"To było wspaniałe" - powiedział tuż po pobiciu rekordu Jenkins w wywiadzie dla BBC.

Reklama

Swoim wyczynem Jenkins pobił poprzedni rekord prędkości, jaki przed 10 laty ustanowił w tym samym miejscu amerykański kierowca Bob Schumacher. Poruszając się zasilanym wiatrem pojazdem o nazwie Iron Duck (Żelazna Kaczka), Amerykanin rozwinął prędkość 186,6 km/h.

Jednak brytyjska konstrukcja okazał się być jeszcze szybsza i rozpędzila się do 202,9 km na godzinę.

"Połowa wyzwania to technika, bo trzeba zbudować bardziej wydajny, aerodynamiczny wehikuł od tego, który wygrał poprzedni rekord" - wyjaśnia Jenkins.

Jak zatem wygląda superszybkie wietrzne auto? Bardziej jak dziwna łódka albo bobslej z masztem. By Greenbird był lekki, ale przy tym wytrzymały, niemal w całości wykonano go z włókna węglowego (to samo tworzywo jest używane powszechnie m.in. w bolidach Formuły 1). Jedyne metalowe elementy konstrukcji znaleźć można przy kołach oraz mocowaniu skrzydła, stanowiącego napęd auta. Sam Zielony Ptak porusza się na trzech kołach umieszczonych na długich płozach. Przy projektowaniu kształtu kokpitu oraz skrzydła, zespół korzystał z rozwiązań stosowanych m.in. w żeglarstwie, wyścigach Formuły 1 oraz lotnictwie. W sumie prace trwały 10 lat, a pojazd, którym udało się pobić rekord, jest już piątą generacją konstrukcji.

Jednak udana, perfekcyjna konstrukcja to - jak przyznaje sam zdobywca rekordu - połowa przepisu na sukces. – Druga, równie ważna rzecz to szczęście - bycie w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, z odpowiednimi ludźmi – dodaje. I tak stało się tym razem.

"To jedna z tych rzeczy, które próbuje się zrealizować latami i gdy wreszcie wszystko wychodzi, ma się wrażenie, że wszystko poszło...zbyt łatwo" - żartuje Jenkins.