Podstawowa wersja słuchawek - Arctis 3 - ma bardzo stonowany design. Na szczęście, w tym modelu designerzy SteelSeries nie zamontowali - tak, jak w droższych wersjach - żadnych migających LED-ów czy innych wynalazków, które zwykle towarzyszą peryferiom przeznaczonym dla graczy. Słuchawki mają wygodne muszle ze specjalnego materiału, który zapewnia odpowiednią wentylację uszu i sprawia, że nie da się w nich spocić, nadają się więc na kilkugodzinne sesje przed komputerem. Na lewej muszli znajdziemy wysuwany mikrofon, pokrętło głośność oraz gniazdo przewodu.

I tu pojawia się pierwszy problem - niestety kabel nie jest podłączany do słuchawek zwykłym jackiem, a specjalnym gniazdem. To oznacza, że w razie awarii, jego wymiana będzie kłopotliwa. Trzeba więc bardzo pilnować przewodu, by nic się z nim nie stało. Co ważne, SteelSeries dołączyło też do zestawu przejściówkę, która pozwala podłączyć słuchawki do pada od konsoli czy telefonu komórkowego.

Słuchawki są całkiem wygodne - dobrze leżą na głowie, nie ma żadnego problemu z regulacją, za którą odpowiada elastyczny materiał, umieszczony pod plastikowym pałąkiem, a duże muszle dopasowują się dobrze do uszu. 

Arctisy 3 - w przeciwieństwie do starszych i droższych braci - nie są wyposażone w kartę dźwiękową - musimy je więc podłączyć albo do karty dźwiękowej, albo układu wbudowanego w płytę główną. Pewnego elementu jednak firma nie dopracowała - oprogramowanie SteelSeries, w tym software zapewniający dźwięk przestrzenny, działa tylko wtedy, gdy zestaw podłączymy bezpośrednio do płyty głównej. W przypadku podłączenia słuchawek do wzmacniacza, przetwornika cyfrowego czy karty dźwiękowej, z dodatkowych funkcji nie skorzystamy.

Jak grają Arctisy? O ile pozycjonowanie i scena dźwiękowa są świetne, jak na headset gamingowy (choć w starciu z moimi prywatnymi AKG K712 przegrywają, ale to nie ta klasa i nie ta półka cenowa), o tyle coś nie tak jest z basem. Jest go stanowczo za mało, jak na drogie słuchawki przeznaczone dla graczy. Trzeba mocno pobawić się korektorem dźwiękowym, by choć trochę je "naprawić". Nawet jednak po zmianach, wyraźnie słychać, że to nie brzmi, tak jak powinno - cćby w Forza Horizon 3 dźwięk silnika jest mocno przytłumiony.

Dobrze działa za to mikrofon - bez problemu ignoruje szum z zewnątrz i możemy być pewni, że do naszych kolegów z drużyny przebije się tylko nasz głos, a nie choćby miauczenie kota.

Zalet Arctisów jest też to, że możemy używać ich także w połączeniu z konsolą, jak i smartfonem. Radzą sobie całkiem dobrze - choć w przypadku używania ich, jako zestawu do telefonu, brakuje przycisku odbierania połączenia na kablu, dzięki któremu nie trzeba sięgać do kieszeni, gdy tylko ktoś zadzwoni. Jakość rozmów jest jednak dobra, a mikrofon sprawdza się równie dobrze, co w grach.

Podsumowując: Gdyby nie problemy z basem, to Arctis 3  byłby jednym z najlepszych zestawów słuchawkowych. Jeśli jednak ktoś liczy na słuchawki, w których usłyszy każdy wybuch, tak jak w kinie, to czeka go rozczarowanie. Do tego pełnię swojej mocy pokazują tylko w połączeniu z układem dźwiękowym płyty głównej, gdy zostaną rozpoznane przez oprogramowanie. Z drugiej jednak strony naprawdę radzą sobie nieźle z pozycjonowaniem dźwięku, więc w strzelankach mimo problemów z basem, dają radę. Można ich też używać w połączeniu z padem od konsoli czy ze smartfonem, więc jako headset "ogólnego przeznaczenia" sprawdzi się w domu.