Zwykła wersja Mi Mixa 2, o której pisałem tu, kosztuje 1999 zł. Wersja SE – 2999 zł, czyli równy tysiąc więcej. Mi Mix 2 to telefon ze wszech miar udany, choć ustępujący nieco innym flagowcom pod względem jakości fotografii i, niestety, zupełnie oddający im pole w dziedzinie wodo i pyło odporności. Zobaczmy więc, czy jest w wersji SE coś, co uzasadniałoby taką różnicę w cenie.

Wygląd, wykonanie

Mi Mix 2 wykonany był świetnie. Wersja SE wykonana jest… też świetnie. Ceramiczna obudowa, tu koloru białego, robi wrażenie (przynajmniej na mnie), telefon jest ciężki (co lubię), super solidny, a zapobiegliwi mogą przyodziać go w etui które znajdziemy w pudełku (choć ja zamykanie telefonu tej urody w plastik uważam za zbrodnię).

Napis na pleckach i złote obramówki wokół pojedynczego obiektywu i czytnika linii papilarnych pozostały bez zmian.

Bez zmian jest też niestety z przodu – ekran to wciąż IPS – o proporcjach 2:1, przekątnej 5,99 cala i zagęszczeniu 403 pixeli na cal. Wciąż, bo bez wchodzenia w bezproduktywne dywagacje o wyższości wyświetlaczy amoledowych nad IPS-ami (to dyskusja z cyklu O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia), zauważyć należy, że jednak większość flagowych modeli ma ekrany typu AMOLED. Po prostu w słoneczny dzień będzie nam się korzystać z Mi Mixa 2 SE gorzej niż z Samsungów z linii Galaxy, Huaweia P20 Pro czy LG V30. Szkoda.

Xiaomi nie ogoliło też Mi Mixowi charakterystycznej „brody”, czyli nieproporcjonalnie większej przestrzeni pod ekranem, w której umieściło diodę powiadomień (białą) i kamerkę do selfie.

Wciąż więc korzystanie z niej wymaga przestawienia telefonu do góry nogami, co jest niepraktyczne i kłopotliwe, ale też nie jest końcem świata. Wciąż nie ma także wejścia mini-jack na słuchawki, na próżno szukać wodo i pyło szczelności, czyli norm IP 67 lub 68.
Skoro w wyglądzie poza kolorem innych zmian nie ma, musimy w ich poszukiwaniu zagłębić się pod powierzchnię Mi Mixa 2 SE.

Specyfikacja, działanie

Sercem telefonu jest znów Snapdragon 835. Różnice za to są w pamięci RAM. Tej mamy nie 6, jak w podstawowej wersji, a 8 GB, To wartości iście komputerowe i tu widać różnicę. Bo o ile Mi Mix 2 trzymał zakładki w pamięci doskonale, to wersja SE robi to jeszcze lepiej. W zasadzie telefon uruchamiał z niej każdy program, który wcześniej używałem i którego ręcznie nie usunąłem z pamięci. Świetna sprawa. Kolejną nowością jest pamięć wbudowana – mamy jej nie 64 a 128 GB. To też duży progres, zwłaszcza, że w telefonie nie znajdziemy slotu na kartę pamięci.
Różnice w codziennym używaniu, nawet jeśli są, to raczej niedostrzegalne dla oka. Smartfon działa jak błyskawica, gry nie są dla niego żadnym wyzwaniem, GPS doprowadzi nas w wyznaczone miejsce bez najmniejszych kłopotów, a dzięki NFC zapłacimy nim za zakupy (o ile mamy coś na koncie). W kwestii audio także nic się nie zmieniło – jest bardzo dobrze na słuchawkach i głośnikach zewnętrznych.

Oprogramowanie

Tu w zasadzie zmian nie ma żadnych. I to raczej na minus, bo mój testowy egzemplarz wciąż tkwił na Androidzie 7.1 (9 edycja tuż za rogiem), i nakładce MIUI Global 9.1. i nie był w stanie wyszukać aktualizacji do Androida 8, choć ta podobno jest już dostępna od marca. Zmian więc w stosunku do Mi Mixa 2 którego testowałem w styczniu brak, (jeszcze raz odsyłam do tego artykułu) może prócz tej, że kilka razy zdarzyło się, że telefon na krótką chwilę się zawiesił, co w poprzednim modelu nie miało miejsca ani razu.

Zdjęcia, wideo, bateria

Tu niestety także muszę się powtórzyć. Jest lepiej niż w telefonach ze średniej półki i gorzej niż we flagowcach. 12 mpx kamera z optyczną stabilizacją obrazu i przesłoną 2.0 jest dobra gdy światła jest dużo, i nieco gorsza, gdy nadciąga zmierzch. Identycznie jest z 5 mpx kamerką do selfie.

Nieźle wychodzi wideo, które nakręcimy w 4K, FHD i HD, a obraz jest przyjemny dla oka dzięki optycznej stabilizacji. W sumie jednak – bez zmian.

Tak samo jest zresztą z baterią, która ma pojemność 3400 mAh, można ją dzięki technologii Quick Charge 3.0 bardzo szybko naładować, ale też stosunkowo szybko rozładować. Potrzeba na to jakieś 3, może 4 godziny włączonego ekranu, czyli dzień do półtora, w zależności od tego, co na telefonie robimy.

Czyli…

Odpowiedź na pytanie, czy opłaca się dopłacać tysiąc złotych do wersji SE jest dość prosta. Nie. Bo moje bardzo pozytywne wrażenia po dwóch tygodniach spędzonych z tym telefonem są w zasadzie identyczne jak po obcowaniu z jego uboższą wersją. Dodatkowe 2 GB RAM i 64 GB pamięci wbudowanej za tysiąc złotych nie są okazją stulecia. Tym bardziej, że dostępny jest już kolejny model Mi Mixa 2 z literką S (swoją drogą można się w tych numeracjach pogubić). W nim zaś mamy podwójny tylny aparat wyposażony w AI czyli sztuczną inteligencją i podobno zdecydowanie poprawioną jakość zdjęć, zwłaszcza w słabych warunkach (egzemplarz testowy już jedzie do naszej redakcji). Jest też najnowszy procesor Qualcomma – Snapdragon 845. Jeśli chcemy go kupić w Polsce, w oficjalnej dystrybucji, musimy wydać 2599 zł za wersję z 6 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wbudowanej, i 2799 zł za wersję z dwa razy większą ilością pamięci wbudowanej. Czyli i w jednym, i w drugim przypadku ceny są niższe od Mi Mixa 2 SE.

Kogo kręci zaś sprowadzanie smartfonów z Chin na własną rękę i lubi dreszczyk emocji związany z Urzędem Celnym i ewentualnym doliczeniem VAT, i komu nie zależy na gwarancji, wyda na niego nieco ponad 2 tys. (plus ewentualnie 23 proc. VAT, co daje nam w sumie około 2500 zł).