Na początek mały quiz. Czy znacie kogoś, kto używa telefonu Asusa? Nie? No właśnie. Ja też nie znam. A przecież firma która jest kojarzona głównie z komputerami, robi bardzo przyzwoite smartfony.

Przykład? Proszę bardzo – Asus Zenfone 3. Świetny telefon, o którym pisałem TUTAJ
a który teraz jest jeszcze bardziej atrakcyjny, bo jego cena sporo spadła. Ale mimo niezaprzeczalnych zalet Zenfone 3 nie stał się towarem, po który ustawiały się kolejki w sklepach. I mówiąc szczerze, myślę, że podobny los jest pisany Zoomowi S. Choć też jest to telefon ze wszech miar godny polecenia – przede wszystkim dla tych, którzy cenią sobie świetne zdjęcia, doskonały ekran i do tego niespecjalnie chcą podłączać go co noc do ładowarki. Nie przeraża nawet cena, bo choć dość wysoka – 1999 zł – to jego plusy w jakiś sposób ją tłumaczą.

Wygląd, wykonanie

Nie ma co ukrywać, bo i ukryć tego się nie da. Zoom S wygląda nieco „oldskulowo”. Na jego widok nikt nie westchnie z zachwytu, gdy go wyciągniemy z kieszeni nikt nie spyta, co to za marka. Ot, jedna z wielu takich samych konstrukcji, które widzimy na sklepowych półkach. Tymczasem czołowe firmy i ich projektanci nie ustają w dążeniu do zmiany designu naszych smartfonów. Jedni stawiają na zmniejszanie ramek i pakowanie jak największych ekranów do jak najmniejszych konstrukcji, inni konsekwentnie promują kanciaste kształty, dopieszczając coraz to nowsze modele. Za każdym z tych projektów kryje się jakiś pomysł. A w Zenfonie Zoomie S po prostu go nie ma. Albo ja nie jestem w stanie go zauważyć i zrozumieć. Telefon przypomina mi najbardziej serię Note firmy Xiaomi. Niemal identyczne jak w Note 4 kształty, podobne metalowe plecki, podobnie lekko zaokrąglone na boki szkło 5,5 calowego wyświetlacza, podobne umiejscowienie przycisków. Wszystko oczywiście porządnie spasowane, na poziomie średniej półki, ale absolutnie bez indywidualnego charakteru. I to jest moim zdaniem spory problem tego modelu, bo co by nie powiedzieć, kupujemy najpierw oczami, i żeby przekonać się co dany smartfon potrafi, musimy poczuć chęć wzięcia go do ręki. A z tym u Zooma może być problem. Na szczęście jednak po pierwsze wygląd jest sprawą subiektywną i to co nie podoba się jednym (na przykład mi) może, i to nawet bardzo, podobać się innym. Po drugie zaś, jeżeli już zdecydujemy się poużywać chwilę Zooma, to dość szybko przekonamy się, co ten telefon potrafi. A potrafi zaskakująco dużo.

Działanie

Bo o ile projektantów Asus ma miernych, to inżynierów – bardzo dobrych. Zoom S działa bardzo dobrze i nie ma się tu do czego przyczepić. Do sprawdzonego, średniopółkowego Snapdragona 625, skojarzonego z układem graficznym Adreno 506, dodano 4 GB pamięci RAM, co spowodowało, że telefon pracuje przede wszystkim bardzo płynnie, a przy tym dość szybko (63953 tys pkt w AnTuTu Benchmark). Spokojnie możemy pograć na nim w gry, nawet te bardziej wymagające. Do tego mamy 64 GB pamięci wbudowanej (z możliwością rozszerzenia jej kartą pamięci), więc nie musimy się martwić o miejsce na zdjęcia, filmy, muzykę czy aplikacje. Telefonu używa się też komfortowo dzięki bardzo dobremu ekranowi AMOLED (401 ppi), który zapewnia świetne kąty widzenia i doskonałe, nasycone kolory, których temperaturę można jeszcze dodatkowo ustawić wedle własnych upodobań. Oglądanie filmów czy zdjęć jest czystą przyjemnością. A korzystanie z niego nawet przy ostrym słońcu nie jest żadnym problemem.
Telefon możemy wybudzić i uśpić podwójnym uderzeniem w ekran, co jest bardzo miłym i praktycznym dodatkiem. Oczywiście możemy go też wybudzić korzystając z umieszczonego na pleckach czytnika linii papilarnych. Działa dobrze – jest szybki i celny, przez prawie 3 tygodnie używania Zooma S ani razu nie zdarzyło mi się, by nie odczytał mojego palca. Muzyki możemy posłuchać dzięki aplikacji Googla, bo Asus nie wspiera już swojego, skądinąd całkiem dobrego – odtwarzacza. Jej jakość na słuchawkach jest przyzwoita, a na głośniku zewnętrznym znośna, gdyż jest on głośny, ale dźwięk jest płaski. Jakość rozmów jest dobra, a telefon jest hybrydowym dual simem, czyli możemy do niego włożyć albo dwie karty SIM, albo jedną plus kartę pamięci. Świetnie sprawdza się też jako nawigacja – w moim przypadku drogę z gór nad morze pokonał bez najmniejszych błędów. Jest też wielokolorowa dioda powiadomień.

Oprogramowanie

Pisząc o działaniu nie mogę nie wspomnieć o oprogramowaniu. Nakładka Asusa na Androida (wyjściowo w wersji 6.0, ale podczas testów telefon zaktualizował się do wersji 7.1), czyli ZenUI, jest bardzo rozbudowana i zawiera wiele funkcji. Możemy np. nagrywać rozmowy telefoniczne (co w pracy dziennikarza bardzo się przydaje), blokować połączenia albo stworzyć sobie listę kontaktów, do których dostęp będzie strzeżony PIN-em. Jest też możliwość zorganizowania bezpiecznej przestrzeni dla dzieci z wybranymi przez nas aplikacjami, przejście w tryb łatwy z podstawowymi funkcjami dla mniej zorientowanych użytkowników, zmiana motywów, czy pisanie liter na wygaszonym ekranie w celu uruchomienia konkretnej aplikacji. Do tego Asus dodał kilka programów – bardziej i mniej przydatnych, jak mobilny menadżer (do zarządzania procesami w telefonie), PhotoCollage czy MiniMovie (do łączenia zdjęć czy montowania filmów – użyteczne zwłaszcza w wakacje) ale też i BeautyLife do... poprawiania naszego wyglądu podczas transmisji na żywo zamieszczanych na Facebooku czy YouTube. Dodatków jest dużo, ale na szczęście nie jest ich tak wiele jak było to np. w Zenfonie 3.

Aparat fotograficzny

To zdecydowanie wielki plus tego telefonu. Dwie 12 mpx matryce o jasności 1.7 i 2.0, z optyczną i elektroniczną stabilizacją obrazu, z elektronicznym autofocusem, do tego 13 mpx matryca do selfie. Ten układ sprawdza się wręcz wyśmienicie. W trybie automatycznym dostępny jest zoom cyfrowy, w trybie ręcznym – optyczny. Oba działają doskonale a zdjęcia wychodzą bardzo dobrze – szybki focus, dobra ostrość, dużo szczegółów, mało szumów, czego chcieć więcej. Nie brak też różnych trybów – od ręcznego zaczynając, poprzez portret, HDR Pro, Upiększanie, Dużą rozdzielczość, Noc, na wielu efektach kończąc. Minimalnie rozczarowało mnie nagrywanie wideo – możemy to zrobić m.in. w rozdzielczości 4K, czy FHD 60 i 30 klatek na sekundę, ale jak na to, że telefon ma stabilizację obrazu, to ilość drgań jest dość duża. Przykład można zobaczyć tu:

Z ciekawostek – możemy korzystać z ręcznych ustawień także podczas kręcenia filmów.

Bateria

Na deser zostawiłem sobie to, co w Zoomie S spodobało mi się najbardziej. To bateria. Jest wielka – ma 5000 mAh i dzięki niej można zapomnieć o ładowarce. Jeżeli korzystamy z telefonu bardzo intensywnie – starczy nam spokojnie na 2 dni i jakieś 8, 9 godzin pracy na włączonym ekranie. Ale mój rekord to imponujące 5 dni bez ładowania, gdy używałem Zooma jako telefonu służbowego. Służył mi głównie do dzwonienia, sprawdzania i pisania maili (przy ciągle włączonym przesyle danych – WiFi i LTE) i korzystania z portali społecznościowych. Jak dla mnie – ideał. Pełne naładowanie telefonu trwa trochę ponad dwie godziny.

Co mi się nie podobało

Przede wszystkim brak NFC. By telefon był dla mnie urządzeniem kompletnym, muszę mieć możliwość zamienienia go w kartę płatniczą. To niesamowita wygoda do której się przyzwyczaiłem i z której już nie zrezygnuję – polecam wszystkim niezdecydowanym. A tego dodatku Asus akurat mi poskąpił. Poza tym dość irytujący jest brak podświetlenia przycisków systemowych pod ekranem. Są one srebrnego koloru i tak jak doskonale widać je w ostrym słońcu, tak w nocy nie widać ich wcale. A to jednak od czasu do czasu przeszkadza.
Jak widzicie Asus Zoom S jest zbiorem wielu niezaprzeczalnych zalet, w niektórych konkurencja nie dorasta mu nawet do pięt, a wad w nim jak na lekarstwo. Jeśli ktoś szuka telefonu z genialną baterią, świetnym wyświetlaczem i bardzo dobrym aparatem, spokojnie może go kupować, będzie bardzo zadowolony. Myślę jednak, że dla wielu osób nie spełnia on podstawowego kryterium – nie jest gadżetem. A umówmy się – smartfony to gadżety właśnie. Zoom S zaś, choć bez wątpienia bardzo dobry, jest też nieco nudny. W dodatku w tej cenie ma bardzo dużą, gadżeciarską konkurencję – LG G6, Xiaomi Mi6, Honor 9 czy Samsung Galaxy S7 to telefony, które wzbudzą nieco więcej emocji. Dlatego bez sporej cenowej obniżki, będzie mu trudno zawojować rynek.