Przenieść się w zupełnie inny świat, do środka gry komputerowej. Kuszące i jednocześnie trochę niepokojące. Do tej pory takie numery mogłem oglądać tylko w filmach. Zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać, kiedy usiadłem przed konsolą PlayStation i nałożyłem specjalne gogle, a potem słuchawki, żeby odciąć się od otoczenia. Odpaliliśmy grę demo, która miała pokazać możliwości rzeczywistości wirtualnej i... To było niesamowite. Kompletny odlot, a raczej odpływ, bo nagle znalazłem się pod wodą, w oceanie, w specjalnej klatce do oglądania rekinów. Obok mnie przepływały ławice ryb, zacząłem się okręcać, żeby rozejrzeć się dokładniej i obraz wokół mnie również się obracał. Dokładnie tak, jak powinien się obracać, dostosowując się naturalnie do ruchów głowy. Prosto w uszy dostawałem podwodne dźwięki, wokół widziałem podwodny świat, a na dnie poniżej (bo można spojrzeć w każdą stronę, także w dół!) majaczył jakiś zatopiony wrak.

Mój mózg bardzo szybko dał się oszukać i kiedy zacząłem wychylać się na boki, żeby zajrzeć tu i ówdzie, o mało nie straciłem równowagi i nie spadłem z krzesła. Niesamowite wrażenie. Gorzej, że po chwili po raz drugi o mało nie zleciałem na podłogę, kiedy zauważyłem, że wokół mnie krąży rekin, coraz bliżej i bliżej. Aż wreszcie zaczął rozwalać moją klatkę! Wszystko się wokół mnie trzęsło, metalowe pręty łamały się z trzaskiem. Teraz mogę się z tego śmiać, ale wtedy porządnie się wystraszyłem, bo pomyślałem sobie, że jeszcze chwila, a ten zębacz się do mnie dobierze. Wolałem nie oglądać w wirtualnej rzeczywistości, jak będzie mnie pożerał.

Nie zdradzę wam, jak skończyło się to spotkanie z rekinem, ale powiem tylko, że z ulgą zdjąłem gogle i zobaczyłem, że siedzę w pokoju na krześle, a nie na dnie jakiegoś oceanu.

Skorzystałem wtedy z chwili i obejrzałem sprzęt do wirtualnej rzeczywistości, bo okulary to nie wszystko. W zestawie jest również coś, co Sony nazywa modułem procesora, czyli serce systemu, przystawka, którą łączy się kablami z goglami i konsolą. Do tego dostajemy kable, zasilacz, instrukcję, dysk instalacyjny, słuchawki, a nawet ściereczkę do czyszczenia wnętrza gogli. Bardzo przydatną, bo jak sam się szybko przekonałem, na goglach gromadzi się pot i para. Cały komplet kosztuje 1800 złotych. Brakuje w nim kamery, bez której wirtualna rzeczywistość nie będzie działać. Sprytne Sony sprzedaje ją oddzielnie. To z kolei wydatek około 200 złotych. Ale żeby móc grać, przydadzą się również kontrolery. Do niektórych gier wystarczą standardowe pady DualShock z PS4, do innych trzeba użyć kontrolera PS Move. Wszystko w porządku, jeśli kiedyś już mieliśmy PlayStation 3 i gdzieś w szufladzie został nam jeden albo dwa move’y. Jeśli nie, trzeba sobie je dokupić. Najlepiej dwa. Na szczęście można próbować poszukać używanych. Ważne! Nie szukajcie PS Move do PS4, bo takie nie istnieją. Trzeba szukać kontrolerów do PS3.

No właśnie, wróćmy do gry. Miałem okazję sprawdzić, do czego da się wykorzystać kontrolery Move spięte z PlayStation VR. Odpaliliśmy grę „The London Heist”, która dosłownie wcisnęła mnie w fotel. Zostałem pasażerem auta prowadzonego przez łysego osiłka po ulicach Londynu. Najpierw wszystko było jak w brytyjskim nudnym filmie – kierowca coś do mnie mówił, ja mogłem się porozglądać i, co okazało się naprawdę super, pomanewrować sobie wszystkim, czym tylko chciałem. Otworzyć drzwi i wychylić się przez drzwi? Proszę bardzo. Zajrzeć do schowka i pokręcić przełącznikami? Nie ma problemu. VR zachowywała się tak przyzwoicie, a obraz był tak płynny, że miałem wrażenie, jakbym naprawdę pędził po londyńskich ulicach. I wtedy się zaczęło. Dosłownie znikąd pojawili się agresywni motocykliści i zaczęli pruć do nas z broni automatycznej. Mój towarzysz podał mi pistolet maszynowy, pokazał, gdzie leżą magazynki i w tej chwili jeden kontroler Move stał się spluwą, a drugim pakowałem do niego pociski. Co za zabawa! Jakbym trafił w sam środek gangsterskiego filmu. Szkoda, że dość szybko udało nam się pokonać wszystkich przeciwników na drodze.

Zrobiłem sobie kolejną przerwę, dzięki czemu mogłem obejrzeć dokładniej sprzęt do wirtualnej rzeczywistości. I tu pierwszy minus. Po pół godzinie grania w goglach zacząłem odczuwać ich ciężar. Tak naprawdę nie są wcale ciężkie, ale po pewnym czasie nie da nie stwierdzić, że jednak swoje ważą. Nie wiem, być może dorosły tego nawet nie zauważyć, ale skoro sprzęt do wirtualnej rzeczywistości przeznaczony jest dla użytkowników od 12. roku życia, to byłoby fajnie, gdyby był choć trochę lżejszy. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że coś za coś – system wyświetlający przed oczami obraz 360 stopni w rozdzielczości 1920 x 1080 mógłby spokojnie ważyć tyle co te telewizor, więc nie narzekam. Z pewnością da się do tego przyzwyczaić. Tym bardziej, że gogle mają bardzo wygodną dwustopniową regulację dopasowującą je do każdej głowy.

A skoro jestem już przy goglach, chciałbym kilka zdań poświęcić na sposób, w jaki przekazują ruch użytkownika do PS4. Rozwiązanie okazuje się w miarę proste i tak naprawdę skopiowane z systemu Move użytego w PS3. Gogle mają z przodu siedem regularnie ustawionych niebieskich punktów świetlnych. Kamera śledzi ich położenie i dzięki temu procesor VR potrafi się zorientować, co właśnie robi gracz – czy pochyla się na boki, czy obraca się za siebie, by dokładniej rozejrzeć się po wirtualnym świecie, czy akurat spada z krzesła. Dodatkowe dwa punkty świetlne z tyłu opaski podtrzymującej gogle na głowie podpowiedzą konsoli nawet, kiedy odwracamy się, żeby uciec z jakiejś przerażającej gry. Bo trzeba przyznać, że niektóre gry potrafią naprawdę napędzić stracha. Na przykład takie, które przenoszą nas wewnątrz horroru. Na szczęście – jak podaje producent – nie zabraknie najróżniejszych tytułów, które będą miały premierę niemal w tym samym czasie co PlayStation VR. Są to na przykład takie gierki, jak „Batman: Arkham VR”, „Resident Evil 7”, „Robinson: The Journey”, „Battlezone”, „Star Trek: Bridge Crew” czy coś, na co szczególnie czekam – „Eagle Flight”, gdzie wcielamy się w postać orla szybującego nad Paryżem. Jest to gra zdecydowanie nie dla osób z lękiem wysokości, ale przy wykorzystaniu wirtualnej rzeczywistości na pewno okaże się hitem.

Co jeszcze zauważyłem? Jeden problem z kamerą, która gubiła mnie czasami ze swego zasięgu, na przykład kiedy w pewnym momencie wstałem. Na pewno da się temu zapobiec, umieszczając kamerę w nieco dalszej odległości od gracza. Bo tak naprawdę trzeba też zarezerwować wokół siebie trochę przestrzeni, dla własnego i innych bezpieczeństwa. Nie widzimy swoich rąk, ani nóg, ani ciała, widzimy tylko ich wirtualne wrażenie wyświetlane prosto przed oczami. System nie wyświetla jednak stojących w pokoju sprzętów, wazonów i żyrandoli. Jeśli się nie uważa, to można się nieźle zdziwić, uderzając niespodziewanie ręką w coś lub w kogoś w realu. Ja tak się zdziwiłem, więc ostrzegam – zróbcie sobie więcej miejsca.

Podsumowując – czy kupiłbym sobie PlayStation VR? No jasne! Pod warunkiem, że miałbym 2 tysiące złotych w kieszeni. Wydatek jest to niemały, zwłaszcza dla osób, które nie posiadają PS4 i muszą do zestawu dodać także konsolę. System dostarcza jednak tyle dobrej zabawy, że moim zdaniem warto się nim zainteresować. Jest to pierwsze tak udane domowe centrum rozrywki, nie tylko dla graczy, bo jak się okazuje, PS VR może udawać również kinową salę i wyświetlać filmy tak, jakbyśmy siedzieli w ogromnym multipleksie. A to dobry argument do zakupu także dla tych, którzy grają coraz mniej. Czyli dla dorosłych :-)