Honor 9 to pierwszy z tegorocznych "zabójców flagowców", który miałem przyjemność testować. Cóż to za dziwna kategoria - spytają państwo? Już tłumaczę. To smartfony, które od topowych modeli są sporo tańsze, ale na pierwszy rzut oka nie ustępują im wykonaniem czy funkcjonalnością. I w Polsce cieszą się dużym powodzeniem - wiadomo, każdy z nas chciałby mieć jak najwięcej za jak najmniej. Cudów jednak nie ma, jeśli producent decyduje się na obniżenie ceny, to nieuchronnie wiąże się to ze spadkiem jakości w jakiejś dziedzinie. I tak też jest w tym przypadku.

Honor to submarka Huaweia, a Honor 9 to taki Huawei P10, tyle że z pewnymi różnicami. Dość brutalnie wykastrowano go ze stabilizacji obrazu, a aparaty fotograficzne nie są już sygnowane marką Leica. Za to w ramach rekompensaty zmieniono mu wygląd, moim zdaniem zdecydowanie na plus. Możemy więc sobie wybrać - albo telefon ładniejszy, ale robiący gorsze zdjęcia, albo brzydszy, za to bardziej funkcjonalny.

Teoretycznie za tymi zmianami powinna też iść różnica w cenie, zresztą w założeniu Honory miały być tańsze od Huaweiów. Tu jednak stało się coś dziwnego. Po pierwsze Polska została uznana za bardzo bogaty kraj, bo za Honora 9 na starcie trzeba było zapłacić 2199 zł (teraz możemy go kupić 200 zł taniej), podczas gdy ten sam telefon w Niemczech kosztuje np. 399 euro czyli...1692 zł 68 gr (przelicznik z 4 sierpnia).

Po drugie, w tzw. międzyczasie spadły ceny flagowego Huaweia P10, w związku z czym możemy wejść w posiadanie obu modeli za dość podobne pieniądze. Podstawowa zaleta "zabójcy flagowców", czyli niska cena, odpada więc w stosunku tak do Huaweia P10, jak i do LG G6, który także kosztuje ok. 2 tys zł. Na innej półce cenowej pozostają więc tylko Samsungi Galaxy S8 i S8 plus, HTC U11 i Xperia XZ Premium. Spróbujmy więc odpowiedzieć na pytanie: czy Honor 9 może się z nimi równać?

1. Pod względem wykonania na pewno tak. Konstrukcja z metalu i szkła może się podobać i z pewnością podbije niejedno serce. Tył telefonu efektownie mieni się w słońcu, ramki po bokach ekranu nie są nadmiernie grube, a przestrzeń pod nim wykorzystana jest z głową - na czytnik linii papilarnych i dwa przyciski funkcyjne. Smartfon jest zgrabniutki (bardzo dobry ekran o przekątnej 5,15 cala, wykonany w technologii IPS, 428 ppi) i przyjemnie trzyma się go w ręce, choć oczywiście szklany tył sprawia, że o ześlizgnięcie ze stołu czy innej powierzchni jest dość łatwo, dlatego najlepiej skorzystać w plastikowego etui, które producent dorzuca nam do pudełka. Całość może się kojarzyć np. z Samsungiem Galaxy S6, ale to skojarzenie całkiem pozytywne, bo S6-ka mimo upływu lat jest dla mnie telefonem wciąż ładnym i efektownym.

2. Pod względem działania również. Huawei nie poskąpił na procesorze i wyposażył Honora 9 w Kirina 960 - taką samą jednostkę, jaka napędza P10 i P10 Plus, czyli jego topowe telefony. Dorzucił do tego 4 GB pamięci RAM (jest też wersja z 6 GB RAM) i 64 GB pamięci wbudowanej, którą w dodatku możemy rozszerzyć kartą pamięci. Procesor rozpędza się w AnTuTu Benchmark do doskonałych 143562 tys. pkt., co jak łatwo się domyślić, przekłada się na bezproblemową i płynną pracę telefonu. Nie straszne są mu najbardziej wymagające gry, aplikacje wczytują i otwierają się błyskawicznie, telefon doskonale radzi też sobie z trzymaniem zakładek w pamięci. To właśnie, czyli wyłączanie po jakimś czasie programów działających w tle, np. Endomondo czy map Google'a, było jedną z największych wad starszego modelu czyli Honora 8. Tu tego problemu nie mamy. W dodatku 9-ka prowadzi nas za rączkę i podpowiada, co zrobić, by do takiej sytuacji nie doszło. Wystarczy w Ustawieniach wejść w Baterię, tam odnaleźć Czyszczenie ekranu blokady, a w nim odznaczyć wybraną przez nas aplikację. Dzięki temu telefon po wygaszeniu ekranu nadal będzie utrzymywał jej działanie.

Rewelacyjny jest czytnik linii papilarnych, który działa jak błyskawica, w dodatku absolutnie bezbłędnie. Huawei moim zdaniem jest zdecydowanym liderem w tej dziedzinie i nie inaczej jest w Honorze 9. W dodatku czytnik możemy zamienić w touchpad i nawigować nim po telefonie bez korzystania z klawiszy funkcyjnych. Jego krótkie dotknięcie to ruch wstecz, dłuższe - powrót do ekranu głównego, przesunięcie palcem w lewo lub w prawo to przejście do ostatnio używanych aplikacji. Przesunięcie palcem od dolnej krawędzi ekranu w górę spowoduje uruchomienie aplikacji Google. Czytnikiem można także blokować dostęp do wybranych przez nas programów, a wszystko jest bardzo intuicyjne i dobrze dopracowane. Najmniejszych zastrzeżeń nie można mieć też do połączeń głosowych, a głośnik zewnętrzny, choć tylko mono (umieszczony na dolnej krawędzi), jest jednym z najgłośniejszych, o ile nie najgłośniejszym, jaki do tej pory spotkałem. Usłyszycie go nawet w zatłoczonym centrum handlowym, gdy będziecie mieć telefon w kieszeni. Zaś dzięki diodzie powiadomień nie ominiecie żadnego wydarzenia.

Honora 9 możecie też obsługiwać... głosem. Wymagana jest jedynie znajomość angielskiego (alternatywnie francuskiego, włoskiego, niemieckiego czy np. rosyjskiego). Można w ten sposób zadzwonić, odebrać bądź odrzucić połączenie, a telefon automatycznie przełącza się w tryb głośnomówiący.

System to Android w wersji 7.0 z nakładką EMUI 5.1 - taką samą jak w telefonach Huaweia. Pisałem już o nim wiele razy, więc w żołnierskim skrócie: nie obciąża działania smartfonu, a ma mnóstwo ciekawych możliwości personalizacji i indywidualnych ustawień.

Bateria ma 3200 mAh i jest raczej przeciętna. Pozwala na jeden bezproblemowy dzień pracy (od 3 do 5 godzin na włączonym ekranie). Można ją na szczęście szybko doładować (w ok. godzinę). Telefon nie jest też niestety wodoodporny.

Generalnie jednak pod względem działania Honor 9 jak najbardziej trzyma flagowy poziom.

3. Pod względem zdjęć i wideo już niestety nie. Cudów nie ma, wyciągnięcie z telefonu optycznej stabilizacji obrazu spowodowało, że robi on gorsze zdjęcia niż P10 (nieznacznie), ale już kręci zdecydowanie gorsze filmy. A do poziomu telefonów za 3 tysiące, które wymieniłem na początku tekstu, brakuje mu naprawdę sporo. Co nie znaczy, że jest źle i z fotografii wykonanych Honorem 9 będziecie niezadowoleni.

Dwa aparaty z tyłu (12 mpx główny i 20 mpx monochromatyczny) nie są już sygnowane przez firmę Leica, ale wciąż jesteśmy w stanie pstryknąć nimi satysfakcjonujące nas wakacyjne fotki. Telefon towarzyszył mi na wyjeździe do Turcji i w dobrych warunkach oświetleniowych (a o takie w tym kraju nietrudno), wychodziły one wręcz doskonale. A i w polskim słońcu wszystko było OK. Są oczywiście ostre, z całym mnóstwem detali i świetnymi, żywymi kolorami. Nieźle działa też hybrydowy zoom, który nie powoduje wielkiej utraty jakości fotografii.

Gorzej niestety jest z filmami. Zrobimy je nawet w rozdzielczości 4K, ale elektroniczna stabilizacja obrazu działa jedynie w FHD przy 30 klatkach na sekundę. Film w 60 FPS niestety nie będzie jej mieć. Poza tym telefon agresywnie walczy o ostrość, wciąż ustawiając ją na jakimś punkcie, by za chwilę przesunąć ją gdzieś indziej, co daje dość nieprzyjemne wrażenie podczas oglądania. Generalnie jakości tych filmów zdecydowanie bliżej jest do średniej półki niż do topowych modeli innych producentów. Przykłady można zobaczyć tu:

Czy warto więc Honora 9 kupić? To zależy, czego szukamy. Jeśli o wyborze ma decydować jakość wykonania i prędkość działania, to jak najbardziej tak. W tych dziedzinach telefon stoi w jednej linii z flagowcami za 3 tys zł. Jeśli jednak głównym argumentem przemawiającym za kupnem mają być zdjęcia czy filmy, to lepsze będą nie tylko najdroższe flagowce, ale też LG G6 czy Huawei P10. W starciu z podobnie wycenianym Xiaomi Mi6 ogłosiłbym zaś remis z delikatnym wskazaniem na Mi6 z powodu lepszej jakości kręconego wideo.