii papilarnych.

Oczami córki

Mój niepokój w tym mixie wywoływała zwłaszcza mała bateria, która nieco odstaje od dzisiejszych standardów. Ale to mój niepokój, córka nie miała go wcale. Choć na co dzień używa gigantycznego Huaweia Ascend Mate z 6-calowym ekranem, ze zdziwieniem patrzyłem, jak przebiera nogami, by jak najszybciej przełożyć jej kartę i zainstalować wszystkie aplikacje, ze Snapchatem na czele.

Oglądanie Youtube'a czy korzystanie z internetu w smartfonie z wielkim wyświetlaczem jest bardzo wygodne, ale noszenie go – już nie. Po prostu nie wejdzie do żadnej kieszeni nastolatki. Inaczej niż Torino S. Telefonik pasuje do każdej kieszonki, nawet tej w obcisłych szortach. Za rozmiar więc od córki duży plus. Przeniesienie wszystkich aplikacji nie było żadnym problemem, zwłaszcza że pamięci wbudowanej mamy 16 GB, czyli całkiem sporo (a w rezerwie jest przecież karta pamięci). Torino S działał płynnie, nic się nie zawieszało ani nie zacinało. Entuzjastycznie wręcz córka zareagowała na czytnik linii papilarnych. Cóż, nastolatki mają swoje tajemnice i raczej nie przepadają za tym, by rodzice grzebali im w telefonach. Czytnik w Torino S działa bardzo dobrze, przytknięcie do niego palca odblokowuje telefon natychmiast, do tego możemy przypisać do różnych palców różne czynności (np. bezpośrednie przejście do konkretnej aplikacji). Tak więc z oswojonym smartfonem w kieszeni, a nie w plecaku, następnego dnia córka wyruszyła do szkoły. Gdy z niej wróciła, zapytała się, jaki właściwie ma telefon. Lekko skonsternowany odpowiedziałem, że Coolpad, i że przecież nazwa jest z tyłu, więc mogła to sprawdzić. Okazało się jednak, że chodziło nie o markę, ale o konkretny model. Po prostu telefon spodobał się koleżankom (tak jak przypuszczałem), które chciały dowiedzieć się o nim coś więcej.

Na pytanie o to, jak się sprawuje, córka, jak zwykle oszczędna w słowach, odpowiedziała tylko: bardzo dobrze. I w zasadzie przez prawie dwa tygodnie więcej o nim nie mówiła. A to oznacza tylko jedno: wszystko działało bez zarzutu – gdyby coś było nie tak, szybko bym o tym usłyszał. Ku mojemu zdziwieniu nie skrytykowała nawet baterii – telefon spokojnie wytrzymywał jej dzień do nawet dwóch z włączonym przesyłem danych lub WiFi. Oczywiście gdy zaczynało się granie czy oglądanie Youtube'a, bateria żyła krócej. Z tego co zaobserwowałem, grało jej się na Coolpadzie Torino S bardzo przyjemnie - procesor nie miał żadnych problemów z nawet bardziej wymagającymi tytułami.

Gdy więc zarządziłem koniec testowania, jej mina nie była najszczęśliwsza. Co prawda grzecznie wróciła do swojego „giganta”, ale nie wiem, czy nie będę musiał zacząć odkładać pieniędzy na kupno „malucha”, który zdecydowanie zdobył jej serce.

Oczami ojca

Po tak dobrej ocenie nastoletniego klienta z ciekawością przystąpiłem do sprawdzania, czy i ja mógłbym używać Torino S. Co do jego wyglądu w zasadzie z córką się nie różnimy – mnie też ten telefon bardzo się podoba. Inaczej jednak oceniamy jego wielkość - mały rozmiar niespecjalnie przypadł mi do gustu. Przeglądanie stron czy oglądanie filmów jest zdecydowanie bardziej komfortowe na większym ekranie.

Złego słowa nie powiem za to o szybkości czy płynności działania. Z założenia nie jest to flagowy model, więc porównywanie go do telefonów za kilka tysięcy złotych właściwie mija się z celem. To trochę tak, jakby narzekać, że Fiat 500 nie jest tak szybki jak Ferrari. Nie jest. Ale spokojnie i z przyjemnością można się nim poruszać po mieście. I podobnie jest z Torino S. Strony wczytują się dość szybko, a jego działanie można porównać do telefonów ze średniej półki z procesorami MediaTeka. Z tym zastrzeżeniem, że Torino S dzięki wydajniejszemu układowi graficznemu lepiej radzi sobie z grami. W AnTuTu Benchmark udało mu się osiągnąć 26848 pkt. GPS działa stabilnie, dokładnie nawigując nas tak po mieście jak i poza nim. Bardzo przyjemnie korzysta się z aparatu – aplikacja jest bardzo przejrzysta, możemy korzystać z wielu filtrów, trybu PRO, mamy nawet możliwość tworzenia GIF-ów. Zdjęcia w dobrym oświetleniu wychodzą bardzo ładne, w trudniejszych warunkach jest oczywiście gorzej, ale do zaakceptowania. Muzyka w słuchawkach brzmi przyzwoicie, ale głośnik, a raczej głośniczek, jest dość cichy. Jakość rozmów – bez zastrzeżeń.

Na plus należy także zaliczyć oprogramowanie – czyli autorską nakładkę Coolpada Cool UI. W ustawieniach telefonu możemy zmieniać układ klawiszy funkcyjnych, które wyświetlają się na ekranie, mamy też możliwość ich schowania i wysunięcia. Możemy na ekranie umieścić znany głównie z wielkich phabletów pływający przycisk z kilkoma skrótami. Zupełnie nie wiem, po co on komu w malutkim Torino S, ale jeśli ktoś się uprze – proszę bardzo. Dzięki portowi podczerwieni Torino S możemy także zamienić w pilota do domowych urządzeń. Sprawdziłem - działa. Jest też możliwość zmiany motywów – czyli wyglądu ikon. Wszystko dopracowane i sprawiające, że Torino S nie tylko dobrze wygląda, ale też dobrze się go używa.

I na koniec moja największa obawa – czyli bateria. Myślałem, że będzie gorzej. Torino S z mizerniutkim ogniwem działa… na poziomie flagowców LG czy HTC. Wszystkie wytrzymywały w moich rękach do 3 godzin pracy na włączonym ekranie. Starczało to na dzień używania telefonu, który na noc zawsze lądował w ładowarce. Dobrą wiadomością jest to, że gdyby komuś zabrakło prądu w ciągu dnia, to malutką baterię można bardzo szybko, bo w niecałe 2 godziny, naładować.

W końcu - cena. Za Coolpada Torino S musimy zapłacić 749 zł. W stosunku do tego, co oferuje, wydaje się to uczciwą propozycją. Dostaniemy za to bardzo porządny smartfonik (z gwarancją w Polsce) - w sam raz dla młodej osoby.