Wyobraźcie sobie taką sytuację. Oto wydaliście na telefon mniej więcej 3 tys. zł. Kupiliście go, bo zobaczyliście gdzieś jego reklamę. A w niej: najlepszy aparat, najlepszy dźwięk z głośników, najlepsze wykonanie, najlepsza bateria. Jednym słowem telefon-cudo. Ale gdy zaczynacie go używać, okazuje się, że zdjęcia wychodzą nieostre i ciemne, głośniki są ciche, z metalowych ramek złazi farba, a bateria ledwo wytrzyma od rana do wieczora. Co robicie? Macie dwa wyjścia. Albo przyznajecie, że daliście się jak dziecko nabić w butelkę, albo idziecie w zaparte i wszystkim naokoło ogłaszacie, że macie najlepszy telefon na świecie, a kto twierdzi inaczej, ten jest głupi i się nie zna. Takie zachowanie w psychologii zwie się racjonalizacją. I dosyć łatwo je wytłumaczyć. Straciliście w końcu mnóstwo pieniędzy i w jakiś sposób musicie podtrzymać swój dobry nastrój, choć fakty mówią zupełnie co innego. Ale to tym gorzej dla faktów.

Dlatego nie zdziwię się, jeżeli pod tym tekstem pojawią się komentarze typu: Co ty chłopie wiesz o HTC, z takim pisaniem to do podstawówki, zdjęcia są lepsze niż w Galaxy S7, nie potrafisz używać smartfonów. OK. Rozumiem. I w sumie współczuję.

Co w takim razie poszło nie tak? Dlaczego HTC 10 nie jest najlepszym flagowcem tego roku - bo moim zdaniem nie jest? Rozmawiałem ostatnio z kolegą zajmującym się telefonami, który stwierdził, że HTC jest świetnym smartfonem. Ale na moje proste pytanie: dlaczego? - nie potrafił odpowiedzieć. No właśnie. Na tym polega problem HTC 10. Jest dobry, ale nie ma w nim ani jednej rzeczy "naj".

Zacznijmy od początku, czyli od obowiązkowej dawki cyferek. HTC 10 ma 5,2-calowy wyświetlacz Super LCD QHD (565 ppi), napędza go doskonały Snapdragon 820 wspomagany aż 4 GB pamięci RAM, pamięć wbudowana to 32 GB (około 23 dla użytkownika), jest też oczywiście slot na kartę pamięci. Bateria ma 3000 mAh pojemności i można ją błyskawicznie doładować dzięki Quick Charge 3.0. Aparaty mają 12 mpx z tyłu i 5 mpx z przodu, a pod ekranem znajdziemy dwa dotykowe przyciski funkcyjne i płytkę z czytnikiem linii papilarnych. HTC chwali się też zaawansowanymi możliwościami muzycznymi 10-tki. Czyli na papierze wszystko prezentuje się imponująco.

Powiedzmy jednak "sprawdzam". Wyświetlacz jest bez dwóch zdań bardzo dobrej jakości. Ustępuje jednak nie tylko Amoledowi z Samsunga S7, ale i IPS-owi LG G5. Jest po prostu za ciemny, a widać to (a w zasadzie nie widać) w słoneczne dni, których ostatnio mamy sporo.

Procesor to Snapdragon 820. Taki sam jak w LG G5. Wyniki w popularnym teście AnTuTu Benchmark wskazywałyby, że w HTC 10 sprawuje się on lepiej. Telefon, którego używałem, osiągnął w nim 139 199 pkt, G5 nie dociągnął do 130 tys. Jednak w codziennym użyciu moje wrażenia były zupełnie inne. Wszystko dlatego, że HTC nie zdecydował się na zastosowanie najnowszej pamięci UFS, ale do przechowywania plików wykorzystuje starszą kość eMMC. Oznacza to mniej więcej tyle, że dłużej musimy poczekać na otwarcie aplikacji czy np. ich aktualizację. Dlatego właśnie to LG G5 jest najpłynniej działającym smartfonem, z jakim miałem do czynienia. A 10-ka znów nie jest "naj".

Może więc choć bateria? W końcu 3000 mAh na papierze to całkiem przyzwoity wynik. Niestety. Szczerze przyznam, że ze zdziwieniem czytam testy, w których recenzującym udaje się osiągnąć czas pracy na włączonym ekranie w okolicach 3, 4h. Mnie dobić do 3 h nie udało się nigdy, najlepszy wynik jaki osiągnąłem to ok. 2h 40 min. Dobrze, że dzięki opcji szybkiego ładowania baterię można postawić na nogi w ekspresowym tempie. Egzemplarz, którego używałem, miał też problemy z optymalizacją baterii, mimo że działał przecież na Androidzie 6.0, który doskonale zarządza energią telefonu w stanie spoczynku. Zdarzało mu się bowiem, że przez noc tracił 10-15 proc. Nie muszę chyba dodawać, że w tej konkurencji wypadał gorzej niż wszystkie pozostałe tegoroczne flagowce…

Jeśli ktoś liczy, że na ratunek HTC 10 przyjdzie aparat fotograficzny, niestety musi porzucić nadzieję. Zdjęcia są dobre. Ale wiecie, kto robi lepsze… S7, G5 czy Huawei P9. Niestety. Po pierwsze ostrość nie jest łapana tak szybko jak np. w S7. Zresztą proszę popatrzeć na zdjęcia ryjków świń, które robiłem tymi telefonami. Zdjęcia z HTC są nieostre, w dodatku o wiele ciemniejsze niż te z S7 edge.

Po drugie, szkiełko aparatu bardzo często się brudzi, przez co fotografie wychodzą zamglone i nieostre (spójrzcie na zdjęcia szklanki z muszlami. Jedne są fatalnej wręcz jakości, drugie, już po przetarciu kamery – bardzo ładne). Tylko skąd macie wiedzieć, że coś jest nie tak? Zdarza się też, że szkiełko jest już tak utytłane, że telefon informuje o konieczności przetarcia, bo inaczej nie jest w stanie zrobić zdjęcia… A teraz spróbujcie np. wytłumaczyć dzieciom, żeby jeszcze raz zjechały ze zjeżdżalni, do której jest spora kolejka, bo aparat akurat nie zadziałał…

Po trzecie, jeśli oświetlenie będzie dobre, a wasz model nie będzie się zbyt wiercić, HTC 10 można zrobić naprawdę dobrą fotografię. Ale to znów za mało, by wygrać walkę z jakimkolwiek flagowcem.

Pozostaje jeszcze oprogramowanie. HTC zdecydowało się na integrację z Google'em. Dlatego, by nie dublować aplikacji, zrezygnował np. z własnego, bardzo dobrego odtwarzacza muzyki, co jeszcze z trudem, ale mógłbym przełknąć, gdyż trzeba przyznać, że dźwięk w słuchawkach jest bardzo dobrej jakości. Zrezygnował też jednak z własnej galerii, na rzecz galerii Google'a, której np. ja osobiście nie cierpię. Zostawił za to możliwość zmiany motywów, a nawet stworzenia swojej własnej, niesymetrycznej siatki z różnymi rysunkami i naklejkami, które zastępują nam ikonki aplikacji. Dla mnie to pomysł na poziomie gimnazjum, który być może przyjąłby się w telefonie ze średniej półki. Ale nie w egzemplarzu premium. Także czytnik linii papilarnych nie jest rewelacyjny. Teoretycznie płytki nie trzeba naciskać, wystarczy ją dotknąć, ale jednak trzeba to zrobić z pewną siłą. Inaczej nie ma szans na bezbłędne odczytanie palca.

I na koniec wykonanie. To rzecz najbardziej subiektywna. HTC 10 bez wątpienia jest smartfonem solidnym, choć znaleźliby się też tacy, którzy stwierdzą, że jest po prostu toporny. Nie podoba mi się też niesymetryczne umieszczenie czytnika linii papilarnych i zbyt małe przyciski funkcyjne, choć na plus trzeba zaliczyć, że zlokalizowano je pod ekranem, nie marnując jego powierzchni. Moim zdaniem HTC 10 wygrywa wyglądem z LG G5, ale P9 i S7 są ładniejsze i lepiej leżą w dłoni.

Jeśli jednak jesteście fanami marki i mimo wszystko chcecie nabyć HTC 10, to nie będziecie mieli łatwo. Firma zdecydowała się sprzedawać ten model jedynie przez telekomy, nie znajdziecie go więc w żadnym z dużych sieciowych sklepów RTV-AGD. Tam traficie jedynie na jego uboższą wersję - HTC 10 Lifestyle, za którą trzeba zapłacić, bagatela, 3 tys. zł bez złotówki. Tajwańczycy z pewnością się cenią, ale wyniki sprzedaży pokazują, że klienci cenią ich coraz mniej…