Nienawidzę kabli. Za każdym razem, kiedy muszę wyplątywać się ze zwojów przewodów opasujących nogi mojego biurka, klnę jak stary szewc. Kląłem nawet gorzej, gdy pewnego razu potknąłem się o kabel od zasilacza i tym sposobem wyłamałem gniazdo w laptopie. Nie mogę pojąć, dlaczego producenci przenośnych komputerów nie mogą skorzystać z doświadczeń producentów telefonów komórkowych i wyprodukować podkładkę, na której będę stawiał laptopa i która będzie bezprzewodowo i niepostrzeżenie go ładować. Może dlatego, że wciąż używają okularów w rogowej oprawie, Nokii 5110 i myszek na kablu? O tak, myszy przewodowych nienawidzę chyba jeszcze bardziej niż wyłamujących się gniazdek zasilania – przede wszystkim za bezsensowne sploty na biurku i pokręcone metry zupełnie niepotrzebnych węzłów, przez które nie mam gdzie postawić kubka z kawą. Takie myszy przypominają mi lata dziewięćdziesiąte, które może i były fajne, ale były – uwaga! – ćwierć wieku temu.

Mysz to przecież nie żelazko, zresztą bezprzewodowe żelazko nie jest już żadnym cudem techniki. Podobnie jak odkurzacze. Więc w czym jest problem? Takie pytanie zadałem sobie, kiedy w moje ręce trafiło najnowsze dziecko firmy Tracer – mysz Gamezone Oblivion Avago 9800 8200dpi. Od razu się zjeżyłem, kiedy zobaczyłem sztywny kabel z oplotem. Szybko jednak zmieniłem zdanie.

Dlaczego? Wystarczyło podłączyć mysz do komputera i uruchomić pierwszą lepszą grę, w której od refleksu zależy powodzenie misji i życie postaci. Nagle staroświeckie urządzenie peryferyjne z przydługim kablem zamieniło się w precyzyjną maszynę do zabijania nazistów, kosmitów i terrorystów.

Coś, na co z reguły nie zwracamy uwagi, korzystając z bezprzewodowej myszki z najbliższego hipermarketu i co w żaden sposób nie utrudnia wypełnianie tabelek w Excelu, kompletnie nie sprawdza się w grach, gdzie nawet mikroopóźnienie czy drobne zakłócenie sygnału (a warto przypomnieć, że zdarzają się modemy z sygnałem wi-fi udostępnianym w częstotliwościach, na których pracują myszki bezprzewodowe) może skończyć się w najlepszym razie utratą kolejnego wirtualnego życia, a w najgorszym – nawet roztrzaskaniem rzeczonej bezprzewodówki o ścianę. Tego problemu mysz Tracera nie doświadcza. Połączenie przewodowe eliminuje bowiem nawet najmniejsze opóźnienia między ruchem czy kliknięciem a reakcją kursora.

Poza tym regulowane próbkowanie sygnału na maksymalnym poziomie 1000 Hz (czyli tysiąca próbek na sekundę) oznacza, że zareaguje na nawet najdrobniejsze drgnięcie ręki. Jeśli dodamy do tego laserowy sensor Avago 9800 mający wśród znawców tematu bardzo wysokie notowania i rozdzielczość 8200 dpi, uzyskujemy odpowiedź na to, czym warto grać.

Zanim jednak rzuciłem się w wir mordowania bezbronnych najeźdźców z odległych planet, dobrze przyjrzałem się narzędziu tej zbrodni. Na uwagę zasługuje przede wszystkim dokładne wykonanie i – tu ulubione słowo producentów myszek i firm PR-owych – ergonomia. Ale tym razem nie chodzi o marketingową ściemę, bo pokryta gumowanym plastikiem i wyprofilowana mysz rzeczywiście dobrze leży nawet w spoconej po wielogodzinnej walce dłoni. W zmaganiach pomogą również dodatkowe boczne przyciski, które można dowolnie skonfigurować za pomocą oprogramowania udostępnianego na stronie producenta.

Oczywiście jest też coś dla estetów, którym nie jest wszystko jedno, jakimi otaczają się przedmiotami. Dla jednych może to być fotografia ukochanego kotka ustawiona na biurku, dla innych wypielęgnowana paprotka, jednak dla wielu takim właśnie atrybutem jest również ładna myszka. Pod tym względem Tracer Gamezone Oblivion Avago 9800 8200dpi nie pozostaje w tyle, głównie za sprawą diodowych podświetleń, których barwę można wybrać naciśnięciem małego czerwonego przycisku w przedniej części grzbietu gryzonia.

No i na koniec najlepsza wiadomość. Myszkę można kupić już za mniej niż 100 złotych.