Xbox One X prezentuje się całkiem ładnie, choć niektórzy złośliwi porównują go do starego magnetowidu. Konsola to czarno szary prostopadłościan – z przodu znajdziemy slot na płyty, port USB (niestety 2.0) oraz przycisk włączania konsoli. Pozostałe porty (HDMI, USB, optyczne i Ethernet) znajdziemy z tyłu. Zasilacz konsoli wbudowano w urządzenie, nie musimy się więc też martwić o "cegłę" leżącą pod szafką.

Pad został lekko zmieniony w porównaniu do oryginalnego pada od Xbox One. Jest cięższy, bardziej matowy, nie ślizga się tak w dłoni oraz nie ma kolorowych nadruków na przyciskach sterujących.

Podłączenie konsoli jest banalnie proste. Łączymy ją kablem HDMI z telewizorem lub kinem domowym, potem parujemy Xboxa z padem i dostajemy opcję konfiguracji systemu. Ustawiamy w nim język konsoli (dla znających języki polecam wybrać angielski, dzięki czemu nie będziemy mieli dubbingowanych gier), podpinamy ją do sieci, wybieramy co ma być w menu głównym itp. Menu konsoli początkowo może wydawać się mało funkcjonalne, szybko jednak da się je ogarnąć

Jeśli chodzi o usługi cyfrowe, to mamy do wyboru dwa abonamenty – oba kosztują miesięcznie po 29 złotych. Jeden to gamepass, który pozwala nam grać w starsze produkcje (nie mamy limitu liczby gier na miesiąc) drugi zaś to opłata za Live Gold, która daje nam dostęp do dwóch gier na miesiąc oraz pozwala grać po sieci. Ciekawą opcją jest też Xbox Anywhere – jeśli w najnowsze wersje Forzy, Halo Wars czy Gerars of War graliśmy na PC, to tu gry są już w naszej bibliotece (pod warunkiem kupienia ich w wersji cyfrowej w sklepie Microsoftu). Mało tego wszystkie nasze osiągnięcia i zapisy gry są odczytywane przez konsolę z chmury, więc zaczynamy zabawę na XOX w miejscu, w którym przerwaliśmy ją na PC.

Xbox One X dzięki znacznie mocniejszemu układowi graficznemu i podkręconemu procesorowi oferuje – jak twierdzą programiści moc równą pecetowi z kartą graficzną 1070 GTX. I to prawda. Forza 7 na telewizorze chodziła równie płynnie, co na moim pececie z 1080 Ti na pokładzie. Do tego, dzięki obsłudze HDR wyglądała znacznie lepiej na dużym ekranie 4K niż na małym 27” monitorze 1440p. Praktycznie więc, jeśli chcecie zmontować komputer tylko do gier i nie planujecie stworzyć potwora z podwójnym 1080 Ti, a coś budżetowego z 1060 GTX na pokładzie, lepszym wyborem będzie nowa konsola. Gry wyglądać będą dobrze nawet na telewizorze FullHD.

Trzeba jednak pamiętać, że nie wszystkie gry wykorzystują pełną moc nowego Xboxa - potrzeba bowiem specjalnych łatek z nowymi teksturami wysokiej rozdzielczości - na pewno w rozdzielczości 4K prezentują się sztandarowe tytuły na XOX - Halo 5, Forza 7 i Forza Horizon 3. Do tego w 4K grać można w nowego Assassin’s Creed, Final Fantasy XV czy Skyrim.

Xbox One X to jednak nie tylko konsola – to także pełnoprawny odtwarzacz płyt UHD. Biorąc pod uwagę, że najtańszy odtwarzacz tego typu to koszt tysiąca złotych, to Xbox One X stanowi dobrą alternatywę dla takiego sprzętu.

Wady nowego rozwiązania Microsoft? Po pierwsze wewnętrzny dysk jest za mały. Gry z teksturami 4K potrafią zajmować około 100 GB, więc 1TB dysk pomieści tylko kilka gier na raz. Dlatego też dokupienie zewnętrznego dysku USB staje się koniecznością. Po drugie, porty USB nie są 3.0. Są też problemy z wewnętrzną kartą sieciową – nie działa tak szybko, jak powinna i na moim łączu 300 MB/s nie potrafiła przekroczyć 60 MB/S (po podłączeniu konsoli kablem do routera problem się rozwiązał, jednak nie wszyscy chcą ciągnąć kabel sieciowy do konsoli). Brakuje też drugiego portu USB z przodu konsoli, by można było ładować dwa pady na raz. To jednak nie są "Wady" na tyle poważne, by "minusy przesłoniły nam plusy"

One X to bowiem najlepsza konsola na rynku, która śmiało może rywalizować z pecetami. Gry, które wykorzystują dodatkowe możliwości obliczeniowe tego urządzenia wyglądają równie świetnie (a na telewizorze 4K nawet lepiej) niż na komputerze. Odpada „zabawa” ze sterownikami itp. Tak. Ta konsola jest droga – kosztuje 2100 złotych – ale wystarczy na lata.