Krugerowi kibicuję już od lat, bo miło jest patrzeć jak mody człowiek, jakim jest szef firmy Michał Leszek, spełnia swoje marzenia, a przy okazji pasję do nowych technologii potrafi przełożyć na wymierny sukces finansowy. W dodatku musi się zmierzyć z falą zarzutów i hejtu, którą można znaleźć w komentarzach pod niemal każdą recenzją sprzętu tej firmy.

Główny – że produkty który sprzedaje, robione są w Chinach, a jedynym wkładem Polaków jest umieszczone na nich logo firmy. Cóż, takie pewnie były początki, ale Kruger&Matz staje się coraz większy, rośnie więc też jego pozycja w negocjacjach z chińskimi partnerami. Zwiększa się dostęp do coraz lepszych podzespołów czy możliwość wpływania na wygląd smartfonów. Zresztą Kruger&Matz to nie tylko telefony, ale cała gama elektroniki, telewizorów, sprzętu audio – jej portfolio jest imponujących rozmiarów. Zastanawiacie się pewnie, co ma to wspólnego z Live 4S? Otóż ma. I to całkiem sporo.

Cała gama zalet…

Po pierwsze: gdy ponad rok temu recenzowałem całkiem udany model Live3, dość łatwo zidentyfikowałem jego chińskich braci bliźniaków – takie same telefony sprzedawane były z logo UMI czy TCL. Braci Live 4S nie znalazłem. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można więc stwierdzić, że ten model jest autorskim produktem firmy i zarzut doklejania logo do gotowych produktów można w tym przypadku chyba odrzucić.

Po drugie: do szału doprowadzają mnie telefony mniej znanych marek które chwalą się "czystym androidem", czyli po prostu otwarcie mówią o tym, że nie stać ich na zatrudnienie programistów potrafiących opracować choćby galerię, aplikację do słuchania muzyki, oglądania filmów czy zmodyfikować siermiężną aplikację do robienia zdjęć. Kruger&Matz w Live 4S stanął na wysokości zadania. Jest i autorska galeria, i aplikacja do zdjęć, zmieniona co prawda kosmetycznie, ale to już wystarcza, by z przyjemnością z niej korzystać. Za ten wkład należy się firmie uznanie.

Po trzecie: Kruger&Matz wycenił model Live 4S na 899 zł. To bardzo korzystna cena, zważywszy na to, że dostaniemy za to 3GB pamięci RAM, 32 GB pamięci wbudowanej (25 GB dostępnych na starcie dla użytkownika), którą w dodatku możemy rozszerzyć kartą pamięci montowaną w hybrydowym slocie SIM, metalową, solidną obudowę, sprawnie działający wielofunkcyjny czytnik linii papilarnych (można go dotknąć albo wcisnąć, działa także jako przycisk "wstecz") i nowoczesny procesor MediaTek MT 6735, który razi sobie bardzo dobrze (34135 pkt. w AnTuTu Benchmark), zapewniając absolutnie bezproblemowe działanie Live 4S.

Szczególnym zaskoczeniem były dla mnie gry, z którymi telefon nie miał najmniejszych kłopotów – bardzo szybko się wczytywały i działały bez żadnych zacięć, nawet te bardziej wymagające. W telefonie jest też dioda powiadomień, co prawda słabo widoczna, ale jednak jest, USB typu C, GPS nie ma problemów z wyszukiwaniem satelit i sprawnym działaniem, a ekran HD (294 ppi) wspomagany technologią MiraVision zapewnia przyzwoite odwzorowanie kolorów (automatyczna regulacja jasności działa bardzo dobrze).

Poprawny jest także aparat: 13 mpx z tyłu, 5 mpx z przodu, który robi całkiem przyzwoite zdjęcia.

Filmy wideo są typowe dla tej klasy telefonów, czyli takie sobie. Najwyższa rozdzielczość to najprawdopodobniej full HD. Najprawdopodobniej, gdyż jakość filmów, którą możemy wybrać w aplikacji, to: „niska”, „średnia”, „wysoka” i… „wysoka” – żadnych cyferek nie znajdziemy. Możemy też kręcić filmy i robić zdjęcia w trybie PiP (Picture In Picture), czyli jednocześnie z obu kamer.

Tu zaś film normalny:

i film kręcony w słabych warunkach oświetleniowych:

Live 4S bez problemu radzi sobie także ze swoim podstawowym zadaniem – dzwonieniem. Jakość połączeń stoi na dobrym poziomie.

… i jeden wielki minus

Plusów jest więc jak widzicie sporo, przekreśla je jednak jeden minus. Jeden, za to przeogromny. To bateria.  Ogniwo w tym modelu ma pojemność 2350 mAh, co nie jest wielkością imponującą, ale biorąc pod uwagę 5-calowy ekran z niską rozdzielczością oraz Androida 6.0 na pokładzie, który słynie z doskonałej optymalizacji, energii powinno starczać spokojnie na pełny dzień pracy.

Niestety. Pierwszy telefon, który dostałem do testów, był z całą pewnością uszkodzony. Procenty w baterii topniały wręcz w oczach, zwłaszcza gdy smartfon był nieużywany. Dość powiedzieć, że w nocy potrafiło mu ubyć nawet 40 proc. energii. Egzemplarz podczas ładowania bardzo się nagrzewał, a wynik normalnej pracy na włączonym ekranie (kilka telefonów, chwila przeglądania internetu), to niecała godzina. Cóż, zdarza się, każdemu może się trafić trefny egzemplarz, a na podstawie jednego telefonu trudno oceniać całą serię.

Poprosiłem więc firmę o dostarczenie mi drugiego Live 4S. Ten, sprawdzony wcześniej przez specjalistów Krugera i jak mnie zapewniano w stu procentach dobry, przybył do mnie po kilku dniach. Czy bateria w nim była lepsza? Była. Co nie znaczy jednak, że była dobra. Telefon, podobnie jak poprzednik, dość szybko tracił energię. W nocy ubywało mu około 15 proc. co, choć jest wynikiem lepszym, to jednak jak dla mnie nieakceptowalnym. W celu lepszego przetestowania baterii wyprowadziłem Live 4S na spacer – razem z dziećmi poszliśmy w mroźną niedzielę łapać pokemony (nie ma żyroskopu). Energii starczyło mi ledwie na godzinę i 20 minut, co, choć to oczywiście bardzo wymagająca gra, jest bardzo słabym wynikiem. Niepokojąco wyglądał zwłaszcza spadek poziomu baterii w ostatnich minutach rozgrywki – z 50 proc. zrobiło się nagle 35, by w kilka chwil polecieć do 15 proc. Bez grania udawało mi się osiągnąć niecałe 2 godziny pracy na włączonym ekranie, co także nie jest wynikiem zadowalającym. Szkoda.

Podsumowanie

Kruger&Matz 4S jest telefonem ładnym, dobrze wykonanym, dobrze wycenionym i dobrze działającym. Niestety za krótko. Gdybym był złośliwy, napisałbym, że firma powinna dołączać do niego w zestawie powerbank. Wtedy ten smartfon miałby sens. Bez niego – niestety nie.