Gdy prawie dwa miesiące temu opisałem ZTE Blade V7 Lite, przedstawiciele firmy nie byli zadowoleni. No cóż, to zupełnie tak jak ja po dwóch tygodniach spędzonych z ich smartfonem.

Najbardziej było mi szkoda sympatycznej Pani z działu PR, która jak lew walczyła o dobre imię V7 Lite. W tym przypadku było to zadanie wręcz beznadziejne, bo obronić niezrozumiałe połączenie świetnego wyglądu i bardzo dobrego wykonania z mizernie działającym procesorem i zbyt małą jak na dzisiejsze czasy ilością pamięci RAM i ROM po prostu się nie da. Ale za samą próbę podjęcia tej walki oraz jej formę należy się pełen szacunek (bez cienia ironii).

Tym razem zadanie będzie miała łatwiejsze, bo też i w moje ręce trafił telefon bez dwóch zdań lepszy. A przy okazji – tańszy (choć nie w oficjalnej dystrybucji). To Axon Mini wyprodukowany przez ZTE, w wersji uboższej (bez Force Touch, czyli ekranu rozpoznającego siłę nacisku – innowacji znanej z najnowszych iPhone'ów). W sklepach możemy go dostać od 999 zł do 1299 zł. Tyle, że do końca nie wiadomo w jakiej konfiguracji – w jednych przy cenie 999 zł znajdziemy specyfikację, w której jest mowa o Force Touch, w innych zaś nie. Mój egzemplarz (o oznaczeniu B2016) takiego wodotrysku nie miał, ale też specjalnie z tego powodu nie płakałem, zwłaszcza że wydałem na niego sporo mniej – bo jedynie 600 zł. Jak to możliwe spytacie? Otóż na niezawodnym portalu AliExpress znalazłem chiński sklep internetowy, który wysyła towar z Niemiec. Dzięki temu nie musimy się martwić o VAT, a przesyłka zostaje do nas dostarczona nie w miesiąc, ale… jeden dzień. W moim przypadku wyglądało to tak: przycisk „kupuję” nacisnąłem w środę w nocy (z myślą, że może jednak rano anuluję transakcję). Gdy się obudziłem, nie miałem już na to szans, bo płatność została zrealizowana. W południe dostałem zaś SMS-a informującego mnie, że kurier DHL przywiezie jutro telefon. I rzeczywiście. W piątek po 14-tej paczka z Axonem Mini trafiła w moje ręce.

Taki ekspresowy sposób załatwiania transakcji sprawił, że zamówiłem jeszcze jeden telefon u tego sprzedawcy – Yotaphone 2, o którym pisałem [TU], a którego z powodzeniem używa mój sympatyczny kolega Dariusz. Taki sam model zapragnął mieć też jego kolega. Cała procedura wyglądała podobnie, z jedną, dość zabawną różnicą. Otóż po otwarciu i uruchomieniu telefonu (dostarczonego przez kuriera DHL, cena to 520 zł) ich oczom ukazał się gąszcz chińskich krzaczków, wśród których nie sposób się było poruszać – po prostu nie wiadomo było co wcisnąć, by wybrać bardziej przyjazny Europejczykom język. Rezolutny kolega sympatycznego Dariusza znalazł genialne w swej prostocie rozwiązanie – poszedł do najbliższego lokalu z chińskim jedzeniem, gdzie lekko zdziwiony kucharz, na chwilę oderwany od wooków, w 5 minut pomógł mu wybrać język polski i ustawić telefon (podziękowania dla baru Bao Long z ulicy Smoczej w Warszawie).

W moim Axonie Mini takich niespodzianek nie było. Włączony telefon przywitał mnie menu w którym mogłem wybrać język polski i bez problemu przeprowadzić cały proces uruchamiania. Zanim jednak zagłębiłem się w interfejs, skupiłem się na tym, co wyjąłem z pudełka.

Wygląd, wykonanie

Na zdjęciach Axon Mini prezentuje się ładnie, a z pewnością dzięki niewielkiej powierzchni nad i pod ekranem przyozdobionej małymi trójkącikami, nietuzinkowo. Grafikom i fotoedytorom firmy należą się brawa, bo gdy weźmiemy smartfon do ręki, mina nam lekko zrzednie. Materiał reklamowany jako „połączenie stopu aluminium z tytanem, który wykorzystywany jest do produkcji samolotów Boeing 787 Dreamliner” jest być może genialnej jakości, ale konstrukcja telefonu nie jest jednobryłowa – Axon Mini jest sklejony z dwóch części do których z tyłu, na górze i na dole, dodano plastikowe, wstawki. Przez to powstają niestety niewielkie, źle wyglądające szczeliny, bo spasowanie nie jest idealne. W dodatku charakterystyczne trójkąciki, które znajdziemy też z tyłu telefonu na elemencie łączącym obiektyw aparatu i diodę doświetlającą, możemy nazwać niekonwencjonalnymi, ale nazwanie ich festyniarskimi też nie będzie błędem – kwestia gustu. Umówmy się jednak na to pierwsze określenie.

Sytuację zdecydowanie ratuje ekran, który wygląda jakby był dolepiony do przedniego panelu. Cała magia zaczyna się, gdy go włączymy. To świetny Super AMOLED (424 ppi) z genialnym nasyceniem kolorów (niestety przyciski systemowe umieszczono na nim, a nie pod nim). Przy okazji – ma przekątną 5,2 cala, więc dodawanie do tego Axona słowa mini jest nieco zabawne. Tym niemniej smartfon mimo takiej wielkości wyświetlacza można nazwać kompaktowym, trzyma się go w ręku bardzo wygodnie i przy odrobinie wprawy można go obsłużyć jedną ręką. Ma też mniejsze wymiary niż np. Asus Zenfone 3 mający taką samą przekątną ekranu.

Na prawym boku telefonu znajdziemy minimalnie wystający poza krawędź przycisk włączania i kieszeń na hybrydowy slot dual SIM, na lewym – regulacji głośności, na górze wejście słuchawkowe, na dole zaś USB 2.0. Pod „niekonwencjonalnymi” trójkącikami na górze ukryto diodę powiadomień i głośniczek do rozmów, na dole – jeden głośnik audio. Z tyłu mamy czytnik linii papilarnych i umieszczone pionowo obiektyw i diodę powiadomień. Mój egzemplarz był koloru złotego, a całość, mimo niewielkich kontrowersji, ocenić trzeba na plus, bo telefon zdecydowanie jest „jakiś”.

Podzespoły, system, działanie

Sercem tego telefonu jest 8-rdzeniowy Snapdragon 616 (1,50 GHz) z grafiką Adreno 405. W AnTuTu Benchmark osiąga 39296 pkt, co na kolana nie rzuca, ale do płynnej, bezproblemowej pracy w zupełności wystarcza. Do tego mamy aż 3 GB pamięci RAM i 32 GB pamięci wbudowanej, co jak na klasę średnią jest bardzo dobrym wynikiem. Telefon bez kłopotu radzi sobie z grami, (mój 9-letni tester był pod wrażeniem, dla miłośników Pokemon GO – jest żyroskop), GPS łapie błyskawicznie a nawigacja nie zrywa połączenia. Bardzo dobrze jak na tę klasę telefonu działa też czytnik linii papilarnych, który odczytuje palec niemal bezbłędnie i szybko odblokowuje smartfon. Mimo moich obaw niezła okazała się też niewymienna bateria (2800 mAh), telefon spokojnie wytrzymywał ponad 4 godziny pracy na włączonym ekranie.

Pod względem sprzętowym do Axona Mini nie można się przyczepić, gorzej niestety jest z oprogramowaniem. Telefon działa na Androidzie 5.1 z niezwykle rozbudowaną nakładką producenta MiFavor 3.2. I tu troszkę kuleje. Po pierwsze Android 5.1 pod koniec 2016 r. jest po prostu archaiczny. Po drugie – system nie jest do końca przetłumaczony i w wielu miejscach możemy trafić na język angielski. Po trzecie – najgorsze – występują błędy w oprogramowaniu. Przez kilka dni bez problemu korzystałem np. z funkcji Smart Lock, dzięki której telefon w wyznaczonych lokalizacjach nie jest zabezpieczany odciskiem linii papilarnych. I nagle, nie wiadomo z jakiego powodu, Smart Lock przestał działać. Pomogło dopiero powtórne ustawienie tej funkcji. Podobnie było ze skanerem siatkówki oka. Można nią zabezpieczyć np. wybrane aplikacje, a sam proces skanowania jest bardzo efektowny (Axon wydaje przy tym dźwięki niczym R2-D2 z gwiezdnych wojen). Przez dwa dni moje oko było odczytywane bezbłędnie, po czym telefon przestał je rozpoznawać.

Przy okazji – telefon, przynajmniej teoretycznie, można też zabezpieczyć głosem – uruchomi się tylko po rozpoznaniu wypowiadanej przez nas komendy. Głosem można także sterować muzyką, odbierać i odrzucać połączenia albo dyktować SMS-y. Do zarządzania Axonem Mini służy aplikacja Mi-Asistant, w której możemy nadawać aplikacjom uprawnienia bądź je blokować, zarządzać strefą prywatną, czyścić pamięć albo skanować telefon programem antywirusowym.

Bardzo dobrze należy ocenić Axona Mini pod względem muzycznym. Producent chwali się zastosowaniem specjalnego chipu z bardzo skomplikowaną nazwą (AK4961 z 32-bitowym kodekiem audio) i zdecydowanie – to działa. Jakość dźwięku w słuchawkach (wspomaganego systemem Dolby, z możliwością wyboru kilku trybów oraz trybu ręcznego), jest ponadprzeciętna dla tej klasy telefonów i jeśli ktoś szuka niedrogiego modelu do słuchania muzyki – śmiało może inwestować w ten sprzęt. Głośnik zewnętrzny, choć tylko mono, także gra całkiem donośnie i czysto, na plus należy zaliczyć także to, że jest umieszczony z przodu, nie przytłumimy go więc kładąc telefon np. na kanapie czy stole.

Na koniec zaś aparat. Tylny obiektyw ma 13 mpx, przedni 8, i mówiąc szczerze cudów się po nich nie spodziewałem. Jak się okazało – słusznie. Oba robią przyzwoite zdjęcia w dobrych warunkach, a sporo gorsze w gorszych. Sytuację ratuje nieco tryb manualny z bogatą paletą ustawień. Wideo nakręcimy w jakości Full HD i nie jest ono najlepszej jakości – kuleje oczywiście stabilizacja obrazu. Przykład tu:

Redukcja jakości do HD poprawy nie przynosi.

Podsumowanie

ZTE Axon Mini jest jak na średnią półkę udanym urządzeniem. Zdecydowanie mogę go polecić za cenę 600 zł. Za 999 zł, troszkę mniej, ale 2-letnia gwarancja realizowana w Polsce dla wielu osób może być wartością nie do przecenienia. Szkoda, że ZTE nie kieruje się maksymą mówiącą, że czasem mniej znaczy więcej. Bo jej zastosowanie w tym modelu oznaczałoby z pewnością rezygnację z efekciarskich, ale tak naprawdę nikomu niepotrzebnych udogodnień, które w dodatku przysparzają kłopotów. W sumie jednak telefon oceniam na plus, bo używanie go sprawiało mi po prostu sporą przyjemność.