Wśród producentów telefonów trwa wojna o to, kto stworzy „najinteligentniejszy” smartfon. Zaczął Huawei, który swój marketingowy przekaz zeszłorocznego flagowca – Mate 10 Pro – oparł właśnie na AI i korzyściach z tego płynących. Poprawił tegorocznym P20 Pro, a w ślad za nim poszli kolejni. LG nie tylko właśnie wprowadził na rynek „myślący” model G7 Thinq, ale też wszczepia sztuczną inteligencję w modele starsze, dzięki aktualizacjom oprogramowania. Inni, np. Asus, także mówią o AI w swoich smartfonach, korzysta z niej też z powodzeniem Google w swoich Pixelach. Spróbujmy więc odpowiedzieć na ważne – z punktu widzenia klienta – pytanie: czym różni się telefon ze sztuczną inteligencją od każdego „normalnego” smartfona?

Sztuczna inteligencja w teorii

Wyjaśnijmy na początek, czym jest sztuczna inteligencja. Definicji jest wiele, ale na nasze potrzeby możemy przyjąć, że chodzi o analizowanie zachowań użytkownika i przetwarzanie danych, tak by program symulował jego zachowania. Czyli by telefon podpowiadał najkorzystniejsze dla nas działania.

Teraz trochę marketingu w wydaniu Huaweia: Dedykowany, opracowany przez inżynierów Huawei software dba o to, żeby NPU (jedna z części procesora - red.) miał ciągle coś do roboty. Jego podstawowym zadaniem jest gromadzenie i przetwarzanie danych, a następnie wyciąganie wniosków i w oparciu o nie wpływanie na pracę smartfona. Jak nietrudno się zatem domyślić, NPU z czasem staje się coraz mądrzejszy i bardziej efektywny. Smartfon ewoluuje zatem razem z nami.

Spróbujmy przetłumaczyć: chodzi o to, by np. w pewnych porach aplikacje ładowały się szybciej – gdy rano zawsze zerkamy na Instagram, telefon będzie już na to przygotowany. Tyle, że jak państwo wyczuwają, zweryfikowanie tego jest trudne. Żeby nie powiedzieć, niemożliwe. Jest za to miejsce, w którym sztuczną inteligencję widać gołym okiem. To aparat i zdjęcia.

Jak to robi Huawei

Sztuczna inteligencja zadebiutowała w Mate 10 Pro i moim zdaniem nie był to debiut zbyt udany. Oto co pisałem wtedy w recenzji tego telefonu: Wszyscy recenzenci zwracają uwagę, że dzięki temu rozwiązaniu np. przy robieniu zdjęć smartfon automatycznie podpowiada odpowiednie ustawienia, pokazując jednocześnie np. ikonkę jedzenia. Nieśmiało chciałem zauważyć, że telefony Sony, np. starsza już Xperia X, w trybie lepsza automatyka także pokazują ikonkę jedzenia czy krajobrazu i same sterują ustawieniami. A o jakiejś inteligencji w ich przypadku mowy być nie może. Oczywiście nie mam zamiaru być tym, który zakrzyknie „król jest nagi”, więc umówmy się, że NPU jest melodią przyszłości, i z pewnością za jakiś czas poznamy jego możliwości. Ale teraz chyba jest na to za wcześnie.

W modelu P20 Pro rozwiązano to więc inaczej. Nie owijając w bawełnę – Chińczycy pojechali po bandzie, a efekty działania AI są bardzo wyraźne. Telefon ma kilkanaście scenariuszy ustawień, ale z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej wybiera: „niebieskie niebo”, „roślinność” i „tryb portretowy”. Czyli bardzo reaguje na kolory – niebieski i zielony – agresywnie je podbijając oraz rozpoznaje twarz, natychmiast rozmywając tło. Z jednej strony – wygląda to bardzo efektownie, zwłaszcza zdjęcia w trybie portretowym potrafią zrobić wrażenie. Ale też bardzo często to, co widzimy na fotografii, niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Jest sztuczne, przejaskrawione, jakby z nałożonym na zdjęcie filtrem, w dodatku po zrzuceniu zdjęć na komputer okazuje się, że szczegóły bywają rozmyte, a działanie oprogramowania jest zbyt duże.

Pytanie czy to dobrze czy źle pozostawiam otwarte, bo wszystko jest rzeczą gustu, ale jedno jest pewne – nikt obok takich fotografii nie przejdzie obojętnym. O AI tym razem zrobiło się głośno, zupełnie inaczej niż w przypadku Mate 10 Pro – efekt został osiągnięty.

Dla użytkowników ważne jest to, że tryb AI możemy wyłączyć, możemy też, gdy działa, ale uznamy, że jego ustawienia nam nie odpowiadają, w prosty sposób z nich zrezygnować.

Jak to robi LG

Najnowszym dzieckiem Koreańczyków wyposażonym w AI jest G7 Thinq. Tym telefonem mogłem jak na razie pobawić się mniej więcej godzinę na jego oficjalnej polskiej premierze, ale zeszłoroczny model V30, przy okazji aktualizacji do Androida 8.0, także otrzymał sztuczną inteligencję.

Dobiera ona ustawienia nieco wolniej niż w Huaweiu. Na ekranie smartfona pokazują się w tym czasie różne, czasem zabawne napisy – zieleń, kalafior, niebo, plaża, cień, piłka itp. Sugerują, że telefon „myśli”, nie jest to jednak jeszcze końcowy efekt jego pracy – ustawienia są dobrane dopiero, gdy w prawym dolnym rogu wyświetli się napis z ikonką np. „osoba” czy „kwiaty”. Automatycznie też pojawia się wtedy kilka filtrów, które możemy zastosować, jeśli podpowiedź telefonu nam nie odpowiada.

Różnice pomiędzy zdjęciami z AI i bez AI są widoczne, ale nie są tak wielkie jak w Huaweiu. Telefon oczywiście podbija kolory, wydobywa z cienia szczegóły uaktywniając tryb HDR, ale robi to zdecydowanie dyskretniej, z większym smakiem i wyczuciem niż smartfon Chińczyków.

Czyli…

Fotograficzny sukces Huaweia i swoista moda na sztuczną inteligencję pokazują, że w najbliższej przyszłości zapewne każdy flagowy, a pewnie i sporo średniopółkowych smartfonów zostanie w nią wyposażonych. I moim zdaniem to dobrze, wszak w tego rodzaju zdjęciach chodzi o złapanie chwili w jak najlepszej jakości, a właśnie to oferuje nam AI. A my będziemy mogli sobie wybrać, czy bardziej odpowiada nam jej łagodne, czy agresywne działanie.