Witaj w FutureNet, platformie pozytywnych wiadomości. Jeśli uświadomisz sobie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu internet nie istniał, a kilkanaście lat temu niewiele osób miało do niego dostęp, to pomysł, aby z siecią połączone były wszystkie komputery, urządzenia mobilne, a nawet urządzenia codziennego użytku, wydaje się szalony. Jednak już dawno przestało być to wizją. Dzisiaj to rzeczywistość...”. W tle dynamiczna muzyka, przewijają się zdjęcia i grafiki. Kolorowe, optymistyczne, z uśmiechniętymi ludźmi, nowoczesnymi biurami, jachtami, prywatnymi samolotami, rosnącymi słupkami.
Tak zaczyna się ponadsześciominutowy filmik, który wita każdego nowego użytkownika serwisu FutureNet.Club i dalej kusi: „Internet to potencjał, obok którego nie możesz przejść obojętnie. Już dzisiaj sprzedaż internetowa to jedna trzecia obrotów w handlu detalicznym na świecie. Do 2019 roku sprzedaż online wzrośnie o kolejne 15 procent. To potężny rynek, na którym już dziś zarabiają użytkownicy FutureNet. Czy chcesz mieć w tym swój udział i zarabiać razem z nami? Czy gdybyś miał możliwość wzięcia udziału we współtworzeniu Facebooka dziewięć lat temu, zrobiłbyś to? Dzisiaj to najlepszy dzień, by zadbać o swoją przyszłość. Scenariusz, w którym FutureNet osiąga pozycję lidera na rynku portali społecznościowych, jest bardzo możliwy. Zgodzisz się, że tak może się stać!”.
A więc zgadzam się i klikam „zarejestruj się”.
Witaj w przyszłości
Szybkie logowanie i już jestem w przyszłości internetu. Przyszłości niezwykle podobnej do tego, jak wygląda Facebook. Niemal identyczny layout, układ strony, ikony. Jedyna różnica: zero znajomych, za to z automatu mam dołączone dwie osoby z „zespołu”, do którego trafiłam. Nie zdążę nawet dogłębniej obejrzeć serwisu, gdy jeden z tej dwójki, Luke, już pisze do mnie na czacie w FutureNet, wysyła e-mail, przesyła prywatną wiadomość do mnie na Facebooku i do fanpage’a, który prowadzę (ciekawe, jakiego skryptu używa serwis, że namierzył mnie, choć przy logowaniu podałam adres mailowy niepołączony z Facebookiem, inne nazwisko i inną datę urodzenia), i komentuje ostatni mój wpis na FB.
Wszędzie ta sama, nieszczególnie trzymająca się zasad języka polskiego treść: „Hej , Sylwia prosze o kontakt na prv w sprawie FN, wyslalem tez Tobie maila, Pozdrawiam”. Nie odpowiadam natychmiast, więc do przypomnień, bym się jak najszybciej odezwała, dołącza Monika, która też jest w moim „zespole”.
By powstrzymać dalszy nawał korespondencji, odpisuję Luke’owi, dopytując, czemu tak pilnie chce się skontaktować.
Odpowiedź przychodzi ekspresowo: „chce, pomoc, chialbym pomoc, wiec pytam sie Ciebie jak moge , jestes u nas w zespole. jestem specjalista w marketingu od wielu lat wiec napewno moge duzo....” – i podaje do siebie numer telefonu.
Skoro serwis tak zachęca, by skorzystać z szansy i zadbać o swoją przyszłość, dzwonię do Luke’a.
zagaduje.
– Ale może zdradź jednak coś więcej, co to znaczy zarabiać? Jakie pieniądze można tu zarobić?
– Ogromne?
– Rocznie znaczy w ubiegłym roku? Ale ja myślałam, że to jakiś nowy serwis.
– Taki ogromny zwrot to nie jest jakieś oszustwo? Gdyby tak było, to przecież nikt by normalnie nie pracował, tylko wszyscy by zarabiali na takich portalach.
Uwagę na FutureNet zwrócił nam Maciej Maciejewski, redaktor naczelny „Network Magazynu”. mówi Maciejewski. Na poparcie jego opinii nie mamy żadnego dowodu. FutureNet dla ludzi internetu, prawników specjalizujących się w prawie nowych technologii jest zupełnie nieznanym tworem.
Ale niezależnie od tego, czy jest to piramida, czy nie, jedno jest pewne: FutureNet to niejedyny tego typu serwis. Gdzieś na uboczu, szerzej nieznany, niespecjalnie rozpoznawalny funkcjonuje świat „klikaj i zarabiaj”. Trafienie do tego świata podobnych do Luke’a ekspertów od zarabiania z domu w internecie klikaniem, inwestowaniem czy raczej graniem w kryptowaluty, udziałem w systemach RavShare czy afiliacyjnych (tu zarobek ma być z procentu od zysków z reklam w zamian za ich rozpowszechnianie) jest sporym szokiem poznawczym. Dziesiątki albo i setki blogów oraz forów o nazwach będących wariacją wokół zwrotów: „zarabiam 24”, „zacząć zarabiać”, „zarabiam w sieci” czy „klikam i zarabiam”. Wszystkie pełne zachęt tego typu: „jeśli rozmyślasz nad danym tematem więcej niż 30 sekund, to daj sobie z tym spokój, bo niczego wielkiego i tak nie osiągniesz! Albo coś robisz, albo nie robisz... i każda decyzja jest dobra, bo jest Twoja :) Gdybym 100 dni temu zastanawiał się czy wejść w (i tu pada nazwa kolejnego systemu do zarabiania), to dzisiaj nie miałbym 200 paczek i byłbym uboższy o $12.408 :)”.
A obok tych coachingowych odezw zdjęcia paczek banknotów, błyszczących, luksusowych aut i zadowolonych z siebie, opalonych, w przyciemnionych okularach speców od szybkiego zamieniania 770 zł na 819 czy 820 tys. dol.
Przyznam się, że nigdy nie traktowałam poważnie tego dziwnego, odległego, kiczowatego kawałka sieciowej rzeczywistości. Przecież to jak z nigeryjskim scamem, chyba nikt się na takie opowieści nie nabiera. wzdycha Maciejewski.
Member, szafir i royal
roztacza przed nami swoją opowieść Roman Ziemian, właściciel i CEO portalu FutureNet. zachwala Ziemian, który w biznes internetowy wszedł kilka lat temu, a wcześniej pracował w branży budowlanej w Niemczech.
– Oba cieszą się złą sława, bo zarabiają na pirackich treściach – dorzucam.
– 20 proc.? To bardzo dużo. Jak to w ogóle możliwe?
– śmieje się Ziemian i roztacza wizję zarobków oraz globalnego sukcesu swojego serwisu. zapewnia.
Tymczasem przysiadam do samodzielnego głębszego poznania zasad rządzących „przyszłością sieci made in Poland”. Oprócz wyglądu zbliżonego do Facebooka, wpisów, filmików, lajków i komentarzy serwis ma całą dodatkową kategorię „Success system”, a w niej kolejny minifilmik. Także pełen wizji świetlanej przyszłości, ale tym razem już z większą dozą konkretów: „Dostępnych jest 6 opcji podzielonych na dwa poziomy działalności. Poziom podstawowy, a w nim opcje: member 10 dolarów, basic 25 dolarów, gold 50 dolarów i poziom biznesowy z opcjami: exclusive 100 dolarów, szafir 500 dolarów i royal 1000 dolarów”.
Czyli owszem, „przyszłość internetu” jest bezpłatna, ale już zarabianie na niej wymaga inwestycji, czyli po prostu wpłacenia konkretnej kwoty, by zostać „szafirem” lub „royalem” sieciowego zarabiania.
Spędzam kilkanaście minut na próbach rozszyfrowania zasad dojścia do tych poziomów i ostatecznie się poddaję. Chyba czas sięgnąć do porad na blogach o zarabianiu przez klikanie. Jeden z nich tak tłumaczy cały system: „aby zarabiać, trzeba jednorazowo wykupić interesujący nas pakiet, a zacząć można już od 10$. Później jest oczywiście możliwość krok po kroku wykupowania kolejnych wyższych pakietów. Przykładowo, zaczynając od pozycji MEMBER płacisz 10$. Kiedy uzbierasz prowizję 25$ system wyśle Ci powiadomienie o możliwości wykupienia wyższego pakietu i tak za każdym razem, aż dojdziesz do pozycji ROYAL. Oczywiście nie masz obowiązku wykupowania od razu wszystkich pozycji, ale też w każdej chwili możesz użyć własnych środków, aby przyspieszyć upgrade pozycji. Za każdą inwestycję w Pakiet otrzymujemy Media Points (1MP za 0,01$). Za Media Pionts możemy kupować produkty w platformie FutureNet. Każdy pakiet daje możliwość rozwijania oddzielnej struktury. Mając wykupione wszystkie 6 pakietów, możemy rozwijać aż 6 swoich struktur, i z każdej czerpać zyski. Ja na początek wykupiłem pierwsze 3 pozycje, czyli do poziomu GOLD (łącznie kosztuje to 85$)” (w tym i kolejnych cytatach zachowano pisownię oryginalną – red.). Aha, czyli jeśli chcę mieć szanse na jakiekolwiek większe zarobki, muszę wskoczyć na poziom Gold i zainwestować z marszu 85 dol.
Bloger ekspert dalej doradza: „WAŻNE: jeżeli ty masz pakiet GOLD za 50$, a twój znajomy wykupi pakiet wyższy, np. Exclusive za 100$ to niestety, ale staje się on automatycznie poleconym osoby nad Tobą, czyli bezpowrotnie tracisz możliwość zarabiania dzięki niemu”.
Hmm, czyli nawet 85 dol. inwestycji niekoniecznie gwarantuje zarabianie na znajomych, których zaproszę, bo jeśli okażą się bardziej szczodrzy, to ich prowizje przejmie ktoś tajemniczy, stojący wyżej ode mnie w hierarchii.
No nic, drążę dalej zasady dotyczące „friends bonus”, czyli zarabiania na zapraszaniu znajomych. Kolejny ekspert na swoim blogu tłumaczy to tak: „Każdy partner w każdym Friends Tree może mieć bezpośrednio nad sobą tylko 3 osoby. Każda kolejna wpada o jeden poziom wyżej, a po zapełnieniu zaczyna się kolejny poziom”. Czyli im więcej osób zaproszonych, na tym wyższe poziomy Friends Tree wskakujemy, by na ostatnim, piątym mieć 15-proc. prowizję od wpłat i działań znajomych z zespołu.
Uff, chyba coś zaczynam rozumieć. Ale uwaga – to nie koniec. Kolejne informacje dotyczą profitów za umieszczanie własnych plików. „Jeżeli posiadamy własne pliki multimedialne jak zdjęcia, filmy wideo czy różnego rodzaju pliki audio, to możemy na nich zarabiać. Wystarczy załadować pliki w zakładce »Produkty«, określić cenę, za jaką chcemy je sprzedawać i tyle. Za każde pobranie pliku na nasze konto wpłynie odpowiednia prowizja. Za sprzedaż swojego produktu na FutureNet otrzymasz 50% ustalonej ceny, 40% trafi do Planu Marketingowego w postaci obrotu a 10% jest prowizją za korzystanie z platformy”.
Zarobek z procentów od obrotów i sprzedaży wirtualnych dóbr to nie wszystko. Dla najlepszych, najaktywniejszych użytkowników są też przewidziane nagrody. – Będziemy oferować nawet własne komórki, oparte na technologii polskiej firmy MyPhone – zachwala prezes Ziemian.
Co więcej, serwis najlepszym obiecuje laptopy, tablety, wycieczki (wnioskując z pięknych zdjęć na stronie – do egzotycznych miejsc), a najlepszym z najlepszych „szafirom” i „royalom” audi i porsche panamera.
Piramidalny biznes
– tłumaczy nam Sławomir Luter, trener marketingu.
MLM, o którym wspomina, multi-level marketing, to koncept znany powszechnie i od dawna, jeszcze z czasów przedinternetowych. Polega na budowaniu organizacji sprzedażowej, w której zatrudnia się w niekoniecznie sformalizowany sposób. Najlepiej, jak jest mnóstwo osób. Im więcej, tym lepiej. Na tyle dużo, żeby wystarczyło, by sprzedawały naprawdę niewiele (czasem wręcz kupowały tylko dla siebie) produktów lub usług, by tak utrzymać całą ogromną organizację oraz ludzi stojących w jej strukturach wyżej. Avon, Oriflame, Amway – to one działają na tej zasadzie.
Pamiętacie Amway? Ten cudowny system sprzedażowy, w którym za superwyniki sprzedawcy otrzymywali obietnicę tytułu „Diamentu” i sowitych nagród?
Tyle że w MLM zasadą jest jednak sprzedaż konkretnych produktów czy usług. W zarabianiu i klikaniu tego, jakkolwiek by było, ważnego – elementu brakuje. Ale nie tylko jego. wspomina Maciej Maciejewski. Już wtedy model przedsięwzięcia mu się nie spodobał. Na tyle, że z jego reklamowania zrezygnował. Dodaje, że zarówno tamten biznes, jak i nowy, sieciowy są tak skonstruowane, że zachodzi niebezpieczeństwo, iż to po prostu zakazana w prawie piramida finansowa. – dodaje redaktor naczelny „Network Magazynu”.
I rzeczywiście – choć FutureNet ma biuro we Wrocławiu, to sama siedziba firmy znajduje się na egzotycznej Ajeltake Island, czyli na Wyspach Marshalla.
Oczywiście, w opinii samych właścicieli firmy jej struktura i zasady działania są jak najbardziej przejrzyste. Inaczej jednak oceniają to największe światowe serwisy zajmujące się badaniem i ocenianiem kolejnych firm oferujących zarobek w takich systemach. Na dziele made in Poland nie zostawiają suchej nitki. Affiliate UnGuru.com wystawił jej ocenę 3.1 na 10, Multiple Side Incomes każe uciekać z serwisu, a Ethan Vanderbuilt prowadzący serwis, w którym sprawdza obietnice internetowych biznesów, stwierdza: „scam”, czyli oszustwo.
Chyba więc sobie daruję starania o to, by zostać „szafirem”.