NW-A35 to podstawowy model nowej serii odtwarzaczy Walkman. Urządzenie, dostępne w kilku różnych kolorach (od niebieskiego przez czerwony do czarnego), wygląda całkiem ładnie. Z boku znajdziemy slot karty pamięci, przyciski głośności, a z dołu jest gniazdo słuchawek.

Oprócz przycisków, Walkmanem możemy sterować przy użyciu ekranu dotykowego - obsługa jest i wygodna, wszystkie ikony są łatwo zrozumiałe, a panel bardzo szybko reaguje na nasz palec. Nie mam też żadnych zarzutów, co do jakości wyświetlacza - widoczny jest nawet w jasnym świetle słonecznym i bardzo dobrze odwzorowuje kolory.

Muzykę wgrywamy na urządzenie bezpośrednio z komputera. I tu pojawia się mój pierwszy zarzut, co do NWA-35. Niestety Sony nie zdecydowało się na transfer danych zwykłym kablem MicroUSB, tylko opracowało swoje własne łącze. To oznacza, że jeśli chcemy ładować gadżet, czy wgrać na niego muzykę na innym komputerze, niż domowym, to zawsze musimy mieć przewód w kieszeni. Na szczęście bateria wystarczy (jeśli nie używamy często ekranu) na około 23 godziny odtwarzania muzyki.

O ile muzykę możemy wgrać bezpośrednio na urządzenie, to dużo łatwiej wykorzystać do tego celu specjalne oprogramowanie Sony - szybciej i skuteczniej tworzy się w nim listy odtwarzania. Walkman ma wbudowane 16 GB pamięci na muzykę, jeśli jednak chcemy korzystać z dźwięku w wysokiej rozdzielczości i plików FLAC, to te 16 GB nie wystarczy na wiele piosenek. Niestety w zestawie nie znajdziemy karty pamięci, trzeba więc będzie jak najszybciej kupić własną.

Jak Walkman gra? Po podłączeniu dobrych słuchawek - AKG K712 - wszystko brzmi rewelacyjnie. Zarówno pliki FLAC, jak i zwykłe mp3 brzmią lepiej, niż te same pliki odtwarzane z mojego iPhone (zwłaszcza, że odtworzenie FLAC na smartfonie Apple to droga przez mękę). Scena muzyczna jest szersza, lepiej słychać poszczególne instrumenty i wokal.

Sony dodał też różne programowe ulepszenia, które mają poprawić jakość dźwięku - mamy więc algorytmy starające się podnieść jakość muzyki do tej, przypominającej dźwięk wysokiej rozdzielczości czy tryb wirtualnego dźwięku przestrzennego. Można te opcje ustawić ręcznie, czy też zdać się na specjalny tryb autoulepszenia, który sam dobiera odpowiednie parametry korektora i "wspomagania" dla każdego utworu. Działa to całkiem nieźle i słychać różnicę in plus między zwykłą wersją, a ulepszoną.

Sam dźwięk wysokiej rozdzielczości to już zupełnie inna bajka. Piosenki brzmią naprawdę inaczej, niż standardowe mp3. Jest tylko jeden problem - dostęp do tej muzyki. Owszem, jest kilka serwisów streamingowych, udostępniających piosenki w wysokiej jakości, jednak Walkman nie ma możliwości połączenia się z tymi serwisami. Zostaje jedynie kupowanie albumów przez sieć i wgrywanie ich potem samemu. Szkoda, że Sony nie potrafiło wykorzystać możliwości, jaką dają serwisy strumieniowe.

Trzeba jednak pamiętać, że do wykorzystania pełni mocy Walkmana potrzebne są dobre słuchawki - niestety urządzenie sprzedawane jest bez choćby najtańszych "pchełek". Kupno zaś dobrych słuchawek to wydatek rzędu kilkuset złotych, co znacząco podnosi cenę urządzenia z 700 do ponad 1000 złotych.

Podsumowując - Sony Walkman NWA35 to całkiem udany produkt. Nie jest to jednak sprzęt dla tych, którym wystarczy kiepskiej jakości mp3 z telefonu. To urządzenie przeznaczone jest dla tych, którzy wolą słuchać muzyki w dobrej rozdzielczości i których stać, by za to zapłacić. jest łatwy w obsłudze, ma dobry design i przede wszystkim gra naprawdę nieźle. Nie można jednak nie wspomnieć wad urządzenia - braku słuchawek czy karty pamięci w zestawie oraz dziwne gniazdo kabla transferu danych.