Razer Lancehead to nowa mysz, która ma dwa podgatunki - jeden, to tradycyjny kablowy gryzoń z sensorem optycznym o prędkości 410 cali na sekundę. Wersja bezprzewodowa z kolei ma wbudowany wolniejszy (210 cali na sekundę) czujnik laserowy.

Bezprzewodowy Lancehead wykonany jest tak, żeby mogli się nim posługiwać zarówno lewo - jak i praworęczni gracze. Ma to swoje zalety - mało jest bowiem gryzoni dla leworęcznych użytkowników, jak i wady - nie leży tak dobrze w dłoni, jak mysz profilowana pod prawą rękę. Razer tym razem nie eksperymentował z ilością przycisków - dwa pod kciukiem, do tego dwa główne i przyciski zmiany DPI.

Bateria myszy jest niewymienna i może być ładowana tylko przez podłączenie kabla do przodu gryzonia. Prądu wystarczy na około 20 godzin rozgrywki (wyłączenie podświetlenia przedłuża trochę czas działania), a pełne ładowanie zajmuje około 2 godzin. Z myszy korzystamy wtedy, jak z normalnego gryzonia z ogonem.

Oprogramowanie myszy to klasyczna aplikacja Razer Synapse. Ustawiamy w niej przypisanie funkcji klawiszom oraz sposób podświetlenia gryzonia. Program teoretycznie powinien też podawać stan baterii. Jednak tu pojawił się drobny zgrzyt. O ile podczas pracy bezprzewodowej, widzimy bez problemu ile procent baterii jeszcze nam zostało, o tyle po podłączeniu myszy do kabla moja wersja Synapse pokazywała tylko 0 proc. stanu naładowania. Żeby sprawdzić, czy gryzoń się naładował, trzeba więc było odpiąć go na chwilę.

Jak korzysta się z myszy? Nie leży tak dobrze w dłoni, jak gryzonie przystosowane tylko dla praworęcznych graczy, ale jest w miarę wygodna. Nie ma za to problemów z sensorem. Nie ma żadnych opóźnień, a waga myszy sprawia, że gryzoń idealnie ślizga się po podkładce. Sprawdza się więc zarówno w strzelankach, jak i strategiach czy RPG.

Czy warto polecić bezprzewodowego Lanceheada, zwłaszcza, że wersja kablowa jest tańsza i ma trochę lepszy sensor? Na pewno jeden kabel mniej na biurku to duża wygoda. Do tego taka mysz przyda się, jeśli podłączymy komputer do telewizora, a sami siedzimy na kanapie. Lepiej sprawdzi się też w podróży, gdy używamy laptopa, by podbijać wirtualne światy. Trzeba jednak pamiętać, że za przyjemność życia bez kabli trzeba będzie słono zapłacić. Mysz kosztuje bowiem ponad 630 złotych.