Z ręką na sercu – miałem już sporo telefonów, które używało mi się wygodniej. Ale żaden nie dostarczył mi tyle frajdy. Za każdym razem, gdy brałem go do ręki i zżymałem się, że znowu przez te cienkie ramki dotknąłem czegoś, czego dotykać nie chciałem, jednocześnie zachwycałem się świetnym, wielkim ekranem i tym, jak udało się go zmieścić w tak małej obudowie. Drażnił mnie i zachwycał, czyli wywoływał emocje. I właśnie tym zostawił w tyle całe stado poprawnych, ale bezdusznych i bezbarwnych prostokątów, które testowałem ostatnio. Choć uczciwie przyznaję, przyzwyczaić się do niego nie było łatwo.

S8 ma wielki ekran o przekątnej 5,8 cala, ale wymiary (148,9 mm wysokości; 68,1 mm szerokości; 8 mm grubości), w których inni producenci z trudem mieszczą 5 cali. W dodatku to Super Amoled ze świetnymi parametrami (568 ppi). Możemy zdecydować, czy chcemy, by treści wyświetlały się w jakości FHD, HD czy 4K. Jest możliwość ręcznej kalibracji kolorów lub wyboru jednego z czterech trybów natężenia barw. Nie ma też mowy o zaróżowieniu wyświetlacza, czyli usterce która trapiła większego brata S8-ki, S8 Plus. Dlatego oglądanie na tym telefonie filmów czy zdjęć to czysta przyjemność.

Oczywiście problemem, przynajmniej dla mnie, było dłuższe trzymanie telefonu w rękach przy oglądaniu filmów. Po kwadransie zaczynały drętwieć mi palce, bo cały czas trzeba uważać, by czegoś niechcący nie wcisnąć – przez brak ramek nie ma go za co komfortowo trzymać. Piękny obraz kontra słaba ergonomia, kto chce kupić ten telefon, powinien być tego dylematu świadomy.

Żeby jeszcze ponarzekać. Czytnik linii papilarnych jest w najgorszym z możliwych miejsc – z tyłu telefonu obok szkiełka aparatu. Dwa tygodnie to dla mnie za mało, by przyzwyczaić się do tego położenia i nie rozumiem, dlaczego – jeśli ma on być z tyłu – nie umieszczono go niżej. Ale uczciwie trzeba dodać, że i tak sięganie do niego jest o niebo bardziej komfortowe niż w większym S8 Plus – tam to prawdziwa ekwilibrystyka, tu można próbować robić to w miarę komfortowo, tyle, że można nie trafić. Sam czytnik działa dobrze, ale nic poza tym. Nie jest ani najszybszy, ani nieomylny – od czasu do czasu zdarza mu się nie odczytać odcisku palca.

Jest jednak kilka rzeczy, które rekompensują te ergonomiczne niedogodności.

Po pierwsze, działanie – 4 GB RAM, Exynos 8895, 173697 pkt w AnTuTu Benchmark, płynność i szybkość na najwyższym z możliwych poziomów. Błyskawiczne wczytywanie i uruchamianie aplikacji, surfowanie po internecie, bezbłędny GPS – z niczym nie ma tu problemu. W kwestii tradycyjnych dla Samsunga lekkich przycięć też jest postęp – jeden przypadek półsekundowego zamyślenia na dwa tygodnie – tyle chyba każdy jest w stanie wytrzymać? Ja w każdym razie jestem.

Po drugie pamięć, bo prócz 64 GB tej wbudowanej, mamy slot na kartę pamięci i mam nadzieję, że jego chwilowe zlikwidowanie w serii 6 było wypadkiem przy pracy, o którym Samsung dawno już zapomniał i do którego nie zamierza wrócić.

Po trzecie aparat fotograficzny. To zdecydowanie najlepsza jednostka na rynku, choć inne telefony (np. HTC U11) zaczynają Samsungowi deptać po piętach. Cały czas jednak w słabych warunkach oświetleniowych koreański flagowiec pokazuje reszcie towarzystwa plecy. Zdjęcia robione 12 mpx aparatem dzięki przesłonie 1.7 są jasne, szczegółowe, ostre. Przy dobrym świetle jest oczywiście doskonale. Tak samo jest z wideo. Filmy możemy kręcić w 4K, FHD 60 i 30 klatek na sekundę czy HD, dzięki optycznej stabilizacji obrazu wszystko jest płynne, a drgania praktycznie nie występują. Przykład można zobaczyć tu:

Oczywiście można narzekać, że w stosunku do starszego modelu niewiele się tu w sumie zmieniło i na przykład S8 nie ma podwójnego aparatu. Ale Samsung nie śpi, w Note 8 taki aparat już jest i najprawdopodobniej w kolejnej odsłonie galaktycznej serii także go zobaczymy.

Po czwarte, możemy zamienić S8-kę w kartę płatniczą, bo mamy w niej moduł NFC.

Po piąte, jeśli będziemy mieli taką fantazję, możemy z telefonem iść pod prysznic, do wanny czy jeziora, bo jest wodoszczelny, spełnia normę IP68 i teoretycznie, a nawet praktycznie, powinien przeżyć półgodzinne zanurzenie pod wodą.

Po szóste, dzięki szybkiemu ładowaniu jesteśmy go stanie błyskawicznie przywrócić do życia (jest też wsparcie dla ładowania indukcyjnego).

Z rzeczy które już idealne nie są, warto wymienić możliwość odblokowania telefonu owalem twarzy, co jednak działa tak sobie. Można S8 także wybudzić, ale już nie odblokować, naciskając przycisk home na przednim ekranie. Gdyby udało się umieścić w nim jednocześnie czytnik linii papilarnych, byłoby idealnie, ale musimy na to jeszcze poczekać. Jak długo? Apple ściga się z Samsungiem, żadnej z firm jeszcze się nie udało, ale mam nadzieję, że wkrótce to nastąpi.

Dodatkiem, z którego nie korzystałem wcale, jest asystent Bixby, wywoływany wyciągnięciem karty z lewej krawędzi lub przyciśnięciem klawisza umieszczonego z lewej strony, tuż pod klawiszem do regulacji głośności. Oczywiście myli się on z klawiszem włączania telefonu, który leży na przeciwległym boku. Na szczęście Samsung ponoć pracuje nad możliwością albo jego personifikacji, albo całkowitego wyłączenia.

I na koniec – bateria. Po 3000 mAh nie należy spodziewać się cudów i tych rzeczywiście tu nie ma. W moich rękach telefon wytrzymywał mniej więcej 3 godziny pracy przy włączonym ekranie, czyli dzień (może półtora, ale może i pół – wszystko w zależności od tego, co robicie). Ale raczej szykujcie się, że będzie go trzeba ładować każdego wieczoru/ranka (bo na całą noc raczej bym go podłączonego do ładowarki nie zostawiał).

Co więc sądzę o tym telefonie? Z całą pewnością nie jest to najpraktyczniejszy smartfon Samsunga, choć i tak jest o niebo poręczniejszy niż S8 Plus. Ale na pewno jest to najfajniejszy telefon jaki wyprodukowali Koreańczycy. Traktować go należy w kategorii gadżetu, który świetnie wygląda, daje nam sporo frajdy z używania, a i wyjęcie go w towarzystwie ujmy nam nie przyniesie.

W dodatku od czasu premiery jego cena zdążyła już spaść i są sklepy w których znajdziemy go za nieco ponad 2600 zł. Kto z nas nie jest gadżeciarzem? S8 daje całe mnóstwo powodów, by wydanie takich pieniędzy jakoś sobie zracjonalizować, więc jeśli ktoś ma wolną gotówkę, nie powinien specjalnie się zastanawiać.