Dla tych którzy nie wiedzą – Pocophone to nowo powstała submarka Xiaomi. F1 został zaprojektowany na rynek indyjski, tam też odbył się jego debiut, i byłby w zasadzie tylko egzotyczną ciekawostką, gdyby nie to, że Xiaomi zdecydowało się sprzedawać go nie tylko w Indiach i Chinach, ale też i w Europie. Zapytacie co jest w nim takiego ciekawego? Już odpowiadam – to najtańszy na rynku telefon z najlepszym w chwili obecnej procesorem – Snapdragonem 845, który napędza wszystkie tegoroczne flagowce, czyli najlepsze telefony wiodących marek: Samsungi S9, S9 Plus i Galaxy Note 9 (na rynek amerykański), LG G7 i V40, Sony Xperię XZ2, XZ2 Compact i XZ3, HTC U12+ i jeszcze kilka innych. Większość z nich w chwili debiutu niebezpiecznie zbliżała się do granicy 4 tys zł. A za nowiutkiego Pocophone z oficjalnej dystrybucji musimy zapłacić… 1499 zł. Czyli tyle, ile za przyzwoitego średniaka.

To trochę tak, jakby do Skody Fabii, którymi jeżdżą tysiące przedstawicieli handlowych, włożyć silnik od Ferrari. Z jednej strony to wciąż Skoda, z drugiej – jest ktoś, kto nie chciałby się nią przejechać? No właśnie. Nie każdy przecież potrzebuje ekskluzywnej limuzyny i tak samo jest z telefonami – szklane plecki, wyświetlacz ostry jak brzytwa czy zdjęcia jak z lustrzanki nie dla każdego są priorytetem.
I tu właśnie dochodzimy do kluczowych pytań – czym w zasadzie jest Pocophone F1 i kto powinien rozważać jego zakup.

Budowa, wykonanie

Różnicę w budowie pomiędzy Pocophone a najdroższymi flagowcami dostrzeżemy bez większego problemu. F1 jest zbudowany z plastiku a nie szkła i metalu. To pierwsza oszczędność, na jaką zdecydował się producent, bo przecież na czymś oszczędzić musiał, żeby do całego interesu nie dopłacać (a przynajmniej nie za dużo). Jednych to zniechęci, dla drugich nie będzie stanowiło najmniejszego problemu. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy właśnie, bo piękne telefony wyślizgujące się z ręki czy zjeżdżające same z nierównej powierzchni już mnie nieco męczą. A w Pocophonie tego problemu nie ma, plastik nie jest może i piękny, ale nie jest śliski, nie zbiera jak szalony odcisków palców, nie zbije się w drobny mak gdy spadnie ze stołu, co najwyżej porysuje i obije i nikt z tego powodu płakać nie będzie.

W dodatku mimo użycia tego rodzaju tworzywa smartfon jest solidny, dobrze spasowany i nic w nim nie skrzypi ani nie trzeszczy. Gdyby jednak ktoś wyjątkowo drżał o swojego F1, w pudełku znajdzie silikonowe, przeźroczyste etui. Plastikowe klawisze regulacji głośności i włączania (na prawym boku) klikają bardzo dobrze, na lewej krawędzi jest slot na hybrydowy dual SIM, na dolnej umieszczono USB-C i jeden głośnik (o dźwięku „stereo” jeszcze będzie), a na górnej wejście mini-jack na słuchawki.

Przód to wielki ekran (przekątna 6.18 cala) IPS TFT, z zagęszczeniem 403 pikseli na cal. To oszczędność druga, choć oczywiście nie wszystkie flagowe smartfony mają wyświetlacze typu AMOLED, więc może nie powinienem narzekać. I w zasadzie tego bym nie robił, gdyby nie dwie rzeczy.

Pierwsza, to irytujące mnie przebarwienie ekranu podczas scrollowania, czyli przewijania internetowych stron. Czarne literki stają się wtedy na moment różowe, co mnie strasznie irytowało, ale inni mogą na to nawet nie zwrócić uwagi. Gdyby nie ta przypadłość, o jakości ekranu nie powiedziałbym złego słowa, bo jego jasność minimalna i maksymalna jest bardzo dobra, a automatyczna regulacja sprawnie ją dostosowuje do otoczenia. Nie miałem też żadnych problemów z jego czułością na dotyk.

Druga rzecz, która przeszkadza mi w ekranie, to notch. W zasadzie do wcięcia a’la iPhone mam stosunek ambiwalentny, ale tu, z powodu jego wielkości, producent zdecydował się nie umieszczać żadnych powiadomień na górnej belce. Po prawej stronie mamy więc tylko ikonki WiFi bądź LTE, połączenia sieciowego i baterii (bez procentów), po lewej zaś na głównym pulpicie nie mamy nic, na kolejnych – pojawia się tylko godzina. Czyli – jadąc np. samochodem i używając telefonu jako nawigacji, dowiadywałem się dzięki sygnałowi dźwiękowemu że coś się stało, ale nie wiedziałem czy przyszedł do mnie mail, czy SMS, czy może jakaś informacja z jednej z wielu aplikacji. Dopiero ściągając górną belkę rozwinie nam się panel z powiadomieniami, gdzie zobaczymy o co chodzi tym razem. Także wybudzając ekran za każdym razem musimy ją ściągnąć „na wszelki wypadek”. Jakąś rekompensatą jest biała i mała dioda powiadomień, położona nietypowo, bo pod a nie nad ekranem. W sumie jednak brak powiadomień uwierał mnie przez trzy tygodnie jak cierń w bucie. Tyle, że wielki notch ma swoją drugą, jaśniejszą stronę...

Specyfikacja, działanie

...bo dzięki niemu Pocophone F1 ma najlepszy system odblokowywania twarzą, z jakim miałem do czynienia. Jest on taki sam jak w bliźniaczym Xiaomi Mi 8, czyli 3D, i pozwala odblokować telefon nawet w ciemności. Po prostu bierzemy F1 do ręki, ekran się wybudza (jeśli nie, uderzamy w niego dwa razy palcem), twarz jest skanowana w ułamku sekundy i już mamy pełny dostęp do naszego urządzenia. Wszystko działa doskonale, skuteczność to 10 na 10. To tłumaczy nieco wielkość notcha, bo gdzieś te wszystkie czujniki trzeba było upchnąć. A sam fakt, że odblokowywanie twarzą w telefonie za 1500 zł stoi na wyższym poziomie niż w urządzeniach ponad dwa razy droższych, robi wrażenie. Co więcej, jeszcze jakiś czas temu, by z niego korzystać, musieliśmy ustawić jako region działania np. Indie. Jednak dzięki aktualizacji „Face unlock” działa już normalnie w Polsce (przy okazji we Francji, Hiszpanii, Nepalu, Sri Lance i Bangladeszu).

Możemy też oczywiście korzystać z czytnika linii papilarnych, który jest super szybki i super skuteczny. Jeśli więc chodzi o sposoby odblokowywania, to telefon śmiało staje w szranki z flagowymi urządzeniami i większość z nich pokonuje bez problemu.

Przejdźmy teraz do działania. Snapdragon 845 w urządzeniu za 1500 zł? Jak widać, to możliwe. Dodajmy do tego 6 GB pamięci RAM i dostajemy urządzenie o ponadprzeciętnych możliwościach. 264523 pkt. w AnTuTu Benchmark to wynik rewelacyjny (Samsung Galaxy Note 9 za ponad 4 tys zł wyciąga mniej, bo 243907 pkt.), znajdujący potwierdzenie w codziennym działaniu. Choć starałem się jak mogłem, otwierając mnóstwo zakładek i obciążając F1 różnymi wymagającymi zadaniami, nie przyłapałem go ani razu na jakimkolwiek zacięciu, zgubieniu klatek czy zamyśleniu. Smartfon działa jak błyskawica, na najwyższym, flagowym poziomie, nie ma problemów z trzymaniem zakładek w pamięci, możemy wrócić do aplikacji po bardzo długim czasie.

Przy okazji dwa słowa o graniu, bo choć Pocophone nie jest reklamowany jako smartfon przeznaczony dla graczy, to jednak zdecydowanie się do tego nadaje. Wydajny procesor sprawia, że nie ma gry która byłaby dla niego problemem, choć, tu mały minus, możemy trafić na grę, której na F1 zainstalować nie będziemy mogli. W moim przypadku tak było z popularną ściganką Asphalt 9. Ponoć to wina producenta gry, ale z punktu widzenia użytkownika to zupełnie nieistotne, istotne jest to, że pograć się nie da. Szkoda. W porównaniu z Honorem Play, innym smartfonem z wydajnym procesorem, identycznie wycenionym a reklamowanym jako urządzenie dla graczy, F1 moim zdaniem wygrywa (dzięki wydajniejszemu układowi graficznemu), a z pewnością nie nagrzewa się tak bardzo pod wysokim obciążeniem. To dzięki układowi chłodzącemu, czyli metalowej rurce z cieczą zamontowanej w pobliżu procesora, którą odprowadzane jest ciepło.

Pamięci wbudowanej mamy 64 GB, jest możliwość jej rozszerzenia kartą pamięci. GPS działa bezproblemowo, więc z używaniem nawigacji nie miałem najmniejszego problemu.

Dzięki wyjściu mini-jack możemy po prostu podpiąć nasze ulubione słuchawki, bez bawienia się w jakiekolwiek przejściówki. Dźwięk jest przyzwoity, a jeśli korzystać będziemy z aplikacji Muzyka, będziemy mogli go jeszcze poprawić dostosowując barwę do rodzaju naszych słuchawek lub używając korektora. Producent chwali się dźwiękiem stereo z głośników zewnętrznych, bo muzyka płynie do nas z tego na dolnej krawędzi i z tego do rozmów nad ekranem. Ale różnica w mocy jest tak duża (na korzyść tego pierwszego), że moim zdaniem mówienie o stereo jest zdecydowanie na wyrost – jeśli zasłonimy palcem dolną krawędź, wyciszymy telefon w mniej więcej osiemdziesięciu procentach.

Ciekawostką jest coraz rzadziej spotykane radio FM, minusem za to brak NFC. Nic w tym jednak dziwnego, skoro telefon był projektowany z myślą o rynkach indyjskim i chińskim, a nie europejskim. A tam tego modułu praktycznie się nie używa i nawet najdroższe telefony bardzo często są go pozbawione. Do jakości rozmów telefonicznych nie mam najmniejszych zastrzeżeń.

Oprogramowanie

Pocophone działa na Androidzie 8.1 przykrytym MIUI version for POCO, czyli zmodyfikowanym MIUI znanym z telefonów Xiaomi. Kto miał z nimi do czynienia, nie będzie miał najmniejszych problemów w posługiwaniu się Pocophonem. Mi w każdym razie ta nakładka przypadła do gustu, bo ma szufladę na aplikacje, łatwiej jest więc utrzymać w porządku ekrany główne. Jest ona podzielona na kategorie – na pierwszym pulpicie pokazują się wszystkie programy, a przesuwając palcem w lewo mamy: komunikację, rozrywkę, narzędzia, zakupy, finanse&biznes, lifestyle, gry i fotografię.

W ustawieniach znajdziemy typową dla MIUI klasykę, czyli m.in. możliwość dostosowania ustawień wyświetlacza, wybór tapet i motywów, drugą przestrzeń czy klonowanie aplikacji. Dla mnie najważniejsza jest jednak możliwość nawigacji gestami, bez konieczności wyświetlania przycisków na ekranie. Działa świetnie.

Zdjęcia, bateria

Czy telefon za 1500 zł może robić dobre zdjęcia? Pocophone pokazuje, że jak najbardziej. Dwa aparaty z tyłu (12 i 5 mpx, światło 1.9 i 2.0), jeden z przodu (20 mpx) plus sztuczna inteligencja (czy raczej system rozpoznawania scen z odpowiednio dobranymi parametrami) sprawdzają się bardzo dobrze. Ładny tryb portretowy z rozmytym tłem, bardzo naturalne odwzorowanie kolorów, szybko łapana ostrość, możliwość ustawień ręcznych – większość użytkowników powinna być zadowolona.

W każdym razie zdjęciom z F1 zdecydowanie bliżej do Mi Mixa 2s kosztującego sporo ponad 2 tys zł niż do Redmi Note 5 kosztującego w okolicach tysiąca.

Nieźle jest także z wideo, które nagramy w rozdzielczościach 4K, FHD i HD. Nie ma optycznej, ale jest nieźle działająca, elektroniczna stabilizacja obrazu.

Bateria ma potężne 4000 mAh, dzięki czemu Pocophone F1 jest jednym z dłużej działających z dala od ładowarki smartfonów. Dwa a nawet trzy dni normalnej pracy nie są niczym nadzwyczajnym, przy mocnym obciążeniu telefon bez problemu wytrzyma jeden dzień, wyniki 6,7 godzin na włączonym ekranie są na porządku dziennym.

Czyli…

Pocophone nie jest telefonem idealnym. Ale daje możliwość obcowania z działaniem zastrzeżonym dla najwyższej klasy za stosunkowo niewielkie pieniądze. To jego największa zaleta, ale nie jedyna, bo w sumie zdecydowanie więcej w nim plusów niż minusów. Dlatego, choć niektóre jego przypadłości są irytujące, to jednak trudno tego telefonu nie polecić.