W całej Europie operatorzy komórkowi oferują pakiety, w ramach których korzystanie z wybranych aplikacji nie jest wliczane do wykupionego pakietu danych. W branży nazywa się je usługami zero-rating. Ma to przyciągnąć klientów, których aktywność w internecie skupia się na wybranych serwisach. Nie inaczej jest w Polsce. Dla przykładu – Orange oferuje usługę Social Pass nastawioną na użytkowników często korzystających z mediów społecznościowych. Używając aplikacji takich jak Facebook, Messenger, Instagram czy Twitter, nie wyczerpują oni swego pakietu danych. Co więcej, nawet po jego wyczerpaniu, gdy dla innych aplikacji internet radykalnie zwalnia, to te wybrane wciąż działają z normalną prędkością. W T-Mobile można wykupić chociażby Supernet Video, który oferuje poza pakietem serwisy takie jak YouTube, Netflix czy Player. Klienci Plusa mogą liczyć na nielimitowany transfer podczas oglądania filmów w serwisie Ipla i słuchania muzyki w Plus Music.

Reklama

Teraz okazuje się, że tego typu usługi mogą być niezgodne z prawem unijnym. Tak przynajmniej wynika z wydanej niedawno opinii rzecznika generalnego Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

– Jeśli wyrok potwierdzi zakaz takich praktyk, to może mieć to ogromne znaczenie dla polskiego rynku. Większość operatorów ma obecnie w ofercie dostęp do pewnych kategorii aplikacji poza limitem danych. Jeżeli polskie organy regulacyjne zainspirowane tą sprawą rozpoczną badanie rynku w tym samym kierunku (a praktyka pokazuje, że sprawy takiej rangi rzadko bywają przeoczane), to telekomy może czekać mała rewolucja – komentuje Krzysztof Witek, adwokat współpracujący z kancelarią Affre i Wspólnicy.

Zapomniane rozporządzenie

Sprawa rozpoznawana przez TSUE, a w zasadzie dwie połączone sprawy, dotyczą węgierskiego operatora Telenor Magyarország. W jednym z pakietów oferował on 1 GB danych do wykorzystania w dowolny sposób. Po przekroczeniu tego limitu internet znacząco spowalniał. Nie dotyczyło to jednak wybranych aplikacji służących do przeglądania sieci społecznościowych i wysyłania wiadomości. Z nich można było korzystać bez limitu. Inny pakiet, którego dotyczy druga sprawa, pozwalał bez ograniczeń korzystać z usług wybranych aplikacji muzycznych. W obydwu tych sprawach węgierski krajowy urząd ds. mediów i komunikacji (Nemzeti Média- és Hírközlési Hatóság Hivatala) uznał praktyki operatora za sprzeczne z prawem unijnym i nakazał ich zaprzestania. Sąd, do którego odwołał się Telenor, postanowił zaś skierować wniosek prejudycjalny do TSUE.

Opisywane usługi zostały zakwestionowane na podstawie mało znanego unijnego rozporządzenia 2015/2120 ustanawiającego środki dotyczące dostępu do otwartego internetu.

– Mam wrażenie, że polska branża nieco zbagatelizowała jego wejście w życie. To błąd, bo możemy być pewni, że organy regulacyjne tego nie przeoczyły – zauważa Krzysztof Witek.

Głównym zadaniem rozporządzenia jest zapewnienie neutralności internetu. Zagwarantowano w nim jednak również równe traktowanie użytkowników końcowych. Sformułowanie to może być mylące. Chodzi bowiem nie tylko o samych użytkowników korzystających z sieci, przeglądających strony czy używających aplikacji sieciowych.

– Rzecznik generalny zwrócił w swej opinii uwagę, że przez pojęcie użytkowników końcowych rozporządzenie odnosi się zarówno do abonentów, jak i do dostawców treści oraz aplikacji, którzy to dostawcy również mogą być dyskryminowani w związku z tym, że ich treści lub aplikacje nie zostały uwzględnione w usłudze typu zero-rating – tłumaczy Marcin Alberski, członek międzynarodowego zespołu Tech & Comms w polskim biurze Bird & Bird.

Zakaz dyskryminacji

Wspomniane rozporządzenie w art. 3 zawiera dwie odrębne regulacje (patrz: ramka). Ustęp 2 zakazuje ograniczać prawa użytkowników końcowych w zawieranych z nimi umowach. Chodzić tu więc będzie przede wszystkim o abonentów. Z kolei ust. 3 nakazuje operatorom traktować wszystkie transmisje danych po równo, bez dyskryminacji i ograniczania. Ten przepis odnosi się więc do zarządzania ruchem internetowym.

– Opinia wyraźnie wskazuje, że usługi typu zero-rating polegające na spowolnieniu w dostępie do aplikacji i treści innych niż uprzywilejowane w ramach oferty powinny być analizowane zgodnie z art. 3 ust. 3 rozporządzenia. Dodatkowa analiza na gruncie art. 3 ust. 2 rozporządzenia nie jest więc konieczna. Omawiając tę kwestię, rzecznik odróżnił bezpośrednie naruszenie praw użytkowników końcowych do swobodnego korzystania z internetu bez dyskryminacji treści lub aplikacji (art. 3 ust. 2 rozporządzenia) od pośredniego naruszenia tych praw poprzez dyskryminujące środki zarządzania ruchem (art. 3 ust. 3 rozporządzenia) – wyjaśnia Marcin Alberski.

Mówiąc wprost – usługi typu zero-rating zwyczajnie dyskryminują dostawców aplikacji, które nie są w nich ujęte. Jeśli w pakiecie znajdzie się nielimitowany dostęp do jednego z serwisów informacyjnych, to pozostałe serwisy są poszkodowane, gdyż użytkownik będzie z nich dużo mniej chętnie korzystał, aby nie wyczerpywać swojego limitu transferu.

„Zagwarantowanie równego i niedyskryminacyjnego zarządzania ruchem internetowym jest warunkiem koniecznym, aby sieć była rzeczywiście otwarta dla użytkowników końcowych. To otwarcie oznacza możliwość uzyskania dostępu do treści, aplikacji i usług, a także ich udostępniania i rozpowszechniania bez ograniczeń” – podkreślił Manuel Campos Sánchez-Bordona w swej opinii.

Wyrok zgodny z opinią TSUE prawdopodobnie wymusi na firmach usunięcie z ofert usług zero-rating. W przeciwnym razie będą musiały liczyć się z niekorzystnymi dla siebie sankcjami ze strony regulatorów krajowych (przede wszystkim Urzędu Komunikacji Elektronicznej).

Reklama

– Wprowadzenie takich zmian byłoby też zgodne ze szczegółowymi wytycznymi dotyczącymi neutralności sieci, które w 2016 r. zostały przyjęte przez Organ Europejskich Regulatorów Łączności Elektronicznej (BEREC) – zaznacza Marcin Alberski.