Czy zapłacić za S8 3499 zł (ewentualnie 3999 zł za wersję plus), czy może zaoszczędzić i przeznaczyć jedyne 3299 zł na LG G6? Czy Snapdragon 835, ewentualnie Exynos 8895, bo w takie procesory są wyposażone Samsungi, sprawdzą się w codziennym użytkowaniu, czy może rozsądniej będzie wybrać Snapdragona 821, w którego wyposażono G6, a który jest ulepszoną wersją udanej 820-ki? Jak żyć - głowią się teraz miłośnicy nowych technologii. Zaiste dylematy to poważne, na szczęście mnie nie dotyczą. Po pierwsze - takiej kwoty do wydania na telefon nie mam. A po drugie - nawet gdybym miał, to i tak nie rzuciłbym się na świeży towar. Raczej wolałbym poczekać, aż wytropione zostaną wszystkie choroby wieku dziecięcego typu wybuchające baterie czy padające jak muchy płyty główne. A w międzyczasie nabył coś, co zapewni mi przynajmniej rok bezproblemowego działania. Na przykład Nubię Z11.

Niech nikogo nie zwiedzie egzotyczna nazwa. Nubia to marka która wypączkowała z chińskiego giganta - ZTE, a jej twarzą jest... Cristiano Ronaldo. Czyli pieniędzy na promocję wydała mnóstwo. Na jakość telefonów nie musi się to przekładać wcale, ale w tym przypadku tak nie jest. Co prawda inaczej niż 99 proc. Polaków ja na piłce nie znam się wcale, ale wiem, że "nażelowana Krystyna" jest piłkarzem nietuzinkowym. I tak samo jest z Nubią Z11.

Wygląd, wykonanie

Tym, co wyróżnia Z11-kę spośród innych smartfonów, są ramki wokół ekranu. A w zasadzie ich brak. Dzięki temu telefon jest wąski, doskonale leży w dłoni i jest zdecydowanie najbardziej poręcznym 5,5-calowcem, z jakiego przyszło mi korzystać. Do tego stopnia, że po raz pierwszy od dawna przez moją głowę przemknęła myśl, że może jednak ten rozmiar nadaje się do komfortowego używania? Bo w zasadzie spokojnie udawało mi się obsługiwać telefon jedną ręką, nie miałem też wrażenia, że zaraz mi się wyślizgnie, spadnie i rozbije na milion kawałków. W dodatku tył telefonu wykonany jest z przyjemnego w dotyku, lekko matowego metalu, dzięki czemu Nubia jest po prostu solidna.

Oczywiście ramki wkoło wyświetlacza (doskonałej jakości IPS, 401 ppi) są i w dodatku są to ramki aktywne. Przykładając do nich palec uzyskujemy możliwość przechodzenia pomiędzy kolejnymi ekranami, co wygląda bardzo efektownie i jest... zupełnie pozbawione sensu. Inaczej niż dwie pozostałe "ramkowe" aktywności. Przesuwając po nich palcem w górę lub w dół, możemy przejść bezpośrednio do wybranych przez nas aplikacji, na przykład do odtwarzacza muzyki czy przeglądarki internetowej. I to już jest coś, co nie tyko dzięki ładnej animacji wygląda bardzo dobrze, ale i z czego możemy korzystać na co dzień.

Telefon wyróżnia się swoją szerokością, ale długością już nie. Nad i pod wyświetlaczem pozostało sporo wolnej powierzchni. Na dole mamy charakterystyczne czerwone kółeczko, czyli przycisk "home", a z lewej i prawej strony dwie kropeczki, którym możemy przypisać wybrane przez nas czynności. Na górze jest oczywiście głośnik do rozmów i oczko kamerki do selfie. Diody powiadomień brak, ale jej funkcję pełni kółeczko, które pulsuje, gdy mamy nieodebraną wiadomość, rozmowę czy nieprzeczytanego maila. Wszystkie klawisze (głośności i włączania) umieszczono na boku prawym, na lewym zaś jest tylko tacka na hybrydowy slot (czyli albo dwie karty SIM, albo jedna i karta pamięci). Na górnej krawędzi znajdziemy wejście na słuchawki i diodę podczerwieni, dzięki której możemy zamienić naszą Nubię w pilota do domowych sprzętów, na dole zaś umieszczono USB C i jeden głośnik. Z tyłu prócz kamerki i diody jest oczywiście czytnik linii papilarnych, który działa doskonale - szybko i celnie, czyli tak, jak działać powinien. W sumie - choć konstruktorzy Nubii Z11 prochu nie wymyślili, to jednak stworzyli urządzenie, które wyróżnia się na tle innych, i w dodatku jest ładne. A przynajmniej mnie się podoba.

Działanie

W parze z ładnym i estetycznym wyglądem idzie działanie tego telefonu. Odpowiada za nie Snapdragon 820 z grafiką Adreno 530, czyli układ znany i lubiany. Znany, bo sprawdził się już w LG G5, Axonie 7, HTC 10 czy Galaxy S7 (w niektórych wersjach). Lubiany, bo "zapewniając wysoką kulturę pracy" (czyli nie grzejąc się przesadnie), radzi sobie z każdą, nawet najbardziej wymagającą grą czy aplikacją. W AnTuTu Benchmark wykręca 129165 pkt i jeszcze przez długi czas jego moc wystarczy, by nie mieć do działania telefonu żadnych zastrzeżeń. Pamięci RAM mamy 4 GB, wbudowanej zaś 64 GB, z możliwością rozszerzenia kartą. Miejsca na aplikacje, pliki, zdjęcia czy filmy szybko nam nie zabraknie.

Bardzo przyjemne jest też oprogramowanie Nubii. Pomaga, a nie przeszkadza, daje mnóstwo możliwości personalizacji i dostosowania telefonu do swoich upodobań. O wykorzystaniu krawędzi już pisałem, ale to oczywiście nie wszystko. Prostym ruchem pociągnięcia z dołu ekranu możemy go podzielić na dwa obszary robocze. Mamy cały szereg gestów: wykonywania zrzutów ekranu trzema palcami, wygaszania ekranu przez przyłożenie do niego dłoni, przechodzenia pomiędzy otwartymi aplikacjami czy dwukrotnego kliknięcia, by rozjaśnić ekran. Możemy klonować aplikacje, możemy blokować do nich dostęp odciskiem palca. Wszystko działa bezbłędnie i w przeważającej większości jest przydatne w codziennym użytkowaniu.

Na słowa pochwały zasługują możliwości fotograficzne Nubii Z11. Matryce mają odpowiednio 16 i 8 mpx i w zasadzie nie mogę o nich powiedzieć złego słowa. Aplikacja aparatu jest z jednej strony bardzo rozbudowana, z drugiej - stosunkowo prosta w użyciu. Dla wymagających jest tryb pro, są różnej maści filtry, jest oczywiście HDR, jest tryb makro, nocny, malowania światłem i wiele, wiele innych. Ale co najważniejsze, dla zdecydowanej większości użytkowników, zdjęcia w trybie automatycznym są po prostu świetnej jakości. Podobnie zresztą jak wideo, które możemy kręcić w 4K albo w Full HD 60 lub 30 fps. Jest stabilizacja obrazu, która być może od czasu do czasu działa zbyt agresywnie, przez co mamy wrażenie że nagranie „pływa”, ale z drugiej strony lepsze to niż jej brak.

Przykłady tu:

i tu:

Nie spotkałem się z sytuacją, w której Nubia by sobie nie poradziła, i dotyczy to zarówno dobrych, jak i słabych warunków oświetleniowych.

Plusy należą się także za: jakość odtwarzanej muzyki - doskonałą zarówno na donośnym głośniku zewnętrznym, jak i na słuchawkach (system Dolby Atmos), działanie GPS, który wyszukuje satelity błyskawicznie i jest bardzo stabilny, nie zrywając połączenia, oraz moduł NFC, czyli możliwość płatności zbliżeniowej.

Na koniec bateria (3000 mAh). Tu nie jest tak różowo, choć z drugiej strony nie jest też źle. Nubia Z11 przy dość intensywnym użytkowaniu (telefon służbowy) wytrzymywała mi do dwóch dni i około trzech godzin pracy na włączonym ekranie, przy mocniejszym korzystaniu z internetu ale mniejszej liczbie rozmów czas ten wydłużał się do maksymalnie 4,5 godziny. Jak na dzisiejsze standardy to przyzwoite wyniki, nigdy nie czułem się zagrożony tym, że telefon się rozładuje do końca. A nawet jeśli by się tak stało, to dzięki technologii Quick Charge można go bardzo szybko naładować.

Podsumowanie

Jeśli zachęceni niniejszą recenzją rozpoczynacie już poszukiwania Nubii Z11 w sklepach, muszę niestety nieco ostudzić wasz zapał. Bo na razie tam jej nie znajdziecie. Nelro Data, firma, która jest przedstawicielem tej marki na polski rynek, dopiero szykuje się do "towarowania" marketów z elektroniką. Jak mnie zapewnia, trwają też rozmowy z telekomami. Wszystko jest już ponoć na bardzo zaawansowanym etapie. Jakim dokładnie? Start szykowany jest jeszcze na wiosnę, co biorąc pod uwagę, że mamy już kwiecień, a kalendarzowe lato zaczyna się pod koniec czerwca, daje nam nadzieję, że telefony tej marki oficjalnie zagoszczą u nas w przeciągu 2-2,5 miesiąca.

Oczywiście decydującym o sukcesie lub porażce czynnikiem będzie cena. Przykład Xiaomi, które zagościło w świadomości Polaków jako dobry telefon za rozsądne pieniądze, pokazuje, że można. Czy tak samo będzie z Nubią? Z11 będzie prawdopodobnie wycenione na ponad 2 tys zł. To sporo, ale też i model jest nad wyraz udany. Ja w każdym razie trzymam za nią kciuki, bo im więcej dobrych telefonów w oficjalnej dystrybucji, tym większa szansa na atrakcyjne ceny.