Urządzeniem przypominającym skrzyżowanie bańki na mleko z wazonem na kwiaty nagłośnicie każdą domówkę czy imprezę na działce. I to tak, że sąsiedzi też będą dokładnie znali waszą playlistę. Choć Revolve+ jest raczej niewielkich rozmiarów (18,4 cm wysokości, 10,5 cm szerokości, 0,9 kg) to brzmienie jakie z siebie wydaje, pasowałoby do wielkiego wzmacniacza.

Bose chwali się całym szeregiem zastosowanych w nim technologii (dwa pasywne radiatory, wielokierunkowy deflektor akustyczny i wydajny przetwornik), ale mówiąc szczerze niewiele mnie obchodzi co firma włożyła do środka. Ważny jest efekt – czyli dźwięk, który wydobywa się w 360 stopniach. Dzięki plastikowej rączce o fakturze sznurka głośnik możemy nie tylko przenosić, ale i zawiesić pod sufitem, a wtedy cała przestrzeń wypełni się mocną, czystą muzyką z wyraźnie podbitym basem. Jak na moje ucho może czasem nawet zbyt mocno, choć na szczęście nie zniekształca to muzyki – góra jest wyraźna i brzmi bardzo selektywnie.

Co to oznacza w praktyce? Gdy Revolve+ ustawiałem na stole, jego głośność musiała być minimalna, by można było komfortowo rozmawiać. Dwa, trzy kliknięcia klawisza głośności powodowały, że muzykę było słychać w każdym zakątku. Kolejne kliknięcia sprawiały, że ściany zaczynały tętnić w rytm basu, a ja – myśleć o większym mieszkaniu, albo najlepiej domu, by móc wykorzystać cały potencjał drzemiący w tej małej "banieczce".

Urządzenie jest wstrząso i wodo-odporne – spełnia normę IPX4. Na imprezach wiadomo – bywa różnie, dlatego dobrze, że nie musimy o nasz głośnik dbać jak o jajko. Całość jest wykonana z aluminium, a góra i co ważniejsze dół są przykryte dość przyjemną w dotyku gumą, która sprawia, że urządzenie stoi pewnie i nie ześlizgnie się ze stołu, biurka czy innej powierzchni. Jeśli jednak tak się stanie, to nie obije się paskudnie ani nie rozpadnie. Na górze, przypominającej wieczko, mamy umieszczone wszystkie potrzebne nam przyciski: włączania, regulacji głośności (dwa osobne), bluetooth i wielofunkcyjny, którym możemy nawigować po menu. Głośnik obsługuje język polski i informuje nas o stanie naładowania baterii czy sparowanym urządzeniu.

Obsługę Revolve+, która i tak jest bardzo intuicyjna, ułatwia dodatkowo aplikacja Bose Connect (do ściągnięcia na Androida i IOS), dzięki której możemy wybrać lub zmienić język, wyłączyć komunikaty głosowe czy sterować urządzeniem. Oczywiście głośnik możemy sparować też za pomocą bluetooth lub NFC i sterować nim bezpośrednio z poziomu smartfona. Revolve+ obsługuje komunikaty głosowe Siri i Google Now, dzięki gwintowi można go zamontować na dowolnym statywie. Naładujemy go dzięki specjalnej podstawce bądź korzystając z ładowarki i wejścia mikro USB. Możemy go też podłączyć lub sparować z telewizorem albo komputerem.

Jak zapewnia producent bateria pozwala na 16 godzin pracy i wiele wskazuje na to, że może być to prawda. Przez dwa tygodnie dość intensywnego, domowego używania, musiałem naładować go raz i raczej to głośnik pokona najwytrwalszych nawet imprezowiczów, niż oni jego.

Na koniec cena. 1499 zł. To sporo, ale i głośnik nie byle jaki. Trudno by tego typu sprzęt znalazł uznanie w uszach audiofilów, ale wszyscy, którym zależy nie tylko na dudniącej łupaninie, ale na dobrym i selektywnym brzmieniu, spokojnie mogą się nim zainteresować.