Na początek garść cyferek. G7 ThinQ jest napędzany najnowszym procesorem firmy Qualcomm – Snapdragonem 845 (firma nie powtórzyła więc błędu z LG G6, kiedy to w momencie jego zaprezentowania na rynku były już dostępne modele z nowszym procesorem). Ma 4 lub 6GB pamięci RAM oraz 64 lub128GB pamięci wewnętrznej (plus slot na kartę pamięci). Wyświetlacz ma przekątną 6,1-cala, nie jest to jednak ekran typu AMOLED lub OLED, lecz IPS (QHD+ o proporcji ekranu 19:5:9, ze znanym z iPhonów wycięciem, które jednak można systemowo zamaskować). Z przodu i tyłu zabezpieczono go szkłem hartowanym Gorilla Glass 5, jest też odporny na pył i wodę, spełnia normę IP68. Aparaty: przedni o rozdzielczości 8 MP oraz dwa tylne o rozdzielczości 16 MP, zarówno w standardowej, jak i szerokokątnej. Niestety firma z modelu na model zmniejsza szeroki kąt, tym razem wynosi on już tylko 107 stopni (w G6 to 120 stopni). Firma chwali się też sztuczną inteligencją wprowadzoną do aparatu, która rozpoznaje 19 trybów i dobiera najkorzystniejsze ustawienia.

Po raz pierwszy LG dodało też specjalny fizyczny przycisk dedykowany asystentowi, na szczęście nie autorskiemu (jak samsungowe Bixby), ale asystentowi Googla. W G7 jest też wejście na słuchawki specjalny przetwornik muzyczny. Niepokojąco wygląda bateria – ma pojemność jedynie 3000 mAh.

O premierze LG G7 ThinQ na polskim rynku oraz rozpoczęciu sprzedaży w naszym kraju, polski odział LG Electronics poinformuje na przełomie maja i czerwca. Cena nie jest jeszcze znana, ale może nie być tanio – w Niemczech telefon kosztuje 849 euro (ok. 3600 zł).