Oba telefony kosztują sporo – Honor 10 – 1849 zł, Huawei P20 – 2699 zł (w oficjalnej dystrybucji). 10-tka jest najdroższym smartfonem w portfolio Honora, P20 – młodszym bratem P20 Pro. Stoją w rozkroku pomiędzy klasą średnią – wyższą, a telefonami flagowymi. I niezależnie od tego, którego nie wybierzemy, i tak w ostatecznym rozrachunku wygra Huawei. Honor bowiem jest jego marką, więc pieniądze z zakupu popłyną do jednej kasy. Skąd taka różnica w cenie między podobnymi do siebie modelami? Po pierwsze Honor z założenia ma być tańszy, przeznaczony dla młodszych, a więc i mniej majętnych osób. Huawei zaś ma kojarzyć się z prestiżem, a jak wiadomo, za to trzeba zapłacić więcej. Po drugie, oba telefony choć podobne, to jednak nie są takie same. Zobaczmy, czym się różnią.

Wygląd, wykonanie

Honor 10 jest bardzo ładny. Przynajmniej z tyłu. Do testów trafiła mi się niebieska wersja kolorystyczna która jest niebieska pod warunkiem, że patrzymy na nią na wprost. Bo gdy spojrzymy na telefon pod innym kątem, niebieski zaczyna wpadać w intensywny fiolet. Efekt – kilka osób spytało się, jakiego w końcu koloru jest ten telefon, bo tak dziwnie się mieni… Czyli wysiłek projektantów się opłacił, cel został osiągnięty – smartfon przyciąga uwagę.

Niebiesko-fioletowy tył pokryty jest szkłem które zbiera odciski palców i może się stłuc, na szczęście w pudełku znalazłem przeźroczyste silikonowe etui, które zabierze telefonowi odrobinę uroku, ale da poczucie bezpieczeństwa. Smartfon jest oczywiście śliski, ale używałem już urządzeń o wiele gorszych pod tym względem, poza tym dzięki niewielkim wymiarom i lekko zaoblonym bokom trzyma się go w ręce bardzo pewnie. Drażni poziomy, mocno wystający ponad obudowę obiektyw podwójnego aparatu.

Cieszy za to obecność wyjścia mini-jack na słuchawki, umieszczonego na dole, obok USB-C i pojedynczego głośnika. Na prawym boku są przyciski (głośność, włączanie), na lewym tacka na dwie karty SIM. Jest też dioda podczerwieni (zmienimy Honora w pilota do domowych urządzeń). Przód to jedna tafla szkła z dziurką na głośnik do rozmów. Na dole poniżej wyświetlacza ukryto pod nią ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych (któremu poświęcę za chwilę sporo tekstu).

Ekran wykonano w technologii IPS TFT, ma przekątną 5,84 cala i 429 pixeli na cal. I niestety nie najlepszą jasność maksymalną – czyli mówiąc wprost jest dość ciemny. Na tyle, że o komfortowym korzystaniu w pełnym słońcu mowy być nie może.

Ma też „notcha” – wcięcie w górnej części ekranu – które jednym się podoba, drugim nie. Mi jest absolutnie obojętne i zupełnie nie zwracam na nie uwagi, a jeśli komuś przeszkadza, może go zamaskować w ustawieniach ekranu. W sumie wygląd i wykonanie Honora 10 należy ocenić na plus.

Podobnie jest z Huaweiem P20. Mój testowy egzemplarz miał kolor różowy (bo przecież prawdziwi mężczyźni różu się nie boją), który zmieniał natężenie w zależności od kąta, pod jakim na niego spoglądałem. Szklany tył oczywiście się palcuje, ale, być może dzięki takiemu kolorowi, śladów nie widać tak bardzo jak na niebieskim Honorze. Jest też bardziej płaski (choć także bardzo dobrze leży w dłoni), a szkiełko podwójnego aparatu też wystaje sporo nad powierzchnię, tyle, że tu położone jest pionowo a nie poziomo i znajdziemy pod nim logo współpracującej z Huaweiem firmy Leica.

Rozmieszczenie przycisków jest identyczne jak w Honorze. Brak jest za to (i tu spory minus dla P20) wyjścia mini-jack na słuchawki i diody podczerwieni.

Przód to ekran IPS TFT o przekątnej 5,8 cala i zagęszczeniu 429 pixeli na cal. W moim odczuciu jest od Honora 10 odrobinę jaśniejszy, przez co lepiej sprawdzi się w słoneczną pogodę, ale do ideału sporo mu brakuje.

Czytnik linii papilarnych to tradycyjna płytka pod wyświetlaczem, na górze jest „notch”, którego oczywiście możemy w ustawieniach wyłączyć.

Huawei jest od Honora cięższy (165 kontra 153 g.) i dla mnie to zaleta, bo dzięki temu sprawia wrażenie solidnego urządzenia a nie plastikowej zabawki. Dlatego też, choć oba telefony są bez wątpienia ładne, to wygląd i wykonanie P20 przypadły mi do gustu bardziej.

Odblokowywanie

W Honorze 10 mamy do dyspozycji czytnik linii papilarnych i odblokowywanie twarzą. Zacznijmy od tego pierwszego. Do tej pory we wszystkich telefonach Honora ten element był identyczny jak w Huaweiu. Czyli najlepszy na rynku, niezależnie nawet od klasy urządzenia. Tymczasem w Honorze 10 czytnik umieszczony pod taflą szkła przez pierwsze dwa tygodnie moich testów wołał wręcz o pomstę do nieba. Był nieprecyzyjny i nieprzewidywalny – czasem szybki, czasem niesłychanie wolny, a czasem nie chciał działać wcale. I gdy już miałem napisać, że eksperyment z ultradźwiękowym skanerem po prostu się nie powiódł, otrzymałem aktualizację. A w niej: „optymalizację komfortu korzystania z funkcji odblokowania palcem”. Czyli – tłumacząc na ludzki język – naprawiono coś, co wcześniej koncertowo… no wiecie co. I od momentu zainstalowania tej aktualizacji czytnik zaczął działać tak, jak działać powinien od początku – szybko, bezbłędnie i pewnie. Choć – ponieważ fizycznie nie czujemy go pod palcem, tak jak ma to miejsce w P20, może się zdarzyć, że nie trafimy w niego centralnie, a wtedy skaner nie zadziała. Wina leżeć będzie jednak już po naszej, a nie po jego stronie.

Odblokowywanie twarzą też zaczęło działać lepiej. Najwygodniejszą opcją dla tej metody jest włączenie „wybudzania urządzenia”. Telefon, gdy weźmiemy go do ręki, podświetla ekran i automatycznie rozpoznaje naszą twarz. I tak jak wcześniej z wybudzaniem bywało różnie, tak po aktualizacji wszystko stało na najwyższym poziomie.

W Huaweiu P20 sposoby na odblokowanie są identyczne. Czytnik linii papilarnych działa tak, jak na Huaweia przystało. Błyskawicznie, niezawodnie, na flagowym poziomie. Leciutko go dotykamy i już podświetla się ekran. Oczywiście tak samo sprawdzi się jako sposób nawigacji po telefonie. Także do odblokowywania twarzą nie mam zastrzeżeń, choć wybudzanie ekranu i rozpoznanie naszych rysów nie jest tak szybkie jak we flagowym P20 Pro.

System, działanie

Honor 10 napędzany jest topowym, ośmiordzeniowym procesorem Huaweia – HiSilikon Kirin 970. Do tego mamy 4 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci wbudowanej (nie ma slotu na kartę pamięci). Wynik w AnTuTu Benchmark to 197194 pkt. (najszybszy w tym rankingu OnePlus 6 ma 274910 pkt.). Wszystko powinno więc działać bardzo szybko i przez większość czasu właśnie tak się dzieje. Zdarza się jednak, że telefon wpada w stan zadumy, który trwa krótko, bo sekundę lub pół, ale jest zauważalny. Drażnić też mogą długie animacje, które sprawiają wrażenie, że telefon działa wolno. Polecam więc aktywować sobie uprawnienia programisty (klikając siedem razy w Numer Kompilacji, który znajdziemy w Informacjach o urządzeniu, następnie wejść w Opcje programisty, zjechać na dół do Skal animacji i ustawić wszystkie trzy na 0,5. Efekt pozytywnie Was zaskoczy).

Wersja Androida to 8.1 (tak jak nakładki EMUI), z poprawkami bezpieczeństwa z 1 kwietnia (stan na 7 czerwca 2018 r.). Oprogramowanie różni się niewiele od P20. Co ma Honor 10 a nie ma Huawei? Inteligentne obracanie (ekran obraca się zgodnie z kierunkiem twarzy – przydatne w łóżku) – to w Ustawieniach, a z aplikacji – Inteligentnego pilota i tryb Impreza (to możliwość równoczesnego odtwarzania muzyki na wielu urządzeniach). O rozbudowanych możliwościach nakładki EMUI pisałem wielokrotnie, z rzeczy najciekawszych i najbardziej użytecznych – jest Przestrzeń prywatna, Blokada aplikacji, Sejf plików, gesty knykciami, przycisk wiszący i aplikacje bliźniacze. Telefon ma NFC, GPS działa bez problemów, jakość rozmów jest bardzo dobra.

Huawei P20 napędzany jest dokładnie takim samym zestawem. Kirin 970, 4 GB RAM, 128 GB pamięci wbudowanej, 197490 pkt. w Antutu Benchmark. Jednak w przeciwieństwie do Honora 10 przez dwa tygodnie na żadnej zadumie i zmyśleniu go nie złapałem. Jest cały czas bardzo szybki. Android to także wersja 8.1, tak jak EMUI, poprawki bezpieczeństwa identyczne. Oprogramowanie – bogatsze. Największa różnica to Łatwa projekcja, czyli możliwość podłączenia telefonu do monitora, klawiatury i myszki i korzystania z niego jak z komputera. Mamy też ustawienia dźwięku Dolby Atmos, Cyfrowy zestaw słuchawkowy i Tryb Obsługi w rękawiczkach. GPS, NFC, rozmowy telefoniczne – wszystko działa tak, jak należy.

Zdjęcia, filmy

Honor 10 wyposażono w podwójny zestaw aparatów z tyłu – bez sygnatury Leica, za to ze wspomaganiem sztucznej inteligencji. Obiektywy mają: 24 mpx i 16 mpx z przesłoną 1.8 (tył) i 24 mpx z przesłoną 2.0 (przód). Nie ma optycznej stabilizacji obrazu. W opcjach aparatu nie znajdziemy trybu nocnego, znanego z Huaweia, gdzie trzymając telefon w ręce możemy zrobić ostre zdjęcie korzystając z długiego czasu naświetlania. Jest tylko tradycyjny Tryb Nocny, do znalezienia w sekcji „Więcej” w którym konieczne będzie unieruchomienie smartfona na dłuższą chwilę. Są też tam tryby: Pro, HDR, Model 3D, Tryb Artystyczny. Mamy też, w przeciwieństwie do Huaweia, „Obiektyw AR”, gdzie możemy sobie zrobić zdjęcie z uszami królika czy myszki na tle londyńskiego Big Bena… Skoro Honor z założenia skierowany jest do ludzi młodych, to pewnie ma to jakiś sens.

Włączanie i wyłączanie sztucznej inteligencji (AI) mamy na wierzchu, a nie jak w Huaweiu – głęboko w ustawieniach. Już po zrobieniu zdjęcia, klikając ikonkę AI, możemy zobaczyć jak fotografia wygląda bez filtrów na nie nałożonych i jeśli taka wersja będzie nam odpowiadała bardziej – możemy ją sobie zapisać wchodząc w edycję zdjęcia.

AI bardzo ingeruje w ich wygląd, informując nas jaki scenariusz wybiera. Ustawienia dobiera bardzo szybko, zazwyczaj podbijając kolory – zwłaszcza zielony, czy przestawiając się w tryb portretowy. Fotografie mogą się podobać, dzięki jasnym przesłonom wychodzą nieźle nawet w nocy, nie ma problemów z łapaniem ostrości – generalnie jest bardzo dobrze. Pozytywnie należy też ocenić kamerkę do selfie.

Filmy także wychodzą nie najgorzej, wideo nakręcimy w rozdzielczości 4K, FHD (60 i 30 FPS) i HD. Elektroniczna stabilizacja obrazu działa w rozdzielczości FHD w 30 klatkach na sekundę, przy rozdzielczościach wyższych obraz nie jest już stabilizowany.

W Huaweiu P20 optyka jest sygnowana współpracującą z Chińczykami niemiecką firmą Leica. Obiektywy z tyłu mają: 12 mpx (przesłona 1.8) i 20 mpx (przesłona 1.6), z przodu zaś 24 mpx (przesłona 2.0).
Spisują się doskonale. Mamy znany ze starszego brata P20 Pro tryb nocny, który potrafi zdziałać prawdziwe cuda w ciemnościach, sztuczna inteligencja nie ingeruje w sposób tak „krzykliwy” jak w młodzieżowym Honorze 10, a jej włączanie bądź wyłączanie jest zakopane głęboko w ustawieniach. 

Patrząc się na specyfikację, różnica w zdjęciach pomiędzy oboma modelami powinna być duża (na korzyść Huaweia), w praktyce jednak tak nie jest. Oba telefony robią po prostu bardzo ładne i efektowne zdjęcia.

W filmach lepiej radzi sobie P20, elektroniczna stabilizacja obrazu jest dostępna tak jak w Honorze 10 do rozdzielczości FHD w 30 klatkach na sekundę, wyżej, czyli w 60 klatkach i w 4K już nie.

Audio

W Honorze 10 mamy wejście mini-jack na słuchawki, czyli coś, czego producenci pozbawiają nas coraz częściej. Tu na szczęście tak się nie stało i oby Honor opierał się tej modzie jak najdłużej. Co do jakości dźwięku – szału nie ma, nie jest to telefon wybitnie muzyczny, ale też specjalnie nie ma na co narzekać. Mamy „Efekty dźwiękowe Huawei Histen”, w których możemy wybrać sobie tryb odtwarzania (Auto, Audio 3D, Naturalny, Standardowy) oraz rodzaj zestawu słuchawkowego i w zasadzie każdy powinien znaleźć odpowiadające mu ustawienie.

W Huaweiu P20 zamiast „Huawei Histen” znajdziemy „Dolby Atmos”. Możliwości ustawień dźwięku jest mniej, za to telefon gra lepiej. Co ciekawe – moim zdaniem nawet od droższego P20 Pro. Denerwuje brak wejścia słuchawkowego i konieczność posiłkowania się przejściówką, którą znajdziemy w pudełku.

Bateria

Ta w Honorze 10 ma pojemność 3320 mAh i możliwość szybkiego ładowania, która bardzo się przyda, bo telefon nie jest długodystansowcem. Wytrzyma dzień pracy z dala od ładowarki, (może półtora, jeśli nie będziecie go zbytnio obciążać) i jakieś 3, 4 godziny pracy na włączonym ekranie (wszystko zależy od tego, co na telefonie robicie).

W Huaweiu P20 mamy nieznacznie więcej mAh, bo 3400, ale czas pracy tego telefonu jest w zasadzie identyczny jak Honora. I na szczęście tak samo możemy go szybko naładować. Anie jeden ani drugi mocarzem w tej dziedzinie po prostu nie jest.

Czyli...

Choć przez prawie dwa tygodnie używanie Honora 10 nie było przyjemne, to jednak dzięki otrzymanej aktualizacji telefon nadrobił dystans do Huaweia P20. Dlatego gdybym miał kupić któryś z tych telefonów, wybrałbym Honora 10. Jest tańszy, a różnice między nimi, choć są, to moim zdaniem nie warte tak dużej dopłaty do P20. Smartfon Huaweia jest świetny, tylko nieco za wysoko wyceniony.