Choć smartfony oferują coraz lepszą jakość dźwięku z głośników zewnętrznych, to jednak rzadko który jest w stanie napędzić nam niespodziewaną imprezę czy spotkanie w gronie znajomych. A nawet jeśli podoła, to umówmy się, nie będą to doznania na miarę sali koncertowej. Wiem co piszę, bo byłem ostatnio w jednej z najlepszych sal w Polsce – w Lusławicach, małej małopolskiej wsi, gdzie stanęło Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego. Pomieszczenie koncertowe zbudowane jest z naturalnego drewna, a pod każdym z 650 krzeseł jest specjalny wlot, przez który wtłacza się powietrze, by lepiej rozchodził się dźwięk, który potem odbijają bądź pochłaniają poszczególne elementy sali. W połączeniu z doskonałymi wykonawcami (w moim przypadku było to trio gitarzysty Jacka Królika) daje to półtorej godziny delektowania się muzyką. Spytacie, co to wszystko ma wspólnego z Fendą Blade W30? Otóż różnica między słuchaniem muzyki w tej sali a na koncercie plenerowym (w okolicy gwiazdą dożynek był zespół Kombii) jest taka, jak w słuchaniu muzyki z głośnika bluetooth a smartfona. Kolosalna.

Dlatego właśnie ten głośnik warto mieć zawsze przy sobie, zwłaszcza, że z racji swojej budowy i niewielkich rozmiarów (14 cm długości, 7 cm szerokości 2,5 cm grubości) bez problemu wsuniemy go do kieszeni spodni, kurtki czy do plecaka. Prostokątny, płaski kształt gwarantuje zaś jego trwałość – nic się nie urwie ani nie złamie. Boki urządzenia są gumowe, tył imituje skórę, a przód – gdzie umieszczone są dwa głośniki, przykrywa trudne do zidentyfikowania tworzywo (dobrej jakości plastik bądź aluminium). Wersje kolorystyczne są dwie: czarno-czerwona albo biało-zielona.

Na górnej krawędzi umieszczono przyciski funkcyjne: bluetooth, włączania, regulacji głośności, pauzy/przewijania i rozmów telefonicznych. Po ich wciśnięciu usłyszymy charakterystyczny klik, ale np. regulacja głośności nie jest natychmiastowa, działa jakby z „poślizgiem”. Oczywiście możemy nią też sterować z poziomu smartfona. Wciśnięcie pauzy stopuje także np. odtwarzanie filmu w telefonie. Jeśli podczas słuchania muzyki ktoś do nas zadzwoni, naciskamy przycisk ze słuchawką. Głośnik ma tłumienie szumów, więc rozmowa jest jak najbardziej komfortowa. Dłuższym przyciśnięciem przycisków regulacji głośności możemy przeskoczyć do kolejnego utworu.

Na prawej krawędzi są trzy kropki informujące nas o stanie naładowania baterii (niestety świecą się tylko przez krótką chwilę przy włączaniu głośnika), kolejny przełącznik do włączania zasilania (i lepiej używać właśnie jego, a nie tego na górnej krawędzi, inaczej gdy zostawimy głośnik na noc, bateria się rozładuje), a pod gumową klapką wejścia na: micro USB (do ładowania), mini-jacka (podłączamy słuchawki albo inne urządzenie) i slot na kartę micro SD. Możemy dzięki temu odtwarzać muzykę bezpośrednio z głośniczka, musimy wtedy nacisnąć ikonę bluetooth, by z niebieskiej zmieniła się w białą i wcisnąć przycisk play.

Wyposażenie tego modelu jest generalnie bardzo bogate (zwłaszcza patrząc na jego cenę i wielkość), bo na pleckach umieszczono moduł NFC, który ułatwia nam sparowanie urządzenia ze smartfonem. Za to F&D Blade W30 ma u mnie dużego plusa, bo to bardzo praktyczne i bezproblemowe rozwiązanie trudno spotkać nawet w dużo droższych głośnikach. Urządzenie nie jest wodoodporne.

Przejdźmy do rzeczy najważniejszej, czyli do dźwięku. Jest czysty, głęboki i mięsisty. Możemy słuchać muzyki nawet na maksymalnej głośności bez większych zniekształceń. Miłośnicy dudniącego basu mogą być zawiedzeni, bo jest go raczej niewiele, ale np. dla mnie – w sam raz. Nie znajdziemy tu także dźwięku przestrzennego – ale to nie powinno nikogo dziwić, bo determinuje to budowa urządzenia. Dwa głośniki o maksymalnej mocy RMS 5 Watt umieszczone są z przodu, inaczej niż w modelach np. o owalnej budowie. F&D Blade W30 sprawdzi się więc idealnie w pomieszczeniach, w otwartym terenie trochę mniej.

Bateria starcza mniej więcej na 5 godzin odtwarzania muzyki, co nie jest wynikiem wybitnym, ale z drugiej strony niezłym, jeśli weźmiemy pod uwagę kompaktowe wymiary urządzenia. Gdy energii jest mało, kropki zaczynają mrugać, informując nas o konieczności sięgnięcia po ładowarkę.

Głośnik Fenda F&D Blade W30 ma więc cały szereg niezaprzeczalnych zalet i niewiele wad, które wydają się jeszcze mniejsze, gdy spojrzymy na cenę. Na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora, firmy Nelro Data, dostaniemy go za 119 zł, co biorąc pod uwagę wyposażenie (NFC) i moc (5W) nie jest kwotą specjalnie wygórowaną.