Fero jest całkiem nieźle zaprojektowany. Waży zaledwie 270 g, łatwo jest więc wrzucić go do plecaka (zwłaszcza, że jego długość to tylko 15 cm). Design nie odstrasza, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do innych modeli Trusta czy konkurencyjnych głośników, to urządzenie nie ma wszechobecnych LED-ów. Dostępny jest też w trzech kolorach - czarnym, niebieskim i czerwonym.

Reklama

Na górze Fero znajdziemy przyciski regulujące głośność, czy zatrzymujące odtwarzanie muzyki. Z tyłu zaś mamy wszystkie łącza – USB (do podłączenia pendrive’a), slot karty pamięci, wejście liniowe i slot karty MicroSD.

Głośnik najłatwiej połączyć z urządzeniem mobilnym przez Bluetooth (zasięg połączenia to około 9 metrów). Mój iPhone 6S znalazł Fero bez żadnych problemów. Jak brzmi głośnik? Jak na głośniczki o RMS 6W, całkiem poprawnie. Nie jest to jakość dźwięku, do któ®ej przyzwyczaił mnie mobilny głośnik Sony, ale da się wytrzymać. W końcu nie jest to urządzenie przeznaczone dla melomanów, słuchających klasycznej muzyki, oczekującej szerokiej sceny, a do towarzyszenia nam na pikniku, czy do nagłośnienia imprezy w małym mieszkaniu. Do tego sprawdza się idealnie. Fero może też służyć jako urządzenie głośnomówiące do rozmów telefonicznych i służyć w małej firmie do prowadzenia telekonferencji.

Jedyna wada? Głośnik nie jest wodoodporny, trzeba więc bardzo uważać podczas plenerowych imprez, gdy nagle zacznie padać deszcz – o imprezie przy basenie też można zapomnieć. Mimo tego niedopatrzenia, Fero jest świetnym sprzętem. Za około 100 złotych dostajemy głośnik z trybem telefonicznym, który całkiem poprawnie odtwarza muzykę z telefonu i jest w stanie zastąpić nam klasyczny sprzęt muzyczny.