Projekt zostanie w czwartek przedstawiony w Sejmie, a następnie skierowany do konsultacji społecznych z organizacjami pozarządowymi, gospodarczymi i związkami zawodowymi. Przez miesiąc Lewica będzie czekać na ich opinie. Dopiero potem projekt ma trafić do laski marszałkowskiej.
- - powiedział Zandberg.
Podkreślił, że platformy cyfrowe zarabiają na użytkownikach z Polski miliardy złotych, przy czym źródłem ich zysku jest przede wszystkim wiedza o nas jako o użytkownikach. - - zaznaczył polityk.
Jak zauważył, to nie jest problem, z którym borykają się wyłącznie Polacy - ma z nim do czynienia wiele krajów na świecie. Dodał, że wiele z nich rozpoczęło prace, by te platformy "realnie poddać opodatkowaniu". - - powiedział Zandberg.
Przekonywał, że 7 proc. podatku to nie jest dużo, zważywszy na "uprzywilejowaną pozycję rynkową i olbrzymie marże gigantów cyfrowych". Dochód z tego podatku - zaznaczył Zandberg - jest szacowany na ok. 2 mld zł rocznie.
- - mówił Zandberg.
Dopytywany, czy nie obawia się przerzucenia kosztów podatku na klientów, Zandberg podkreślił, że dla większości koncernów cyfrowych "jesteśmy produktem, o którym zbierają dane i je sprzedają, a nie klientem". Zaznaczył, że Lewica dysponuje ekspertyzami, zgodnie z którymi cyfrowe giganty nie będą w stanie tych obciążeń "zepchnąć" na użytkowników.
Zandberg podkreślił, że polski rząd wycofał się ze swojej wcześniejszej zapowiedzi opodatkowania cyfrowych gigantów mówiąc, że czeka na rozwiązanie, które przyjdzie z "wyższego poziomu" - OECD czy Komisji Europejskiej. - - powiedział.
Pytany o ewentualne polityczne konsekwencje wprowadzenia podatku, zwłaszcza od strony amerykańskiej, Zandberg podkreślił, że Polska jest krajem suwerennym i powinna prowadzić podmiotową politykę - czyli uczciwie rozmawiać z partnerami i zakomunikować im, że nie będzie ". Według niego jeśli tę zasadę poddamy, to znaczy, że zgadzamy się na to, by mieć status kolonialny".