Producenci mają różne pomysły na smartfony ze średniej półki. Jedni stawiają na prostotę, wychodząc z założenia, że najlepiej dostarczyć klientowi niezbędne minimum. Inni wybierają podejście „na bogato”, dodając całe mnóstwo aplikacji i programów – nigdy przecież nie wiadomo, co i kiedy może się przydać. Oba podejścia mają swoje plusy i minusy. To pierwsze zapewnia zazwyczaj płynną pracę sprzętu, ale też naraża na pisanie o smartfonie per „golas”. To drugie powoduje zaś, że użytkownicy czują się zaopiekowani niemal tak, jakby kupili telefon wyższej klasy, za to procesor ze średniej półki od czasu do czasu może „nie dać rady”. Mam nieodparte wrażenie, że Asus Zenfone 5 padł właśnie ofiarą filozofii „na bogato”. Bo wszyscy zaczęli traktować go jako „zabójcę flagowców” – mityczny smartfon, który za dużo mniejsze pieniądze oferuje to samo, co najdroższe modele. I z takimi właśnie telefonami zaczęto go porównywać, z lubością wyciągając mu niedoskonałości i niedociągnięcia. Zenfona 5 należy zaś traktować jako bardzo dobrego przedstawiciela klasy średniej i stawiać w jednym szeregu z takimi telefonami. Spójrzmy więc na niego właśnie takim – sprawiedliwym okiem.

Wygląd, wykonanie

To bez dwóch zdań jedna z mocniejszych stron Zenfona 5. Telefon wykonany jest we „flagowym” stylu, z pleckami ze szkła, które wyglądają efektownie i równie efektownie zbierają odciski palców. Do testów trafiła mi się wersja niebieska (midnight blue), która na moje niewprawne oko z niebieskim nie ma za wiele wspólnego, a bliżej jej do ciemnego odcienia koloru srebrnego, ale mniejsza o to. Najważniejsze, że jest bardzo ładna, choć niezbyt oryginalna, bo ewidentnie wpisuje się w trendy inspiracji iPhonem X. Podwójna kamera umieszczona jest w prawym rogu i nieco wystaje ponad powierzchnię, zaś czytnik linii papilarnych trafił na plecki, w miejsce w którym naturalnie ląduje nasz palec.

Przód to ekran o przekątnej 6,2 cala, otoczony wąskimi ale wciąż wygodnymi w trzymaniu metalowymi ramkami, z notchem na górze (możemy go ukryć w Ustawieniach), wyjściem na słuchawki i USB C na dole oraz przyciskami: włączania i regulacji głośności na prawym boku.

Wyświetlacz wykonano w technologii IPS TFT, rozdzielczość to FHD + z zagęszczeniem 402 pikseli na cal, co daje nam świetną ostrość obrazu. I jest to jeden z najlepszych ekranów typu IPS, jaki przyszło mi używać. Kolory są żywe, nasycone, a jasność maksymalna tak wysoka, że używanie Zenfona 5 w słoneczne dni nie było najmniejszym problemem. Uczciwie muszę się przyznać, że myślałem że jest to wyświetlacz AMOLED, i dopiero rzut okiem na specyfikację wyprowadził mnie z błędu. Asusowi należą się wielkie brawa. Norm wodo i pyło szczelności brak, ale w klasie średniej nie mam z tym najmniejszego problemu.

Działanie, oprogramowanie

Sercem Zenfona 5 jest Snapdragon 636, wspomagany 4 GB pamięci RAM. Do tego mamy 64 GB pamięci wbudowanej (z możliwością jej rozszerzenia). W AnTuTu Benchmark ten zestaw wyciąga… No właśnie. Gdy włączymy „przyspieszenie AI”, czyli sztuczną inteligencję, do czego Zenfone 5 nas nakłania, wynik to 136527 pkt. Gdy oprzemy się jego namowom, uzyskamy 124322 pkt. Różnica jest spora, i za bardziej miarodajny należy raczej brać ten drugi wynik, bo trybu „przyspieszenia” nie używamy na co dzień. Sztuczna inteligencja w tym telefonie to coś, co producent podkreśla w swoich marketingowych przekazach, i co znajdziemy jeszcze w: pracy ekranu, ładowaniu i aparacie fotograficznym.

Jak telefon pracuje? Szybko i pewnie, na poziomie średniej klasy wyższej. Nie musimy czekać ani na uruchamianie się aplikacji, ani na wczytywanie się stron, przez trzy tygodnie obcowania ze smartfonem nie przyłapałem go na żadnym dłuższym zamyśleniu. Ale – niestety nie mogę napisać, że używało mi się go bezproblemowo. Wszystko za sprawą oprogramowania. Android w wersji 8.0 przykryty jest nakładką ZENUI. Bliższe się z nią zaznajomienie wymaga chwili czasu, i lepiej to zrobić. Inaczej będziemy cierpieć z powodu braku powiadomień czy zamykających się w tle aplikacji. Producent bowiem ustala działanie smartfona tak, by w jak największym stopniu oszczędzić baterię. I to mu się udaje, ale korzyść uzyskana w jednym miejscu powoduje stratę w innym. By to poprawić, należy wejść w apkę „Mobilny menedżer”, następnie w „Użycie danych” a tam w „ogranicz użycie danych”. Następnie klikamy w trzy kwadraciki w prawym górnym roku i wchodzimy w „Oszczędzanie danych”. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak je wyłączyć, bądź pozostawić włączone, ale nadać wybranym przez nas programom uprawnienia do działania w tle. Tyle teoria, w praktyce nie udało mi się jednak np. wymusić powiadomień z You Tube, mimo nadania mu odpowiednich uprawnień. Zdarzyło się też kilka razy, że kalendarz albo aplikacja pogody „utknęły” w jednym dniu i nie były w stanie się odświeżyć, pomagało dopiero wyłączenie i włączenie telefonu.

Co ciekawego możemy znaleźć w „Ustawieniach”? Jest tego sporo. Wchodząc np. w „Zaawansowane” natkniemy się na:
Page Marker – który umożliwia nam pobieranie artykułów i czytanie ich w trybie offline (przydatne w samolocie).
Twin Apps – czyli korzystanie z dwóch rożnych kont dla jednej aplikacji (tu Facebook, Instagram, Messenger i You Tube).
Dżin gier – w którym możemy m.in. podnieść wydajność procesora podczas gry, nagrać rozgrywkę, czy strumieniować ją na You Tube czy Twicha.
ZeniMoji – a jakże, jeśli chcemy zaprezentować się naszym znajomym jako królik, miś czy koń – droga wolna.
Ochrona ZenUI – czyli połączenia SOS i raportowanie lokalizacji.

Funkcje inteligentne (jak przypuszczam związane ze sztuczną inteligencją). A w nich:
OptiFlex – który przyspiesza uruchamianie aplikacji.
Sugeruj aplikacje – telefon pokazuje na pasku na dole ekranu te aplikacje, z których jego zdaniem chcemy skorzystać (dostępne tylko z poziomu szuflady z aplikacjami).
Inteligentne ładowanie – telefon uczy się naszego sposobu ładowania i robi to tak, by chronić baterię.
Inteligentny ekran włączony – czyli gdy na niego patrzymy (w pozycji pionowej) wyświetlacz się nie zgasi.
Inteligentny dzwonek – telefon sam będzie regulował jego głośność w zależności od otoczenia, w jakim przebywamy.

Są jeszcze tryby: dla dzieci i łatwy, gesty czytnika linii papilarnych (możemy nim zsunąć belkę z powiadomieniami) i ZenMotion, w którym sprytnie ukryto mnóstwo przydatnych ustawień takich jak: dwukrotne stuknięcie w celu wybudzenia i wyłączenia ekranu, podniesienia telefonu do ucha, by automatycznie odebrać połączenie, czy rysowania liter na wygaszonym ekranie, by uruchomić konkretną aplikację.

I teraz jeszcze raz przypomnę – to wszystko jest tylko w jednej z 14 zakładek „Ustawień” – w „Zaawansowanych”. Czy już pisałem, że Asus podszedł do Zenfona 5 „na bogato”?

Poza tym – Zenfona 5 możemy odblokować nie tylko czytnikiem linii papilarnych (szybki i dokładny), ale i twarzą. Sam proces jej skanowania przebiega bardzo sprawnie, niestety gorzej jest z automatycznym wybudzaniem ekranu po podniesieniu telefonu – co powinno ułatwiać odblokowywanie, a niestety nie ułatwia.

Możemy podrasować sobie ustawienia wyświetlacza, możemy też ukryć notcha, ale tu uwaga. Oglądając np. filmy na You Tube i rozciągając ekran – notch się na nim pojawi. U innych producentów (Huawei), pasek z notchem jest w takich sytuacjach odcinany, tak by nie wchodził w obraz.

Mi osobiście jest żal, że w natłoku różnych funkcji i usprawnień nie znalazła się np. obsługa telefonu gestami – której jestem wielkim fanem, i która doskonale sprawdziła by się na tak wielkim ekranie, eliminując z niego przyciski funkcyjne. Oczywiście w Zenfonie 5 jest NFC, zamienimy więc go w kartę płatniczą, a GPS działa bez najmniejszego zarzutu.
Podsumowując – kto lubi grzebać w ustawieniach, zakocha się w Zenfonie 5 na zabój i będzie miał co robić przez długie wieczory. Zwolennicy minimalizmu i prostoty lepiej niech w jego stronę nawet nie patrzą.

Zdjęcia, wideo, audio

Uwaga, znowu będzie „na bogato”. Asus uraczył nas zestawem dwóch kamer z tyłu, jedna z nich jest szerokokątna. Mają 12 i 8 mpx, główna ma optyczną stabilizację obrazu i przesłonę 1.8, a ta druga łapie obraz aż w 120 stopniach. Kamerka do selfie ma 8 mpx i przesłonę 2.0. Mamy tryb portretowy z ładnym rozmywaniem tła, mamy tryb profesjonalny z mnogością ustawień i bardzo przyjaznym interfejsem, pod ręką jest HDR, zmiana formatu i przełączanie się pomiędzy kamerą zwykłą a szerokokątną. W zdjęcia ingeruje sztuczna inteligencja. Jak bardzo – tego niestety nie wiadomo, bo nie można jej wyłączyć, nie porównamy więc jak wygląda zdjęcie z i bez AI. Robiąc fotografie możemy ujrzeć na ekranie symbole – np. sowy przy zdjęciach nocnych, rośliny, bądź literkę T – gdy najedziemy kamerą na jakiś tekst – i telefon zapewne dobiera najlepsze jego zdaniem ustawienia dla odpowiedniej scenerii.

Zdjęcia z aparatu głównego są bardzo ładne, z żywymi, ale nie przesyconymi kolorami, HDR w trybie automatycznym doskonale wyciąga szczegóły z ciemności, a telefon nie ma problemów z łapaniem ostrości. W trybie portretowym od czasu do czasu Zenfon 5 rozmyje trochę za dużo głównego obiektu, ale generalnie też jest nieźle i można zrobić naprawdę efektownie wyglądającą fotkę.

Niestety gorzej jest z aparatem szerokokątnym… Po pierwsze przełączanie się pomiędzy obiektywami trwa długo (a w zasadzie za długo), a po drugie gdy zrobiłem nim zdjęcie, przychodziła kłopotliwa chwila w której zastanawiałem się, co z nim teraz zrobić. W większości je kasowałem, bo nie nadawały się do niczego – były nieostre, rozmazane, złej jakości. Kilka oczywiście zostawiłem – dla porównania, ale po tygodniu nauczyłem się już, że do tego trybu sięgać po prostu nie warto. Co najwyżej fotografując krajobraz, bez żadnych bliższych szczegółów. Jeżeli więc ktoś zamierza kupić ten telefon z powodu kamery szerokokątnej – odradzam.

Selfie natomiast – jak najbardziej – są ładne i w trybie portretowym, i zwykłym. Gdy światła jest mniej, jakość zdjęć też spada, ale i tak jesteśmy w stanie wygenerować fotografie moim zdaniem adekwatne do klasy urządzenia.

Przejdźmy teraz do wideo, bo tu też ustawień mamy co niemiara. Rozdzielczości to: HD, HD (120 FPS), FHD (120 FPS), FHD (60 FPS), FHD, 18:9 i 4K. Wideo jest stabilizowane (czasami można odnieść wrażenie, że obraz nienaturalnie „pływa” i ingerencja elektronicznej stabilizacji jest zbyt duża), ale niestety jego jakość nie powala na kolana. Kamera często szuka ostrości, co daje nieprzyjemny efekt „myszkowania” i ja osobiście chętnie poświęciłbym którąś z wielu rozdzielczości na rzecz poprawy jakości nagrań.

W samych superlatywach będę mówił o audio. Dźwięk z głośników zewnętrznych to modne ostatnio „koślawe” stereo – płynie z tego na dolnej krawędzi (donośniejszy) i z tego do rozmów (słabszy). Jest głośno i czysto. Ale lepiej podłączyć do Zenfona 5 dobre słuchawki. Bo nie dość, że mamy wyjście na mini-jack, to jeszcze jest w nim zaszyty kodek audio dbający o jakość dźwięku. W połączeniu z kreatorem audio DTS daje to jeden z lepszych telefonów muzycznych, jaki ostatnio miałem w rękach.

Bateria

3300 mAh to nie jest gigantyczna wielkość, na szczęście telefon obchodzi się z nią bardzo łaskawie. Bez problemu byłem w stanie używać Zenfona 5 do półtora dnia (w porywach nawet do dwóch), a czasy pracy na włączonym ekranie wahały się od 3 do ponad 5 h (z zapasem 20 proc. energii).

Czyli...
Za Zenfona 5 trzeba zapłacić 1700 zł bez złotówki. To dość dużo, ale znajduje uzasadnienie w jego jakości i podzespołach. W dół ciągnie go niestety oprogramowanie – powiedzenie „co za dużo to niezdrowo” pasuje tu wręcz idealnie. Pewnie kilka rzeczy da się poprawić aktualizacjami (przez 3 tygodnie miałem dwie), ale charakteru telefonu zmienić się już nie da. Jeśli więc ktoś poszukuje telefonu ze średniej półki z mnogością ustawień – Zenfone 5 będzie w sam raz dla niego. Miłośnicy bardziej zbalansowanych konstrukcji muszą skierować swoje oczy gdzie indziej.