Zanim jednak przejdę do samego telefonu, muszę wziąć w obronę BlackBerry. Bo oto od jakiegoś czasu pojawiają się w internecie recenzje modelu Key2, w których porównuje się go do najwydajniejszych i najszybszych smartfonów na rynku. To trochę tak, jakby porównywać bolid F1 z off roadową terenówką. Ok, i to i to ma koła i kierownicę, ale nikt o zdrowych zmysłach nie wjedzie wyścigówką do lasu ani terenówką na tor, bo to pojazdy o zupełnie innym przeznaczeniu. Czy ktoś rozsądny będzie narzekać, że kwadratowy, wysoko zawieszony wehikuł nie popędzi 300 km/h i nie rozpędzi się do setki w trzy sekundy, a niski bolid nie przejedzie przez bagna? Oczywiście, właściciele jednych będą się patrzeć na drugich z pobłażaniem, dziwiąc się, jak można jeździć takim autem, ale przecież każde z nich ma sens, tylko dla innej grupy klientów. Podobnie jest ze smartfonami – jedne są przeznaczone głównie do konsumpcji mediów, czyli wgapiania się w Netflixy, Youtuby i grania w gry, drugie – do dokładnego pisania, odpowiadania na maile, setki wiadomości i dbania o bezpieczeństwo danych. I to i to smartfon, ale ich idea jest kompletnie inna. Te pierwsze są dla szerokiej grupy odbiorców, te drugie dla wąskiej, ale nie widzę sensu w odmawianiu im prawa istnienia.

W ten sposób powinienem płynnie przejść do BB K2, ale by dobrze opisać ten model, muszę wspomnieć o jego poprzedniku, BB KeyOne. W tej recenzji określiłem go najlepszym służbowym telefonem na świecie i jeśli chodzi o koncepcję, swego zdania nie zmieniam. Po kilku miesiącach z nim spędzonych nie mogę jednak dobrze napisać o jego działaniu. Prawda jest bowiem taka, że procesor Snapdragon 625 w połączeniu z 3 GB pamięci RAM nie dają rady w komfortowym obsłużeniu oprogramowania. I mówiąc złośliwie, smartfon z BlackBerry zmienił się w „Lagberry”, czyli urządzenie łapiące zawiechy i lagi o wiele za długie i o wiele za częste. Kłopotem staje się nawet zakończenie rozmowy telefonicznej, o przeglądaniu internetu nie wspominając. Dlatego biorąc BB Key2 na testy najwięcej uwagi zwracałem właśnie na jego działanie. I jestem nim bardzo pozytywnie zaskoczony. Oraz kilkoma innymi rzeczami.

Wygląd, wykonanie

Po pierwsze – klawiaturą. W zasadzie nie wiedziałem, że ta w modelu KeyOne jest za mała do momentu, gdy wziąłem Key2 do ręki. Tu każdy klawisz jest osobną, wydzieloną wyspą, doskonale wyczuwalną pod palcami, odległości pomiędzy nimi są zdecydowanie większe i pisze się na niej o niebo wygodniej i szybciej niż na tej ze starszego modelu. A dzięki temu, że zyskała kilka mm na wysokości, tym razem bez problemu możemy zamienić ją w touchpad i jeździć po niej palcem bez obawy, że przez przypadek dotkniemy przycisku „home” i wszystko nam zniknie. Kto używa BB KeyOne ten wie, o czym piszę. Klawiatura w starszym modelu była za to odrobinę lepiej podświetlona, w nowym zwłaszcza cyfry są słabo widoczne.

Drugą świetną sprawą jest zgrupowanie wszystkich przycisków (regulacji głośności, włączania i funkcyjnego) na prawym boku. W starszym modelu, jeśli nie chcieliśmy korzystać z dwukrotnego uderzenia w ekran w celu jego wygaszenia, musieliśmy naciągać nasz palec wskazujący. Teraz wszystko mamy w zasięgu kciuka, a przycisk włączania/wyłączania telefonu ma specjalnie chropowatą powierzchnię, by nie pomylił nam się z funkcyjnym.

Po trzecie – telefon jest od swojego poprzednika minimalnie smuklejszy, bardziej kwadratowy i lepiej leży w dłoni, ale jest to moje indywidualne odczucie. Zmieniono także tył smartfona, pokryto go bowiem tworzywem o charakterystycznej, chropowatej fakturze, które jest odrobinę twardsze niż to w BB KeyOne. Telefon jednak nadal doskonale trzyma się w dłoni i nie jest śliski. Inaczej wygląda też aparat – tym razem mamy do czynienia z dwoma, a nie jednym obiektywem.

Bez zmian pozostał wyświetlacz, który nadal ma przekątną 4,5 cala (433 ppi), wykonany jest w technologii IPS TFT, i zapewnia niezły komfort pracy nawet w słoneczne dni. Na plus konsekwentne pozostawienie wejścia mini-jack na słuchawki, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste.

Czytnik linii papilarnych umieszczono w klawiszu spacji i działa on bardzo dobrze – wystarczy przyłożyć do niego palec i telefon zostanie natychmiast odblokowany.
W sumie z jednej strony zmiany można nazwać kosmetycznymi, z drugiej – niesłychanie wręcz poprawiają wrażenia z używania BlackBerry Key2. Wiadomo przecież nie od dziś, że diabeł tkwi w szczegółach. Widać, że w firmie ktoś myśli i zwraca uwagę na to, co mówią użytkownicy. Na usta ciśnie się jednak pytanie: nie można było tak od razu?

Specyfikacja, działanie

Zacznijmy od technikaliów, bo one determinują pracę tego urządzenia. Tym razem, być może ucząc się na błędach, postawiono na mocniejszą jednostkę i większą ilość RAM-u. Mamy więc Snapdragona 660 zamiast 625 i 6 zamiast 3 GB pamięci RAM. I ten układ zapewnia bardzo przyjemną i bezproblemową pracę. Zwraca zwłaszcza uwagę długie trzymanie zakładek w pamięci, przez co można do nich wracać w mgnieniu oka. Nie zauważyłem też żadnych objawów spowolnienia systemu czy klatkowania animacji, a jak już pisałem, na takie rzeczy byłem szczególnie wyczulony. W AnTuTu Benchmark taki układ wyciąga niezłe 139447 pkt i nie pozostaje mi nic innego jak mieć nadzieję, że na dłuższym dystansie BlackBerry Key2 będzie działać równie żwawo jak w czasie trzech tygodni testów.
Dla porządku – pamięci wbudowanej mamy 64 GB, możemy ją rozszerzyć kartą pamięci, a egzemplarz który miałem w rękach, obsługiwał jedną kartę SIM.

Smartfon bardzo dobrze radzi sobie z nawigacją, GPS szybko wyszukuje satelity i trzyma połączenie, prowadząc nas bezbłędnie z punktu A do punktu B. Na pokładzie obecny jest moduł NFC, co w biznesowym telefonie jest raczej „oczywistą oczywistością” i spokojnie zamienimy Key2 w kartę płatniczą, na wysokim poziomie stoją też rozmowy głosowe. Sam głośnik jest bardzo donośny i biorąc pod uwagę to, że nie jest przeznaczony do słuchania utworów Mozarta ale informowania nas o przychodzącym połączeniu, nie powiem o nim złego słowa. Jest też dioda powiadomień, a do przeglądania zdjęć czy słuchania muzyki musimy używać aplikacji Googla.

Oprogramowanie, klawiatura

Tu mógłbym przekleić fragment swojej recenzji BlackBerry KeyOne, bo w zasadzie w kwestii oprogramowania nie zmieniło się nic. Wciąż mamy komunikator BlackBerry Messenger, rewelacyjny BB Hub, zbierający wszystkie powiadomienia w jednym miejscu, menadżer telefonu DTEK, Password Keeper – do przechowywania haseł, Privacy Shade – do zasłaniania ekranu przed niepowołanymi oczami, aplikacje do przenoszenia zawartości ze starego telefonu czy przeszukiwania urządzenia. Jest też radio. Mamy w końcu i skrytkę zabezpieczoną odciskiem palca lub PIN-em. Możemy przenosić do niej wybrane pliki, ale też robić zdjęcia czy filmy, które automatycznie zapiszą się właśnie w niej. Wystarczy, że zrobimy je, uruchamiając migawkę nie dotykając ekranu, ale czytnika linii papilarnych.
Jest przycisk funkcyjny – dzięki któremu mamy szybki dostęp do konkretnych czynności (np. włączanie latarki) czy aplikacji, a z boku ekranu wyciągniemy kartę z kalendarzem, powiadomieniami, kontaktami czy widżetami.
BlackBerry oferuje oczywiście, jak zapewnia producent, najbardziej zaawansowaną ochronę danych i prywatności użytkownika w androidowym świecie.

W klawiaturze, w porównaniu do BB KeyOne jest jedna nowość. To Speed Key, (ostatni po prawej stronie w dolnym rzędzie), dzięki któremu możemy korzystać ze skrótów klawiaturowych bez wychodzenia z aplikacji. Reszta została po staremu, czyli po pierwsze – nieograniczona w zasadzie liczba skrótów (do każdego klawisza możemy przypisać dwa – działające po krótkim i długim przyciśnięciu), co jest niesłychanie wygodną rzeczą.
Identycznie wygląda też kwestia pisania, z tym, że dzięki większej klawiaturze jest ono zdecydowanie wygodniejsze. Wciąż pozostawiono możliwość pisania po niej swypem (identycznie jak po klawiaturze ekranowej), wciąż też jest możliwość używania obu klawiatur (co moim zdaniem w tym telefonie pozbawione jest większego sensu). Świetnie działają podpowiedzi, więc w zasadzie wystarczy wcisnąć dwie, trzy literki i już na pasku nad klawiaturą pojawia się odpowiednie słowo, które wysyłamy na ekran przesunięciem po niej palcem. Pisanie jest więc stosunkowo szybkie (choć ja osobiście szybciej piszę swypem na klawiaturze Googla), ale co najważniejsze, jest bardzo dokładne. Klawiatura numeryczna działa po dwukrotnym przyciśnięciu „alt”, wielkie litery to dwukrotne wciśnięcie strzałki, polskie znaki pojawiają się na ekranie po dłuższym wciśnięciu litery i trzeba je wybierać osobno. Bardzo rozbudowany jest też system zaznaczania czy przechowywania w schowku fragmentów tekstu. Wszystko wymaga oczywiście oswojenia, ale dla osób, którym „cały czas coś się niechcący wciska” w normalnych smartfonach, BB Key2 będzie wyborem idealnym. Tak samo jak dla tych, którzy chcą pisać bez błędów.

Zdjęcia, bateria

To jedno z moich większych zaskoczeń w tym telefonie. Bo przecież nie chodzi w nim o multimedia, tymczasem jakość zdjęć oraz nagrań wideo stoi na bardzo dobrym poziomie, o wiele lepszym niż w BB KeyOne. Wszystko za sprawą użycia podwójnej kamery głównej. Oba obiektywy mają po 12 mpx, jeden światło 1.8, drugi 2.6, mamy więc i dwukrotny bezstratny zoom i bardzo dobry tryb portretowy z rozmywaniem tła. Jest dużo szczegółów, ładne, naturalne kolory, szybkie łapanie ostrości. Oczywiście gdy światła jest mniej, jakość zdjęć spada, ale ja nigdy nie żałowałem, że w kieszeni mam „jeżynkę”, a nie innego flagowca – poziom fotografii w zupełności mi wystarczał.

Kamerka do selfie ma 8 mpx i też działa nieźle, choć nie tak dobrze, jak zestaw z tyłu telefonu.

Dobrze jest także podczas kręcenia wideo – możemy to zrobić nawet w rozdzielczości 4K w 30 i 24 klatkach na sekundę, elektroniczna stabilizacja obrazu działa do jakości FHD 30 FPS.
Bateria ma 3500 mAh i starcza na półtora, do dwóch dni działania Key2 z dala od ładowarki, a dzięki systemowi Quick Charge 3.0 możemy ją sprawnie napełnić. BB KeyOne uzyskiwało w moich rękach nieznacznie lepsze rezultaty, co jest zrozumiałe, bo tam mniej wydajny procesor potrzebował też mniej energii.

Czyli…

BlackBerry Key2 jest telefonem drogim, bo kosztuje 3 tys. złotych bez złotówki. I wyjątkowo, choć zazwyczaj narzekam na wysokie ceny smartfonów, to tu nie będę. Płacimy za telefon specjalny i za klawiaturę, a jest to w zasadzie jedyny na rynku producent, który ją oferuje. W głowach wielu osób może pojawić się myśl, by zaoszczędzić i kupić jego starszą wersję, czyli KeyOne, którą teraz można dostać za około 2 tysiące złotych, ale ja osobiście odradzam. Moim zdaniem lepiej dołożyć do zdecydowanie lepszej klawiatury, aparatu oraz działania. Jeżynka już dojrzała i śmiało można po nią sięgnąć.