Powiedzmy to wprost - myPhone nie cieszy się na naszym rynku największym poważaniem. Smartfony z Biedronki, tanie urządzenia, które psują się na każdym kroku, chińczyk z doklejonym logo - taka jest mniej więcej obiegowa opinia o tej firmie. Ja jednak przekornie muszę wziąć ją w obronę. Bo nie każdy ma odwagę stanąć twarzą w twarz z klientem, który ogląda złotówkę ze wszystkich stron, zanim w końcu zdecyduje się ją wydać. A w dodatku chciałby mieć mercedesa w cenie trabanta, i będzie pełen pretensji, gdy zorientuje się, że taki sprzęt jednak się różni. MyPhone postanowił zaopatrywać w smartfony mniej zamożną część Polski, a skoro robi to już od lat, to znaczy, że biznes, choć trudny i momentami niewdzięczny, to jednak się opłaca. Ja do tej pory miałem w swoich rękach dwa urządzenia tej firmy - pancernego Hamera AXE LTE i taniego L-Line i oba były jak najbardziej warte swojej ceny, a Hamer AXE nawet przerósł moje oczekiwania i w swojej klasie okazał się po prostu bardzo dobrym urządzeniem.

Dlatego z dużym zainteresowaniem wziąłem w swoje ręce myPhona X Pro, który jest najdroższym sprzętem w portfolio firmy - psychologiczna granica tysiąca złotych została przekroczona, i to sporo, bo o całe 300 zł (bez złotówki). Pierwsze co zrobiłem, to rzuciłem się do internetu, by sprawdzić, z jakim chińskim producentem mam do czynienia. Udało mi się znaleźć jednak tylko bliźniaczy francuski Archos Diamond 2 plus (kosztujący 250 euro). Widać obie firmy, działające zresztą w podobnym biznesowym modelu, zamówiły telefon u tego samego wykonawcy.

Wygląd i budowa

Telefon na pierwszy rzut oka robi bardzo dobre wrażenie. Ma duży, 5,5 calowy ekran IPS dobrej jakości (401 ppi), wykonany w technologii 2,5 D czyli z lekko zaokrąglonymi bokami. Otacza go srebrna, metalowa ramka, tył zaś jest zrobiony z miękkiego plastiku przypominającego materiał, który sprawia, że X Pro dobrze trzyma się w dłoni, nie jest śliski oraz nie zbiera odcisków palców. Może się więc podobać (i mnie się podoba), ale oczywiście nie musi.

Na górze mamy niestety bardzo wystający obiektyw aparatu z podwójną diodą doświetlającą i laserowym autofocusem, pod nim czytnik linii papilarnych, a jeszcze niżej ładnie wtopiony, srebrny napis XPRO. Na dole jest głośnik i wejście USB typu C, na prawym boku przyciski: włączania i regulacji głośności, na lewym zaś hybrydowa tacka na dwie karty SIM (jedną możemy zastąpić kartą pamięci). Telefon jest ciężki (265 g) ale trzymając go w ręku, miałem wrażenie, że jest raczej solidny niż toporny. Za budowę i wygląd - plus.

Parametry i działanie

Tutaj myPhone X Pro też nie ma powodu do wstydu. Sercem urządzenia jest ośmiordzeniowy procesor MediaTek Helio P10 (możemy go też znaleźć np. w Sony Xperii XA, HTC One A9s, Lenovo Vibe K5 Note czy Alcatelu One Touch Pop 4S). To jednostka oferująca bardzo przyzwoite osiągi (48220 pkt w AnTuTu Benchmark).

W codziennej pracy sprawdza się bez zarzutu, nie ma mowy o jakichkolwiek przycięciach czy spowolnieniach. Aplikacje czy strony w przeglądarce wczytują się bardzo szybko, nie ma żadnych problemów z grami. Do tego mamy tu aż 4 GB RAM - telefon fantastycznie trzyma programy w pamięci, możemy mieć otwartych kilkanaście a nawet kilkadziesiąt zakładek i swobodnie się między nimi przełączać bez potrzeby ponownego wczytywania. Jak to wygląda w praktyce - można zobaczyć na tym filmie.

Pamięć wbudowana to imponujące 64 GB. A jeśli komuś mało, może ją rozszerzyć kartą pamięci. Bateria ma 3000 mAh pojemności i wystarcza na spokojny dzień pracy (około 3,5-4 h na włączonym ekranie). Telefon jest przy tym doskonale zoptymalizowany i nieużywany w zasadzie nie traci energii - przez noc poziom baterii spada najwyżej o 1 proc. Wszystkich, którzy spodziewają się, że MediaTek będzie źle współpracował z GPS, muszę rozczarować. Telefon łapie fixa błyskawicznie - w moim przypadku pierwsze połączenie trwało około 6 sec., kolejne 2-3 sec. X Pro nie zrywa połączenia i prowadzi nas jak po sznurku nawet w wysokiej miejskiej zabudowie. Na wyposażeniu mamy też czujnik światła, który działa bardzo dobrze; jest szybkie ładowanie (USB typu C), dzięki czemu telefon podpięty w biegu do ładowarki nawet na 10-15 min naładuje się na tyle, byśmy mogli go używać przez dłuższy czas. Jest LTE i dioda powiadomień, za to z braków - nie ma NFC i żyroskopu.

Kilka słów warto poświęcić skanerowi linii papilarnych. Działa dobrze, ale nie jest to oczywiście ekstraklasa. Porównałbym go do tego zamontowanego np. w Xiaomi Redmi Note 3, do wyników Huaweia (a więc także Honora) czy Sony sporo mu brakuje, ale da się go używać bez większych problemów. Po prostu trzeba trochę dłużej przytrzymać palec. Możemy nim niestety tylko wybudzić telefon i nie przypiszemy żadnych innych czynności np. zrobienia zdjęcia czy odebrania połączenia.

Co nie jest złe, ale mogło by być lepsze

Jak na razie jest więc dobrze a nawet bardzo dobrze, czas więc napisać o tym, gdzie też jest dobrze, ale mogło by być o wiele lepiej. To przede wszystkim aparat fotograficzny. Matryce Sony (główna 21 mpx i przednia 8 mpx), do tego laserowy autofocus, diody doświetlające (główna podwójna) - zestaw sprzętowy jest po prostu bardzo dobry i aż prosi się o zastosowanie do tego jakiejś ładnej, nowoczesnej aplikacji.

Niestety myPhone nie stanął na wysokości zadania i dał użytkownikom podstawowy program foto, znany z tanich budżetowych produktów. Jest nieatrakcyjny, niespecjalnie przejrzysty (np. jakość filmów wideo opisana jest jako: niski, średnie, wysoki, najwyższa, zgaduję, że najwyższa to Full HD), w dodatku ma irytujący, nieprzyjemny dźwięk migawki. Na szczęście zdjęcia wychodzą bardzo dobrej jakości - ostre, z dużą liczbą szczegółów, dobrym odwzorowaniem i nasyceniem kolorów. Trochę gorzej jest z jakością wideo, ale możemy np. nagrać filmy w trybie slow motion, w dodatku ustawić potem miejsce, w którym chcemy zwolnić film. Jak to wygląda - można zobaczyć tu:

O wiele lepsze efekty można jednak osiągnąć, instalując jakąś aplikację do zdjęć ze sklepy Play. W moim wypadku była to Footej Camera.

Kolejną dyskusyjną rzeczą jest nakładka, a w zasadzie jej brak. Tak jak wspomniałem na wstępie, mnóstwo producentów morduje swoje słabsze modele, obciążając je nadmiernie wymyślnymi programami. MyPhone X Pro działa na Androidzie 6.0 i jest to w zasadzie czysty Android, z minimalnymi zmianami. Być może dzięki temu jest szybki jak błyskawica, ale nie ukrywajmy - sprawia przez to wrażenie dość ubogiego. Tymczasem telefon ma moc i wręcz przebiera nogami, by w większym stopniu wykorzystać jego możliwości. A jedyne modyfikacje jakie w nim znajdziemy to: Turbopobieranie, czyli możliwość ściągania większych plików przy jednoczesnym korzystaniu z sieci Wi-Fi i 3/4G, możliwość zmiany kolejności przycisków funkcyjnych w pasku nawigacji (wraz z jego chowaniem) oraz przypisanie kolorów do diody powiadomień. Na szczęście myPhone zdecydował się na dodanie swojego odtwarzacza muzyki, galerii i klawiatury SwiftKey, nie jesteśmy więc tu skazani na produkty Google'a. Bez doinstalowania kilku aplikacji jednak się nie obejdzie, w moim przypadku były to VLC do oglądania filmów (odtwarzacz z galerii nie wspiera podstawowych formatów), program Screen Off, dzięki któremu można wygaszać telefon uderzeniem w ekran, i Footej Camera - do robienia zdjęć.

Warto czy nie warto

Tradycyjne pytanie i tradycyjny dylemat:

A ja napiszę, że z jednej strony myPhone X Pro to bardzo dobry smartfon w zasadzie bez poważniejszych niedociągnięć, a w pewnych dziedzinach odważnie wspinający się na wyższą półkę (4 GB RAM, 64 ROM, USB C). Z drugiej rozumiem psychologiczną barierę osób, które boją się wydać 1300 zł (bez złotówki), czyli jakby nie było sporą sumę, na produkt myPhone. Gdyby telefon kosztował 1000 zł, nie miałbym najmniejszych wątpliwości i z czystym sumieniem powiedział: warto. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć: warto, ale poczekać. Aż myPhone X Pro troszkę stanieje.