Skullcandy Crusher ANC to słuchawki o klasycznym designie. Są czarne, z muszlami wyłożonymi pseudoskórą i wbudowanym mikrofonem. Sam plastik jest dobrej jakości, a duże przyciski ułatwiają kontrolę. Wzorem innych, tego typu produktów można je ładnie złożyć, by mieściły się w torebce, plecaku czy etui. Na lewej słuchawce znajdziemy przycisk włączający urządzenie oraz suwak haptycznego basu. Jej panel służy jednocześnie do włączania czy wyłączania systemu redukcji szumów. Na prawym znajdziemy przyciski sterowania, gniazdo minijack do podłączenia zestawu np. do samolotowego gniazdka oraz port ładowania (na szczęście USB-C). Do słuchawek można ściągnąć aplikację na smartfona, która m.in posłuży do korekcji dźwięku, nie jest jednak konieczna do działania urządzenia.

Reklama
Skullcandy Crusher ANC / dziennik.pl

Kontrola urządzenia jest prosta, choć nie bez błędów. Z jednej strony można pochwalić duże, wygodne przyciski kontroli głośności czy odbierania rozmów. Z drugiej zaś strony mamy fatalnie rozwiązane wyłączanie i włączanie funkcji ANC. Wystarczy bowiem zbliżyć dłoń do słuchawki choćby, by poprawić włosy, albo wyregulować bas, by od razu zmieniły się ustawienia wyciszania. To jest irytujące. Same słuchawki są wygodne, na uszach leżą dobrze, są odpowiednio wyważone i nie przeszkadzają po kilku godzinach słuchania

Jeśli chodzi o jakość grania, to słuchawki te lubią muzykę z dużą ilością basu. Oczywiście, po włączeniu ANC jakość muzyki spada, choć wciąż da się słuchać. Dotyczy to jednak wszystkich tego typu produktów. Wiadomo też, że tego typu słuchawki są raczej przeznaczone dla podróżników, nie melomanów. Na pewno jednak basy grają dobrze, choć pozostałe tony wymagają naszej pracy nad korektorem graficznym. A o używaniu tych słuchawek do muzyki klasycznej to lepiej zapomnijcie. To słuchawki dla fanów rapu, R&B czy metalu. Jeśli zaś chodzi o system redukcji dźwięków zewnętrznych, to Crushery ustępują Sony 1000XM3. Choć są w stanie powstrzymać większość hałąsu, to część dźwięków z tramwaju czy pociągu dostaje się do naszych uszu. Podobne problemy pojawiają się w głośnych lokalach. Konkurencja działa po prostu lepiej.

Największym minusem Crusherów jest bas haptyczny. Polega to na tym, że im mocniejsze basy, tym bardziej słuchawki "kopią" w nasze uszy. Jeśli przesuniemy suwak na więcej niż połowę mocy efektów, to ten system praktycznie zniekształca to, co słyszymy. Najlepiej więc ustawić go na minimum, albo w ogóle wyłączyć, bo więcej on robi szkody niż pożytku. Oby w następnej odsłonie tego modelu ta funkcja zniknęła całkowicie, bo tylko podnosi koszt słuchawek.

Czas życia na baterii to około 24 godzin. Potem można je połączyć kablem z telefonem (o ile mamy gniazdo słuchawek w smartfonie).

Podsumowując - Skullcandy Crusher ANC to nie są kompletnie złe słuchawki. Są wygodne, mają przyzwoity dźwięk... Nawet system wytłumiania szumów działa. Widać, że twórcy idą w dobrą stronę i następny model powinien poprawić większość irytujących błędów. Można by je było nawet polecić, gdyby nie jeden parametr - cena. Gdyby ten model kosztował między 700-800 złotych nie można by mu było wiele zarzucić. Niestety kosztuje on 1300 złotych, a to oznacza, że słuchawki te są droższe od najlepszych tego typu rozwiązań czyli produktów Sony czy Bose. 1000XM3 możemy już dostać za 1200 złotych, a Bose 35 QuietComfort II znajdziemy już poniżej 1100 złotych. PRzewyższają one produkt SKullCandy zarówno jakością muzyki i ANC czy wygodą. Crushery ANC są więc w zasadzie przeznaczone tylko dla fanów marki, albo tych którzy potrzebują potężnego basu i wygłuszania szumów.