Najnowszy flagowy produkt HTC nie jest telefonem idealnym, bo takiego telefonu nie ma. Ma swoje mocniejsze i słabsze strony. Ale jest w moim odczuciu najrówniejszym telefonem, jaki przyszło mi testować. Ktoś może utyskiwać, że ekran to Super LCD a nie AMOLED, ale zdecydowanie to jeden z najlepszych wyświetlaczy tego rodzaju. Ktoś inny wytknie brak wejścia słuchawkowego i oczywiście będzie miał rację, ale za to dźwięk na słuchawkach dołączonych do smartfona jest być może nawet najlepszy na rynku. W zasadzie na każde krytyczne zdanie dotyczące U12+ można odpowiedzieć rozsądnym kontrargumentem. Telefon wygląda świetnie, tak samo działa i sam w sobie jest swoją najlepszą reklamą. Tak, piję tu do reklam z udziałem coacha Mateusza Grzesiaka, którego HTC zatrudniło do promocji tego modelu. Osobiście uważam, że to raczej Mateusz Grzesiak powinien zapłacić za możliwość pokazywania się z U12+. Ale to tylko moje zdanie. Wracając zaś do samego urządzenia… Testowy model wylądował w mojej kieszeni na ponad trzy tygodnie i, zgodnie z moimi przypuszczeniami, okazał się doskonałym towarzyszem wakacyjnej ukraińskiej czarnomorskiej przygody, bez najmniejszego problemu zastępując i aparat i kamerę wideo.

Budowa, wykonanie

HTC U12+ prezentuje się świetnie, zwłaszcza w niebieskiej wersji kolorystycznej. Wszystko za sprawą przeźroczystych plecków, spod których wyzierają jego wnętrzności. Wygląda to nietuzinkowo i technologicznym maniakom z pewnością przypadnie do gustu. Tył telefonu jest szklany (powoli zaczynam tęsknić za solidnymi urządzeniami z metalu, które nie zbierały śladów palców i nie tłukły się przy każdym upadku – to taka uwaga natury ogólnej), delikatnie zaoblony po bokach, co sprawia, że mimo sporych rozmiarów i wagi (156.60 mm – wysokość, 73.90 mm – szerokość, 9.70 mm – grubość; 188 g – ciężar), trzyma się go w ręce dość komfortowo. Nie jest też przesadnie śliski, mi w każdym razie nigdy sam nie „uciekł” ze stołu czy kanapy.

Na wszelki wypadek HTC dorzuca do pudełka twarde plastikowe przeźroczyste etui, które powinno uchronić telefon w wypadku bliższego zetknięcia z podłożem, i które nie ujmuje specjalnie uroku urządzeniu.

Dwa słowa należy poświęcić trzem przyciskom, które znalazły się na prawym boku (regulacja głośności i włączanie). To pierwsze w smartfonowym świecie przyciski dotykowe a nie mechaniczne. Cała ramka HTC U12+ reaguje bowiem na dotyk (można w nią też pukać, o czym za chwilę) i producent, zamiast wycinać w niej dziury na klawisze, postanowił to wykorzystać. Przyciski wibrują, gdy się ich dotknie i moim zdaniem wrażenia z ich użytkowania nie są ani specjalnie lepsze, ani specjalnie gorsze od tych tradycyjnych. Są po prostu inne. W kilku recenzjach natknąłem się na spore utyskiwania na ich działanie, ale mój model nie miał tego problemu. Może miałem szczęście, bo skoro w ostatniej aktualizacji HTC zajęło się poprawą ich działania, to coś musiało być na rzeczy. Jednak w moim przypadku po jej zainstalowaniu nie zmieniło się nic – przyciski jak pracowały, tak dalej pracują bezproblemowo.

Na lewym boku wylądował hybrydowy slot na dwie karty SIM (zamiast jednej można używać kartę pamięci), na dolnej krawędzi mamy USB C i głośnik (jeden, ale dźwięk jest stereo, bo wydobywa się też z głośnika do rozmów umieszczonego nad ekranem). Nie mamy wyjścia mini-jack, co stale i nieustająco mi się nie podoba, niezależnie od tego, jaki dźwięk uzyskujemy na słuchawkach dostarczonych przez producenta.

Z tyłu telefonu mamy umieszczony centralnie czytnik linii papilarnych (działa bardzo dobrze) i podwójny obiektyw aparatu, położony poziomo, również centralnie.

Przód to 6 calowy ekran Super LCD (ze wsparciem HDR10) o rozdzielczości QHD+ i kosmicznym zagęszczeniu 537 pikseli na cal. Proporcje to 18:9 – HTC nie zdecydowało się na modne wcięcie, czyli „notcha”. Jakość panelu jest doskonała, kolory ładne i nasycone, ale jasność mogłaby być większa. Korzystając z tego telefonu na słońcu będziemy mieć problemy z komfortowym używaniem. Osobiście wolałbym, gdyby HTC zastosowało wyświetlacz typu AMOLED, ale z drugiej strony telefon będzie idealny dla tych, którzy nie są zwolennikami tej technologii. Ramki nad i pod ekranem są takiej samej szerokości, nad umieszczono aparat, diodę powiadomień (jest również Always on Display)  i głośnik do rozmów/muzyki.

W sumie U12+ podoba mi się bardzo, bo nie jest kopią iPhona jakich teraz pełno, ma swój styl i charakter, a w dodatku jest doskonale wykonany.

Oprogramowanie, działanie

Snapdragon 845 to najwydajniejszy w chwili obecnej procesor na rynku. I taka właśnie bestia Qalcomma napędza HTC U12+. Pomaga jej w tym 6 GB pamięci RAM, nic więc dziwnego, że w teście AnTuTu Benchmark telefon wyciąga 242455 pkt, co można przetłumaczyć mniej więcej tak – urządzenie natychmiast wykona każdą czynność, jaką mu polecicie. I przetrzyma w pamięci każdą zakładkę tak długo – aż jej nie wyczyścicie. Wszystko dzieje się przy tym super płynnie i do działania nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń. Zwrócić należy jednak uwagę, że od czasu do czasu U12+ robi się dość ciepły, i to w dodatku przy wykonywaniu prostych czynności. Z drugiej strony jednak nigdy nie zauważyłem, by miało to jakikolwiek wpływ na jego wydajność. Pamięci wbudowanej mamy 64 GB, możemy ją oczywiście rozszerzyć dodatkową kartą.

Telefon działa na Androidzie w wersji 8.0 z nakładką HTC Sense. To jedna z moich ulubionych nakładek, bo z jednej strony jest dość prosta w obsłudze, z drugiej – zawiera szereg przydatnych funkcji, które na szczęście nie atakują nas z lewa i prawa i od których trudno czasem się opędzić w innych telefonach. Najbardziej absorbujące jest HTC Sense Companion, które podaje nam liczbę kroków, porównując do innych dni albo podpowiada, by np. wziąć parasol, bo może padać. Oczywiście jeśli komuś takie podpowiedzi nie pasują, można je wyłączyć. Podobnie jak BlinkFeed – kartę wysuwaną z prawej strony, do której można przypisać wiadomości z News Republic oraz z Facebooka, Google+, Twittera i YouTube. Kartę Googla można wywołać przytrzymując dłużej przycisk „home”.

Wchodząc głębiej w ustawienia możemy m.in.:

  • Spersonalizować wygląd telefonu, zmieniając motywy (do ściągnięcia ze sklepu HTC, w tym w układzie dowolnym, w którym to my decydujemy co, jak, gdzie i w jakiej formie umieścić na pulpicie), czcionki czy wygląd ikon.
  • Ułożyć sobie pasek przycisków nawigacyjnych. HTC zrobiło tu coś, z czym nie spotkałem się jeszcze w żadnym innym telefonie. Na pasku może być ich aż pięć, paski (dwa) można przewijać, a jeden z przycisków służy do wygaszania ekranu. Jak dla mnie to doskonałe rozwiązanie do którego bardzo szybko się przyzwyczaiłem i szukam go (oczywiście nie znajdując), w każdym innym smartfonie w którym przyciski nawigacyjne wylądowały na wyświetlaczu. Na pasku może być też przycisk służący do robienia zrzutu ekranu, dostosowujący go do obsługi jedną ręką czy nagrywania ekranu.
  • Zmienić profil wyświetlanych kolorów i dostosować ich barwę.
  • Zmniejszyć rozdzielczość ekranu z Quad HD+ na FHD +, co powinno wydłużyć czas pracy na jednym ładowaniu.
  • Uruchomić gesty Motion Launch. To m.in. dwukrotne dotknięcie lub przesunięcie po wyświetlaczu palcem w górę w celu wybudzenia, czy dwukrotne przesunięcie palcem po wygaszonym wyświetlaczu w celu włączenia aparatu.

Osobny akapit trzeba poświęcić Edge Sense. Firma wprowadziła do swojej sztandarowej funkcji kilka zmian, bo ramki U12+ możemy już nie tylko ściskać, ale i… ostukiwać. Możemy więc ustawić sobie, jaką czynność bądź aplikację chcemy wywołać krótkim ściśnięciem oraz ściśnięciem i przytrzymaniem. Możemy też ustalić, co ściśnięcie ma powodować, gdy jesteśmy w konkretnej aplikacji (np. przybliżanie w mapach Google). Jest też gest przytrzymania ramek, dzięki czemu ekran się nie obróci ani nie przyciemni, gdy tego nie chcemy. Gdy zaś uderzymy w ramkę dwa razy (z lewej bądź prawej strony), również możemy wywołać konkretną czynność, aplikację albo panel szybkiego dostępu (także konfigurowalny). Ustawień jest więc mnóstwo, pytanie o ich użyteczność. Ja starałem się zaprzyjaźnić z Edge Sense po raz kolejny i muszę powiedzieć, że z każdym kolejnym modelem HTC wyposażonym w taką funkcję jest mi z nią coraz bardziej po drodze. W U12+ ustawiłem sobie robienie zrzutów ekranu krótkim ściśnięciem, zapalenie latarki długim i panel dostępu dwukrotnym uderzeniem. I z każdej z tych funkcji kilka razy skorzystałem. Ale skłamałbym pisząc, że będę za nią tęsknił, gdy już się z U12+ rozstanę. Jak dla mnie fajnie że jest, ale bez niej też da się żyć.

Telefon możemy odblokować czytnikiem linii papilarnych (działa dobrze) albo naszą twarzą. Wystarczy że podniesiemy urządzenie, wybudzimy ekran (np. dwukrotnym uderzeniem) a urządzenie zeskanuje nasze oblicze i się odblokuje. Na moje oko udaje się to bezbłędnie jakieś 7, 8 na 10 razy, jest więc nieźle, choć nie idealnie. Ale ponieważ można używać równocześnie tych dwóch metod, odblokowywanie U12+ spokojnie mogę nazwać bezproblemowym. Czytnikiem linii papilarnych możemy także zablokować dostęp do wybranych przez nas aplikacji (zrobimy to z poziomu aplikacji Boost+). Aplikacje możemy także ukryć (taką opcję znajdziemy klikając w trzy kropeczki w prawym górnym rogu ekranu na podstronie ze wszystkimi aplikacjami).

W telefonie jest oczywiście NFC, zamienimy go więc w kartę płatniczą, GPS działa bezbłędnie, a urządzenie błyskawicznie łączy się z każdym innym za pomocą modułu Bluetooth. WiFi jest dwuzakresowe, a jakość dźwięku podczas rozmów telefonicznych – doskonała. U12+jest także wodo i pyło odporne – spełnia normę IP68.

Zdjęcia, dźwięk, bateria

Pora na najmocniejszą moim zdaniem stronę tego telefonu, czyli możliwości zdjęciowe i wideo. Telefon ma w sumie cztery kamery – dwie z tyłu (12 i 16 mpx, ta pierwsza z przesłoną 1,75 i optyczną stabilizacją obrazu, druga z przesłoną 2.6, wykorzystywana jako teleobiektyw) i dwie z przodu (obie po 8 mpx, przesłona 2.0 i ). Jak działają? Po prostu znakomicie, choć w smartfonie nie znajdziecie tak popularnej ostatnio sztucznej inteligencji. Domyślałem się, że będzie dobrze, bo już poprzednik U12+ HTC U11 był pod tym względem doskonały, ale nie sądziłem, że będę aż tak zadowolony.

Telefon towarzyszył mi na wakacjach, w drugiej kieszeni miałem Huaweia P20 Pro, który przez wielu uznawany jest w chwili obecnej za mistrza mobilnej fotografii. I muszę powiedzieć, że jego przewagę widać było tylko w zdjęciach nocnych, a i tu musiało praktycznie nie być światła, by U12+ się poddał. W większości przypadków szedł łeb w łeb z flagowcem chińczyków. Zdjęcia ze smartfona „made in Taiwan” mają rewelacyjne, naturalne żywe kolory, są szczegółowe, z wielką ilością detali, ostrość łapana jest błyskawicznie (w Huaweiu minimalnie szybciej). Doskonały jest tryb portretowy (z obu kamer), a HDR Boost wydobywa szczegóły z największych ciemności. Wrażenie jest kolosalne, bo robiąc zdjęcie w trudnych warunkach oświetleniowych i patrząc się w tym czasie na ekran widzimy „ciemność”, a gdy oglądamy zrobioną już fotografię, okazuje się, że jest na niej jasno jak w dzień.

Jeszcze większe wrażenie zrobiły na mnie możliwości wideo tego telefonu. Filmy możemy nagrywać w rozdzielczościach HD, FHD i 4K (w każdej w 30 i 60 klatkach na sekundę). Stabilizacja obrazu jest znakomita, a zbieranie dźwięku – chyba najlepsze ze wszystkich smartfonów, jakie przyszło mi do tej pory testować. Wszystko dzięki czterem mikrofonom które znajdziemy w U12+. W dodatku możemy, wraz z zoomowaniem ujęć (bardzo płynne) zoomować także dźwięk oraz wybierać podczas nagrywania, czy ma on być zbierany z przodu (tak by lepiej było słychać np. to, co dzieje się na ulicy), czy z każdej strony telefonu (tak by było lepiej słychać nasz głos).

W sumie, jeśli dodamy do siebie fotografie i filmy, to HTC U12+ jest dla mnie obecnie najbardziej równym i kompletnym urządzeniem, bo zdjęciowo ustępuje Huaweiowi P20 Pro minimalnie, a pod względem nagrań bije go na głowę.

Równie imponująco telefon wypada pod względem jakości dźwięku. I to zarówno tego z głośników zewnętrznych, jak i na słuchawkach. Ten pierwszy jest stereo (muzyka o takim samym natężeniu płynie do nas z głośnika do rozmów i tego na dolnej krawędzi), donośny, głęboki i czysty. Ten ze słuchawek, które znajdziemy w pudełku, jest jeszcze lepszy. Słuchawki bowiem (na USB C, jeszcze raz napiszę, że nie ma wyjścia mini-jack, co mi się bardzo nie podoba) mają aktywną redukcję szumów oraz skanują nasze uszy w celu dobrania do nich najbardziej korzystnego dźwięku i stworzenia odpowiedniego profilu. Nie mamy już żadnego korektora, ale zdecydowanie nie jest on nam potrzebny. Wytknąć muszę jednak HTC dwie rzeczy. Po pierwsze w pudełku nie znajdziemy przejściówki, by podłączyć do telefonu nasze ulubione słuchawki. Po drugie – z przejściówkami innych firm urządzenie nie chce współpracować (próbowałem te od Huaweia i Motoroli). Jesteśmy więc skazani na dodatkowy zakup ze strony HTC z akcesoriami (koszt adaptera to 59 zł) , albo na – co prawda doskonałe – ale jednak – słuchawki HTC. A co będzie, jeśli je zgubimy… Na szczęście telefon obsługuje kodek aptX HD, więc dźwięk na słuchawkach Bluetooth także jest najwyższej jakości.

Z baterią nie jest już tak różowo. Ma 3500 mAh pojemności i starcza na dzień, choć mi zdarzyło się przy intensywnym używaniu, że musiałem telefon podładowywać, by dotrwał do wieczora. Ale bywało też i tak, że U12+ wytrzymywał dwa dni z dala od ładowarki. Jest przyzwoicie, a wszystko zależy od tego, jak smartfona używacie. W krytycznych chwilach pomaga szybkie ładowanie.

Czyli…

HTC U12+ jest smartfonem świetnym, który jednak moim zdaniem na razie rynkowego sukcesu nie odniesie. Wszystko za sprawą ceny, która jest na równi z produktami innych firm (3499 zł), zaufanie zaś do HTC jest trochę poniżej średniej. Niesłusznie. Temu telefonowi można zaufać, a realnie rzecz biorąc, swoje drugie, lepsze życie, rozpocznie on za kilka miesięcy, gdy cena wyraźnie spadnie. Tak jak to się stało z jego poprzednikiem, HTC U11, który kosztuje teraz 1799 zł (startował w zeszłym roku z pułapu 3249 zł), i który jest obecnie jednym z najlepszych wyborów wśród urządzeń poniżej 2 tys zł.