Tu w zasadzie mógłbym skończyć recenzję Powera, ale jednak coś jeszcze napiszę. Bo doskonale rozumiem to, co robi myPhone. Nie każdy z nas potrzebuje telefonu za trzy, dwa czy tysiąc złotych. Urządzenia tanie też są potrzebne na rynku i właśnie z myślą o mniej wymagających użytkownikach powstał ten model. Okazuje się jednak, że sporządzenie budżetowego smartfona nie jest wcale prostą sprawą. Czego myPhone Power jest bolesnym przykładem.

W przypadku tanich urządzeń trzeba wiedzieć, gdzie leży cienka granica, po przekroczeniu której telefon staje się nieużywalny. Jej wyznaczenie jest pochodną wielu czynników – obliczeń księgowego, chęci zysku, nakładów na reklamę i marketing czy też uzmysłowienia sobie tego, czego chcą klienci. I w tym modelu myPhone niebezpiecznie się do tej granicy zbliżył. A może nawet ją przekroczył.

Mówiąc wprost – ten telefon jest idealny do tego, bym mógł się wyzłośliwiać, ile wlezie. Mógłbym na przykład napisać, że gdy włączałem jakąś aplikację, to spokojnie szedłem do kuchni zrobić sobie herbatę, wracałem i akurat program się uruchamiał. Mógłbym, ale tego nie zrobię, bo to nieprawda. Aplikacja uruchamiała się zazwyczaj już w momencie, gdy do kuchni wchodziłem. Czyli po paru sekundach (mam małe mieszkanie). Gorzej było, gdy z jakiejś aplikacji wychodziłem. Nie dość, że trochę to trwało, to jeszcze zazwyczaj przeładowywał się cały ekran startowy. Podobnie działo się po zakończeniu rozmowy telefonicznej, wysłaniu SMS-a itp. Czyli w zasadzie po każdej czynności. Dlaczego?

Rzut okiem na specyfikację nie pozostawia wątpliwości. 1 GB pamięci RAM to po prostu za mało. I nic nie pomoże tu czysty Android w wersji 7.0. Jej połączenie ze słabym procesorem MediaTek 6737 (28824 pkt. w AnTuTu Benchmark) jest dla tego telefonu mieszanką zabójczą. I to niestety w złym tego słowa znaczeniu. Notoryczne spowolnienia, zawieszanie niektórych programów, niemal minutowe wychodzenie z galerii, czarny ekran po zakończeniu rozmowy. Jeśli ktoś sądzi, że przesadzam, może zerknąć tu:

Po prostu do w miarę płynnego działania potrzebne są co najmniej 2 GB pamięci operacyjnej. Im jej więcej, tym lepiej i tym rzadziej telefon dostaje zadyszki, lepiej trzyma zakładki w pamięci i płynniej pracuje. Topowe telefony mają tej pamięci po 4 a nawet 6 GB, budżetowe 2 GB. 1 GB ostatnio widziałem 2, 3 lata temu. I ten powrót do przeszłości nie wyszedł myPhonowi w tym modelu na dobre.

Do tego pamięci wbudowanej też nie mamy zbyt wiele. To 8 GB, czyli dla użytkownika zostaje około połowa z tego (reszta zajęta jest przez system). Trzeba się ratować kartą pamięci (na szczęście jest możliwość jej zamontowania), bo nawet pierwsza aktualizacja, jaka pojawiła się po uruchomieniu telefonu była zbyt duża i smartfon zażądał zainstalowania karty, by mógł ją przeprowadzić. Niestety jeśli to zrobimy, nie będziemy już mogli korzystać w tym telefonie z dwóch numerów. Po zdjęciu plecków ukażą się nam dwa sloty na karty nano SIM, ale drugi z nich jest hybrydowy, czyli gdy zamontujemy tam kartę pamięci, nie zmieścimy SIM-ki. Szkoda.

Teoretycznie możemy ustawić kartę jako domyślne miejsce instalowania wszystkich aplikacji, ale i tak nie udało mi się zainstalować większych gier – telefon ewidentnie usiłował umieścić je w swojej pamięci. Te mniejsze, mniej wymagające, działały dobrze, co było dość przyjemnym zaskoczeniem.

Na pewno o wiele więcej dobrego można powiedzieć o budowie i wyglądzie tego urządzenia. Jak na smartfon budżetowy jest OK, przyjemne są zwłaszcza matowe, plastikowe plecki Powera, lekko zaoblone na bokach, dzięki czemu trzyma się go w ręce wygodnie, przyjemnie, nie ma też mowy o tym, by niespodziewanie się nam wyślizgnął czy zjechał z nierównej, gładkiej powierzchni. Solidne wrażenie sprawiają też klawisze do regulacji głośności czy włączania telefonu, umieszczone na prawym boku. Przyciski funkcyjne znajdziemy pod wyświetlaczem, są niepodświetlane, ale trudno czynić z tego powodu myPhonowi zarzut, bo takie samo rozwiązanie jest np. w telefonach Asusa, kosztujących około dwóch tysięcy złotych.

Sam ekran ma przekątną 5 cala, wykonany jest w technologii IPS TFT i jest jakości HD (294 ppi). Szału nie ma, ale w tej klasie cenowej może być, choć na dłuższa metę przeszkadza brak powłoki oleofobowej, co skutkuje tym, że ekran bez litości zbiera odciski palców i co jakiś czas trzeba go przecierać (co i tak niewiele daje). Oczywiście nie ma czytnika linii papilarnych.

Nie ma też żadnych ekstrawagancji w oprogramowaniu. Czysty Android, paczka programów Googla (czyli m.in. galeria zdjęć i odtwarzacz muzyki), a z miłych dodatków coraz rzadziej spotykane radio. Jakość dźwięku jest przeciętna, podobnie zresztą jak jakość zdjęć. Kamerki mają odpowiednio 13 i 5 mpx i produkują zarówno słabe fotografie, jak i filmy.

Czy są w tym telefonie jakieś plusy? Są. Po pierwsze działanie GPS jest zaskakująco dobre. Sprawdziłem myPhone Powera na trasie: WarszawaKraków – Warszawa, i spisywał się po prostu doskonale. Ani razu nie zerwał połączenia, w wąskich uliczkach w zachmurzony dzień prowadził mnie pewnie i było to dla mnie bardzo przyjemne odkrycie.

Po drugie – bateria. Ogniwo ma 5000 mAh, co przekłada się to na 2, 3 dni pracy. Chciałbym napisać bezproblemowej, ale napiszę po prostu pracy. Gdy mocniej przyciśniemy telefon, jesteśmy w stanie uzyskać 7, 8 godzin działania na włączonym ekranie. To jego największa zaleta, bo przez dwa tygodnie ani razu przez myśl mi nie przeszło, że zaraz mi się wyładuje. Ale też sięganie do niego nie było przyjemnością. Z myPhone Powerem strasznie się męczyłem.

Dlatego rozumiejąc to, że nie każdy potrzebuje telefonu wyścigówki, trudno mi jednak zakup Powera polecić. Nawet biorąc pod uwagę ponadprzeciętne możliwości baterii. 500 zł (bez złotówki) można wydać lepiej.