Chińczycy z TCL, którzy mają prawo do marki Alcatel, od 2017 r. oszczędzają na telefonach sygnowanych tym logiem. Prócz nich mają jeszcze w swoim portfolio BlackBerry i to chyba jest brand, na który stawiają. Bo tam wielkiego cięcia kosztów nie widać (choć procesory mogłyby być z wyższej półki), a i klienci są przyzwyczajeni do tego, że za „jeżynkę” trzeba zapłacić więcej. Alcatel zaś musiał pożegnać się z marzeniami o skoku na półkę premium (świetny Idol 4S dawał ku temu podstawy) i zadowolić się tworzeniem produktów ze średniej półki.

Wygląd, wykonanie

Żeby zainteresować klientów, trzeba się czymś wyróżnić. I Alcatel 5 się wyróżnia – wyglądem. To jedyny jaki znam bezramkowy telefon z „czółkiem”. Pogoń za jak najcieńszymi ramkami z każdej strony sprawia bowiem, że producentom brakuje miejsca na głośniki czy przednią kamerę. Firmy zazwyczaj decydują się wtedy na nieznaczne powiększenie przestrzeni pod ekranem i tam umieszczają obiektyw (tak zrobiło np. Xiaomi w modelach Mi Mix) – czyli dodają telefonom „brodę”. Niedogodnością takiego rozwiązania jest konieczność obracania smartfona do góry nogami, gdy chcemy zrobić selfie. Alcatel wybrnął z tego problemu w bardzo ciekawy sposób – zrezygnował z symetrii urządzenia i zostawił większą przestrzeń nad wyświetlaczem. Na tyle dużą, że wepchnął tam nie jeden, ale dwa obiektywy – zwykły i szerokokątny. Miłośnicy selfie nie tylko nie muszą więc stawiać telefonu na głowie, ale mogą jeszcze zmieścić więcej osób w szerszym kadrze.

Pozostałe ramki są już bardzo cienkie, a ekran ma proporcje 18:9, więc spokojnie możemy tu mówić o oryginalnie wyglądającym bezramkowcu. A skoro przy ekranie jesteśmy – tak jak jego wymiary należy zaliczyć na plus, to jego jakość niestety już nie. To wyświetlacz typu IPS, o rozdzielczości HD+ (1440×720 pikseli) co przekłada się na zagęszczenie 282 piksele na cal. Czyli szału nie ma, ja jednak większe zastrzeżenia mam nie do jego rozdzielczości (bo tu przynajmniej można to tłumaczyć mniejszym zapotrzebowaniem na prąd, co daje nam dłuższy czas pracy na baterii), ale do jego jasności, która po prostu jest kiepska. Powoduje to, że telefonu trudno używa się w słońcu, i choć jest w nim automatyczna regulacja jasności, to ja osobiście wolałem ustawiać ją ręczne. W zasadzie cały czas na maksa.

Wykonanie Alcatela 5 stoi na dobrym poziomie. Tył jest z tworzywa a la metal o fakturze szczotkowanego aluminium, ładnie zaoblonego na krawędziach. To powoduje, że „piątkę” trzyma się w dłoni pewnie i wygodnie, smartfon nie jest też śliski i nie zacznie sam zjeżdżać położony na stole czy biurku. Efektownie wyglądają: wygrawerowana na pleckach nazwa firmy (choć testowy egzemplarz był koloru złotego, który nie jest moim ulubionym), oczko pojedynczego aparatu minimalnie wystające ponad powierzchnię i umieszczone w metalowej, chropowatej obramówce oraz, dla odmiany, delikatnie zagłębiony czytnik linii papilarnych.

Na prawym boku są dwa przyciski (regulacja głośności i włączania), na lewej hybrydowa tacka na dwie karty SIM lub jedną i kartę pamięci (w Polsce sprzedawana jednak będzie wersja na jedną kartę SIM), na dole USB-C i pojedynczy głośnik (choć maskownice są dwie), na górze zaś wejście mini-jack na słuchawki. W sumie – ładnie, oryginalnie i nieszablonowo.

Działanie, oprogramowanie

Sercem urządzenia jest procesor MediaTek MT6750. Do tego mamy dołożone 3 GB pamięci RAM (tej wbudowanej są 32 GB, z możliwością rozszerzenia kartą pamięci). W AnTuTu Benchmark ten układ wyciąga 52207 pkt, co nie jest wielkością imponującą. Telefon nie jest oczywiście demonem prędkości, ale też nie powoduje frustracji użytkownika. Od czasu do czasu można jednak zauważyć delikatne spowolnienia przy przewijaniu stron, a do płynności działania średniopółkowych układów Qualcomma też trochę brakuje.
Na ratunek przychodzi oprogramowanie. Telefon działa na Androidzie 7.0 (w chwili pisania tej recenzji, czyli w maju 2018 r. poprawki bezpieczeństwa są z lutego, nie wiadomo też, czy system zostanie zaktualizowany do 8-ki), do którego Alcatel dodaje swoją nakładkę, z kilkoma przemyślanymi dodatkami.

Po pierwsze to „Rozpoznawanie twarzy”. Działa zaskakująco sprawnie, do tego stopnia, że był to mój podstawowy sposób zabezpieczana telefonu. Można go stosować równocześnie z odblokowywaniem czytnikiem linii papilarnych, którego używałem tylko w gorszych warunkach oświetleniowych, gdy telefon nie był w stanie mnie poznać. Zresztą czytnik nie należy do najszybszych, więc tym chętniej korzystałem z metody bezdotykowej.
Po drugie to przycisk „Joy Touch”, z możliwością przypisania do niego 8 funkcji oraz używania go jako przyciski nawigacyjne, tak byśmy nie musieli ich wyświetlać na ekranie (mamy też zresztą możliwość ich ukrywania, tak by nie zajmowały przestrzeni na wyświetlaczu).
Po trzecie to „Powielanie aplikacji” – tak by można było używać dwóch kont na jednym telefonie.
Po czwarte to „Smart Manager” – do zarządzania telefonem – aplikacjami, baterią czy pamięcią.
Po piąte to „Tryb prywatny” (znajdziemy go w „Zabezpieczeniach”), który pozwala na ukrycie zdjęć, filmów, plików czy kontaktów.
Po szóste – dla osób nie czujących się w smartfonowym świecie zbyt pewnie jest prosty tryb „Łatwe uruchamianie”.

Ten zestaw dodatków rekompensuje sprzętowe niedostatki Alcatela 5 i sprawia, że używa się go zaskakująco przyjemnie.
Dodatkowo GPS działa bez zastrzeżeń, w telefonie znajdziemy radio FM oraz możliwość nagrywania ekranu, bardzo fajną galerię i szkoda tylko, że Alcatel porzucił swoją aplikację do odtwarzania muzyki, skazując nas na googlową Muzykę Play. Szkoda też, że nie ma modułu NFC, nie zamienimy więc Alcatela 5 wirtualny portfel.  Jakość rozmów telefonicznych jest na dobrym poziomie.

Zdjęcia, bateria

Tu Alcatel się postarał. Wszystko za sprawą podwójnej kamery do selfie, o której już pisałem na początku recenzji. Ta o węższym kącie widzenia ma 13 mpx i przysłonę 2.0, druga, 120 stopniowa, ma 5 mpx matrycę. W tej klasie cenowej taki zestaw to rzadkość. Jakość zdjęć jest adekwatna do klasy telefonu. W dobrych warunkach oświetleniowych – dobra, w słabszych – słaba.

Z tyłu mamy już tradycyjną, pojedynczą, 12 mpx kamerę z przesłoną 2.0. Fotografie są ładne, z naturalnym odwzorowaniem kolorów, ostrość łapana jest dość szybko, a na pochwałę zasługuje też sama aplikacja aparatu. Możemy z prawej lub lewej strony wyciągnąć skrót do ustawień, tak by wszystkie funkcje mieć w zasięgu kciuka. Jest HDR, tryb nocny, panorama czy kilka filtrów.

Najwyższa rozdzielczość w jakiej nagramy wideo to FHD, działa elektroniczna stabilizacja obrazu i to sprawia, że filmy dają się oglądać.
Bateria ma pojemność 3000 mAh i wystarcza na dzień do półtora pracy z dala od ładowarki, w zależności od tego, co robimy.

Czyli…

Alcatel 5 właśnie wchodzi na rynek. Można go kupić za 749 zł. Telefon ma kilka zalet, ma też kilka wad, a kupując go musimy, tak jak jego twórcy, pójść na jakieś kompromisy. Jeżeli dla kogoś ważny jest szeroki kąt w aparacie do selfie i niebanalny wgląd, a nie chce wydawać majątku, może kupno Alcatela 5 rozważyć. Choć może jeszcze nie teraz, a za miesiąc, może dwa, gdy wyjściowa cena spadnie o 100, 200 zł.