Budowa, wykonanie

Najnowszy tablet Huaweia to bardzo ładnie i solidnie wykonane urządzenie. Cieniutki, z metalową obudową i stosunkowo niewielkimi ramkami, jest bez dwóch zdań produktem premium. Dzięki delikatnie zaoblonym bokom trzyma się go komfortowo, wygodnie i co najważniejsze – pewnie. To istotne, bo jego waga – 498 g – powoduje, że przy dłuższej sesji kinowej nasze ręce się męczą i tablet mógłby się nam wyślizgnąć. Dlatego lepiej znaleźć dla niego oparcie, chociażby na kolanach. Ekran ma przekątną 10,8 cala i rozdzielczość 2560 x 1600 pikseli (280 pikseli na cal). Jest bardziej prostokątny niż kwadratowy – i dzięki temu dostosowany do komfortowego oglądania filmów. Z tym wiąże się jednak pewien problem – w zasadzie do końca nie wiedziałem, jak tablet trzymać – pionowo czy poziomo.

Rozmiary i rozmieszczenie wszystkich przycisków sugerują to drugie rozwiązanie – tradycyjnie dla Huaweia super szybki czytnik linii papilarnych znajdzie się wtedy idealnie pod kciukiem na prawym boku, podobnie jak przyciski regulacji głośności – a napis Huawei wyląduje na dolnej krawędzi. Tyle, że zazwyczaj u mnie górę brały smartfonowe przyzwyczajenia, wspomagane dodatkowo specjalnym etui. Tablet brałem do ręki w pionie, tak by otworzyć go jak okładkę książki. Czytnik był wtedy pod ekranem, a wszystkie przyciski, zamiast pod ręką – na dolnej krawędzi, w miejscu absolutnie niewygodnym do korzystania (spróbujcie w nocy, oglądając coś w łóżku, w pionowym ustawieniu, zmienić głośność. Zazwyczaj kończyło się to wyłączeniem tabletu, bo trafiałem nie w ten przycisk co trzeba). Być może przy dłuższym jego używaniu „wypoziomowałbym” sobie swój nawyk, ale w miesiąc nie dałem rady.

Działanie

Gdy już zdecydowałem się na konkretne ustawienie tabletu i zaczynałem z niego korzystać, było tylko lepiej. Ekran jest bowiem bardzo dobrej jakości (wykonany w technologii IPS), z dobrymi kątami widzenia, ładnym nasyceniem kolorów (które dodatkowo można podkręcić w ustawieniach), dobrym kontrastem i wysoką jasnością maksymalną. Czyli jak dla mnie praktycznie bez zastrzeżeń. Jeśli zamiast oglądać filmy czy YouTube chcemy poczytać, znajdziemy też tryb ochrony wzroku, dzięki czemu nasze oczy mniej się zmęczą. Zastrzeżeń nie mam też do pracy MediaPada M5 10. Procesor Kirin 960s wspomagany 4 GB pamięci RAM czyni z niego bardzo sprawną i szybką maszynę, którą ciężko przyłapać na jakiejś zadyszce. Wynik w AnTuTu Benchmark to bardzo dobre 177073 pkt. a wielozadaniowość stoi na świetnym poziomie.

Zaletą MediaPada M5 10 jest też system – tablet działa na Androidzie 8.0 i takiej samej wersji nakładki Huaweia – EMUI 8.0. Jeśli więc ktoś jest w posiadaniu smartfona tej firmy działającego w oparciu o Androida 8.0, poczuje się jak u siebie w domu.
W tablecie znajdziemy więc, identycznie tak jak w telefonach Huaweia, całe mnóstwo możliwości personalizacji – wyboru motywu, tapety, wyglądu ikon, dostosowania rozmiaru tekstu, stylu ekranu głównego (płaski lub klasyczny, z podstroną na aplikacje). Możemy zmienić kolejność przycisków funkcyjnych lub w ogóle z nich zrezygnować, używając do nawigowania czytnika linii papilarnych bądź przycisku pływającego. Ponieważ tablet z założenia służyć ma do zabawy, znajdziemy w nim kilka gier na start oraz aplikację Game Suite – gromadzącą je w jednym katalogu, zwiększającą wydajność urządzenia i pozwalającą przechodzić w specjalny tryb, podczas którego nikt nie będzie przerywać nam rozgrywki. To ważne, bo… z MediaPada M5 10 można dzwonić – wersja z kartą SIM daje nam taką możliwość. Tablet radzi sobie z grami bardzo dobrze, ja nie natrafiłem na żadną, która sprawiała by mu problemy.

Nie musimy się też specjalnie martwić o pojemność pamięci wbudowanej – jest jej 64 GB, więc zapełnienie jej grami i programami zajmie nam sporo czasu. Filmy i zdjęcia możemy zaś trzymać na karcie pamięci.

Warto jeszcze wspomnieć o możliwościach muzycznych, którymi chwali się producent. I zdecydowanie ma rację. Nie są to marketingowe banialuki, zastosowanie czterech głośników sygnowanych marką Harman Kardon było strzałem w dziesiątkę. Co prawda są umieszczone z tyłu urządzenia, ale dźwięk z nich dobiegający jest najwyższej jakości – czysty, głęboki, wyraźny, głośny – do oglądania filmów bez słuchawek czy nawet słuchania muzyki MediaPad nada się idealnie.

Tu jednak tablet pokazuje swoje drugie – złe oblicze. Nie znajdziemy w nim bowiem wejścia na słuchawki – musimy użyć przejściówki podłączanej do USB C, służącego także do ładowania czy przesyłania danych, bądź posłużyć się słuchawkami bluetooth. Fatalna tendencja eliminowania mini-jacka dotarła więc i do tabletów i tak jak nie mogę jej zrozumieć w smartfonach, tak tu zrozumieć mi ją jest jeszcze trudniej. Bo argument o braku miejsca w przypadku gigantycznego jakby na to nie patrzeć w porównaniu do telefonu – tabletu – mnie nie przekona. W dodatku stosowanie przejściówki nie jest najwygodniejsze – prędzej czy później ją zgubicie (czego oczywiście nikomu nie życzę), a jeśli trzymacie tablet pionowo, opierając go o kolana, kabelek będzie was wciąż uwierał.

Huawei wyposażył MediaPada w dwie kamerki – tylna ma rozdzielczość 13 mpx i przesłonę 2.2, przednia 8 mpx i identyczną przesłonę.

I jak dla mnie ważniejsza jest ta druga – którą można wykorzystywać do telekonferencji czy Skype i nie ma z tym żadnego problemu. Kamerą główną można zrobić zdjęcie nawet w trybie profesjonalnym czy nakręcić film w rozdzielczości 4K bądź FHD 60 i 30 FPS, ale Huawei doskonale zdaje sobie sprawę, że to bardziej smartfonowa a nie tabletowa domena i tam kieruje większość swoich sił i środków, z powodzeniem zresztą. Robienie zdjęć tabletem jest czynnością dość rzadko spotykaną, więc jeśli ktoś się uprze – to może, ale raczej nie warto.

Firma wie, że rzeczą o wiele istotniejszą jest czas pracy na baterii. I staje na wysokości zadania. MediaPad ma ogniwo o pojemności 7500 mAh, czyli jak na tablet może nie największe, ale za to doskonale działające. Po pierwsze urządzenie jest świetnie zoptymalizowane i w trybie czuwania może przeleżeć kilka dni praktycznie bez żadnej straty energii. Gdy zaś do niego już sięgniemy, będziemy mogli oglądać filmy przez długie godziny – czas pracy na włączonym ekranie może wynieść od kilku do kilkunastu nawet godzin – w zależności od tego czy korzystamy z LTE, WiFi czy też tylko odtwarzamy filmy bez korzystania z internetu. Możemy więc zabierać MediaPada M5 10 w długą podróż bez najmniejszych problemów, dzieci będą miały z niego pożytek, a kierowca spokój za kierownicą.

Ciekawostką jest specjalny tryb desktopowy, który upodabnia MediaPada do urządzenia z Windowsem. I tu uwaga – w niektórych sklepach, w których możemy go kupić – w ramach promocji dostaniemy specjalne dedykowane etui z klawiaturą – warto więc dobrze poszukać. A ja bardzo żałuję, że nie miałem możliwości przetestowania MediaPada M5 10 w takiej konfiguracji, bo w połączeniu w trybem desktopowym tablet zyskałby nowy, użytkowy wymiar i nie byłby tylko zabawką, ale w sytuacjach nadzwyczajnych mógłby stać się substytutem notebooka.

Czyli…

Czy ta długa lista zalet MediaPada M5 10 przywróciła moją wiarę w tablety? Z pewnością nie można nie dostrzec ich zalet. Większy ekran to większy komfort oglądania, co doceniam zwłaszcza jako nałogowy fan NBA, mecze na wyświetlaczu tej wielkości ogląda się o wiele przyjemniej niż na mniejszym smartfonie – wiek robi swoje i oczy już nie te. Plusem jest także posiadanie urządzenia dedykowanego tylko rozrywce – nie musimy się wtedy martwić o baterię w telefonie, który służy przecież nie tylko do zabawy. MediaPad doskonale sprawdzi się więc w konkretnych sytuacjach – w podróży czy tzw. konsumpcji mediów, a jeśli dodamy do niego klawiaturę, ilość możliwych zastosowań praktycznych znacznie wzrośnie. Jest dość drogi – musimy za niego zapłacić 1999 zł (wersja z modemem LTE), bądź 1799 zł (wersja WiFi), ale tłumaczy go to, że jest produktem z górnej półki. Dlatego ja osobiście, na wersję z klawiaturą, mógłbym się skusić.