System NanoLeaf Light Panels składa się z 9 paneli o kształcie trójkąta równobocznego, które łączymy ze sobą za pomocą specjalnych kart, przypominające trochę karty SIM w telefonie. Na każdym boku panelu mamy takie łącze, możemy więc tworzyć dowolną konfigurację. Do tego, jeśli potrzebujemy więcej niż 9 trójkątów, możemy dokupić dodatkowe zestawy. Całość wieszamy na ścianie za pomocą dwustronnej taśmy (dołączonej do zestawu).

System potem podłączamy do prądu, następnie ściągnąć trzeba specjalną darmową aplikację, która kontroluje efekty świetlne i kolor podświetlenia i możemy zacząć się bawić. Jeśli nie chcemy jednak korzystać z oprogramowania, to podstawowe funkcje wbudowane są w kontroler, podczepiany do zestawu na ścianie. Jako, że w panele wbudowane jest podświetlenie RGB można więc wybrać dowolną barwę oraz różne efekty świetlne.

Opcji jest na tyle dużo, że możemy spędzić ponad dwie godziny, by sprawdzić każdą z nich i zdecydować, która jest dla nas najlepsza. Niestety nie da się ustawić osobno podświetlenia każdego trójkąta - tylko możemy wybrać efekty świetlne całości. Do tego system jest w stanie pracować pod kontrolą Apple Home Kit, da się więc nim sterować głosem przy użyciu Siri (działa też m.in. z Amazon Alexą).

Dodatkowym elementem jest moduł Rhytm, reagujący na muzykę. Jeśli usłyszy jakikolwiek głośno grający utwór, wtedy panele mogą migać, dostosowując się do rytmu. Moduły potrafią na szczęście odróżnić zwykła rozmowę od śpiewanego tekstu, nie ma więc niebezpieczeństwa, że zaczną migać, gdy będziemy rozmawiać.

Jak to wygląda na ścianie? Albo się to kocha i jest się fanem takiego podświetlenia w stylu Philips Hue czy innych wynalazków RGB, albo się tego nie instaluje. Natomiast ja uważam, że jest to rzecz bardzo fajna. Light Panels dają rewelacyjne efekty, które pozwalają w dość ciekawy sposób zaaranżować wnętrze mieszkania. Efekt "tańczenia" w rytm muzyki przydaje się też podczas domowych imprez, zapewniając dodatkowe efekty świetlne odtwarzanej muzyce. Idealnie też sprawdzi się, gdy chcemy lekko rozjaśnić pokój, a nie chcemy włączać głównego światła. Można też go wykorzystać w pokoju dziecięcym, układając z paneli podświetlane i migające zwierzątka.

Niestety nie ma rozwiązania bez wad. Po pierwsze, twórcom nie udało się w żaden sposób zamaskować kabla zasilającego, który tak po prostu wisi z panelu i psuje efekty widokowe (trzeba więc użyć listwy maskującej). Po drugie sposób montażu do ściany sprawdza się tylko w przypadku jednolicie gładkich powierzchni, do których taśma się przykleja. W przypadku chropowatych ścian będą problemy. Co prawda można kupić specjalny zestaw montażowy oparty na wkręcanym w ścianę haku, ale to zmusza do wykorzystania 5 paneli w formie wielokąta, w środek którego montujemy hak.

Problemem może też być  dość wysoka, jak na polskie warunki cena. Za moduł wykrywający dźwięk trzeba zapłacić 60 dolarów, natomiast podstawowy zestaw Aurora Light Panels kosztuje 230 dolarów, a dodatkowe trzy moduły powiększają koszt zestawu o kolejne 60 dolarów - łącznie musimy więc wydać około 1260 złotych.

Podsumowując. NanoLeaf Light Panels Rhytm Edition to nie jest gadżet, bez którego nie da się funkcjonować. Jeśli jednak chcemy coś nietypowego do podświetlenia naszego mieszkania i czegoś co zwróci uwagę każdego gościa, to te zadania panele świetlne wypełnią idealnie