Po pierwsze. Ten pomysł to moduły. Nie jest nowy, bo Motorola lansuje go od 2016 r. Na czym polega? Możemy np. dopiąć do telefonu moduł aparatu fotograficznego (z 10-krotnym optycznym zoomem), głośnik, dodatkową baterię, moduł zamieniający telefon w przenośną konsolę do gry, czy nawet moduł drukujący natychmiast zrobione przez nas zdjęcie. Dzięki temu nasz smartfon albo zyskuje nową funkcję, albo w stopniu bardzo zaawansowanym rozwija tą już posiadaną, a my mamy jedno urządzenie do wszystkiego.

Po drugie. Nowe rynkowe zasady to proporcje ekranu. Gdy Motorola wprowadzała pierwszy modułowy smartfon na rynek, standardem były proporcje 16:9. Dziś to 18:9. Innych już się nie robi. Motorola zaś obiecała, i chwała jej za to, że przez trzy lata kolejne wersje telefonów będą z modułami kompatybilne. Kupiliście Moto Z Play, dokupiliście kilka modułów i macie gwarancję, że kolejne wersje tego telefonu też będą z nimi współpracować. To bardzo uczciwe podejście, które jednak okazało się dla firmy wyzwaniem. Bo nowe proporcje ekranu to inna konstrukcja smartfona. A moduły wciąż takie same… Motorola mogła oczywiście powiedzieć, sorry – coś obiecaliśmy, ale warunki się zmieniły, dziś już nikt nie kupi archaicznie wyglądającego urządzenia, musicie nam wybaczyć, ale moduły nie będą jednak pasować do kolejnej generacji Moto Z Play. Albo zacisnąć zęby i zrobić coś, by i wilk był syty, i owca cała. Wybrała drugą opcję, czyli zachowała się super uczciwie względem klientów, tyle, że w konstrukcji telefonu musiała pójść na pewne kompromisy, które, mówiąc szczerze, czasem trochę uwierają.

Budowa, wykonanie

Po pierwsze czytnik linii papilarnych zmienił swoje położenie i powędrował spod ekranu na prawy bok. I mi się to podoba, zawsze byłem entuzjastą takiego położenia, od lat zresztą tak robili Japończycy z Sony. Tyle, że tam był to przycisk, którym można było też wygasić ekran. Tu zaś jest to tylko płytka służąca do jego wybudzania, a przycisk włączania i wyłączania umieszczono na przeciwległym boku. I jest to niestety niewygodne rozwiązanie, zwłaszcza, że ekran możemy wygasić tylko w ten sposób (nie ma dwukrotnego uderzenia ani żadnego widżetu). Szkoda, że nie zdecydowano się na umieszczenie tego przycisku na prawym boku, w okolicach dostępnych dla kciuka. Niby drobnostka, a do końca testów uwierała mnie jak cierń w bucie.

A skoro już przy przyciskach jesteśmy, to i ten na lewym i te na prawym boku (do regulacji głośności) działają średnio, są bardzo małe, klikają bardzo miękko i skok jest trudno wyczuwalny. Na dolnej krawędzi znajdziemy USB typu C, głośnik, jeden, tradycyjnie dla „Motek” umieszczono nad ekranem, czyli w miejscu bardzo dobrym. Niestety, nie mamy wyjścia mini-jack na słuchawki, co nie podoba mi się bardzo i nie zrekompensuje tego ani dołączona do zestawu przejściówka, ani słuchawki na USB-C.

Tył telefonu jest szklany, a dwa obiektywy w charakterystycznym kółeczku bardzo wystają, więc jego krawędzie będą się rysowały i obijały, a z zakamarków trudno będzie wyciągnąć kurz i bród. Ten zresztą gromadzi się też w szczelinach pomiędzy ekranem a ramkami.

Słowa pochwały należą się za to za wyświetlacz. To Super AMOLED o przekątnej 6 cali i zagęszczeniu 402 pikseli na cal. Korzystanie z niego jest samą przyjemnością, bo kolory są doskonałe, nasycone, a jasność maksymalna bardzo dobra, więc bez większego problemu będziecie mogli używać go np. na plaży. Telefon jest cienki, leżałby w ręce lepiej gdyby jego boki były bardziej wyprofilowane, ale na to nie pozwalają moduły. Jest lepiej, gdy dopniemy do niego moduł z dodatkowym ogniwem, który producent dorzuca nam do zestawu. Ten jest już o wiele lepiej wyprofilowany, tyle że wtedy telefon robi się gruby i ciężki…
W sumie – wygląd Moto Z3 Play jest wypadkową kompromisów na jakie poszła firma, by klienci dostali nowocześnie wyglądające urządzenie. I biorąc to pod uwagę, oceniam go na plus.

Działanie

Snapdragon 636 i 4 GB pamięci RAM plus czysty Android (w wersji 8.0) zapewniają absolutnie bezproblemowe i płynne działanie (dla miłośników cyferek – wynik w AnTuTu Benchmark to 97437 pkt). Pamięci wbudowanej mamy 64 GB, z możliwością rozszerzenia kartą, jednak slot jest hybrydowy, stajemy więc przed dylematem: dwie karty SIM, bądź jedna plus karta pamięci.

Swoje dodatki do systemu Motorola ukryła w apce Moto. Znajdziemy tam „sugestie” czyli np. informacje o dostępnej pamięci czy szacowanym czasie pracy baterii, oraz „funkcje”, czyli m.in. gesty Moto czy wyświetlacz Moto. O wszystkich pisałem już wielokrotnie, np. w tej recenzji, ale o jednej nowej rzeczy warto wspomnieć. To „nawigacja jednym przyciskiem”. W Motorolach z czytnikiem linii papilarnych pod ekranem można było dzięki niej dodać do niego wiele funkcjonalności, w tym wygasić ekran. Tu czytnik jest gdzie indziej, więc zastąpić go musiała cienka kreseczka, która pojawia się na dole ekranu (zajmuje zdecydowanie mniej miejsca niż przyciski funkcyjne). Gesty są identyczne jak te wykonywane na czytniku – przesunięcie po niej z prawej w lewą stronę to ruch wstecz; przesunięcie z lewej w prawą wywołuje listę ostatnio używanych aplikacji; dwukrotne szybkie przesunięcie z lewej w prawą to poruszanie się między dwoma ostatnio używanymi aplikacjami, a długie przytrzymanie palca wywołuje kartę Googla. Nie możemy jednak wygasić nią ekranu. Szkoda.

Telefon możemy odblokować twarzą – po jego podniesieniu – ale wtedy musimy jeszcze przesunąć palcem po ekranie żeby go odblokować; bądź po włączeniu przycisku zasilania – i tu Z3 Play robi wszystko za nas. Funkcja działa szybko i bezproblemowo.

Diodę zastępuje „wyświetlacz Moto”, pokazujący wszystkie powiadomienia na ekranie, jest oczywiście NFC, a WiFi jest dwuzakresowe.

Lekkim rozczarowaniem są dla mnie możliwości muzyczne tego telefonu – nie ma w nim bowiem nie tylko wyjścia mini-jack na słuchawki, ale przede wszystkim aplikacji Dolby Audio – która jest np. w sporo tańszej Motoroli G6 Plus. Dziwne i dla mnie niezrozumiałe. Dźwięk na słuchawkach jest OK, ale nic poza tym.

Zdjęcia, wideo, bateria

Z tyłu telefonu kamery są dwie (12 mpx z przesłoną 1.7 i 5 mpx), z przodu jedna (8 mpx, 2.0). Zestaw znany, który w moim przypadku sprawdził się znakomicie. Telefon bowiem, jak i kilka innych, towarzyszył mi na wakacjach, tyle, że ten miał zadanie najtrudniejsze – trafił w ręce mojej żony, która namiętnie uwieczniała nim w zasadzie wszystko – od pięknych cerkiew zaczynając, przez uroki plażowania, na ukraińskich toaletach kończąc. A ponieważ na wyjazdach posługuje się wysłużonym, ale jednak wciąż nie najgorszym Canonem Power Shot, którego tym razem zapomnieliśmy, bałem się, że mobilna fotografia nieco ją rozczaruje. Na szczęście – byłem w błędzie. Około tysiąca zdjęć – to wynik moim zdaniem dość imponujący i pokazujący, że Moto Z3 Play mówiąc kolokwialnie „daje radę”. Zdjęcia mają bardzo ładne, żywe kolory, nie są „przepalone”, HDR w trybie automatycznym dobrze wydobywa szczegóły z cienia, z łapaniem ostrości też jest nieźle, choć brak optycznej stabilizacji obrazu daje się zauważyć. Efektownie prezentuje się tryb portretowy, selfie wypadają też przyzwoicie. Oczywiście im ciemniej tym gorzej, więc wyciąganie Moto Z3 Play po zmroku nie ma większego sensu, ale w sumie kamerę oceniłbym na mocne 4 (w skali 6 stopniowej).

Zaskakująco dobrze wychodzą nagrania wideo (4K, FHD 30 i 60 fps), wspomagane elektroniczną stabilizacją.

Bateria ma 3000 mAh i wystarcza na dzień pracy. Ale w pudełku znajdziemy mod PowerPack o pojemności 2220 mAh i po podłączeniu go do smartfona mamy do dyspozycji imponujące 5220 mAh (musimy tylko pamiętać o aktywowaniu moda w ustawieniach ściąganych z górnej belki, gdy bateria w telefonie już się wyczerpuje). A to pozwala nam przeżyć bez ładowarki dwa, do trzech dni – konkurencja tyle nie potrafi. Z3 Play obsługuje też szybkie ładowanie (Turbo ładowarka jest w pudełku).

Czyli…

Moto Z3 Play kosztuje 1999 zł. To dużo, jak na smartfon o takich parametrach. Za dobre pomysły trzeba jednak płacić. Jeśli więc ktoś jest np. posiadaczem pierwszej wersji Moto Z Play oraz kilku modów, śmiało może myśleć o wymianie telefonu. Moto Z2 Play? Tu różnica w specyfikacji, oczywiście poza proporcjami ekranu, nie jest już tak duża, więc zakup trzeba dobrze przemyśleć. Jeśli komuś podoba się idea modów, nie powinien się zastanawiać, bo Z3 Play jest bardzo fajnym telefonem. Ale jeśli do modów nie jesteśmy przekonani i nie mamy zamiaru ich używać, lepiej spojrzeć w stronę innego modelu. Np. Moto G6 Plus. Jest tańszy i bardziej udany od Moto Z3 Play (poza ekranem), bo przy jego tworzeniu Motorola nie musiała iść na żadne kompromisy.