Budowa infrastruktury na potrzeby sieci telekomunikacyjnej piątej generacji może kosztować 3,9–5,8 mld zł w przypadku tworzenia jej od zera, a 2–3 mld zł przy oparciu się na już istniejących masztach. Takie wyliczenia przedstawił wczoraj Exatel. Ta spółka Skarbu Państwa ma sieć światłowodową. W 5G chce zostać operatorem hurtowym dla firm telekomunikacyjnych.

Obliczenia oparto na założeniu, że infrastruktura będzie wspólna dla wszystkich telekomów i obejmie częstotliwości 700 MHz, czyli jedno z trzech pasm przeznaczonych na 5G w Polsce.

Operatorzy na razie stawiają jednak na model znany z wcześniejszych etapów rozwoju rynku telekomunikacyjnego: państwo sprzedaje im częstotliwości i każda firma buduje swoją sieć. Innego modelu nie przewiduje też projekt strategii 5G, nad którym pracuje Ministerstwo Cyfryzacji. Projekt jest jednak wstępny i może się zmienić. Prezes Exatelu Nikodem Bończa-Tomaszewski uważa, że są na to duże szanse.

Niezależnie od modelu wdrażania jedną z głównych barier dla 5G są ostre normy poziomu natężenia pola elektromagnetycznego (PEM). Maksymalna dozwolona w Polsce gęstość mocy nadajników – 0,1 W/mkw. – została ustalona jeszcze w latach 80. Dziś jest 100 razy mniejsza niż w większości państw Unii Europejskiej. Równie wyśrubowane limity mają w UE tylko Włochy i Bułgaria.

Operatorzy skarżyli się na normy PEM już przy budowie obecnej sieci 4G, ale przy technologii piątej generacji waga tego problemu będzie znacznie większa, gdyż wymaga ona gęstszej sieci nadajników. Poza tym nawet w istniejących sieciach LTE ruch stale rośnie. Resort cyfryzacji podaje, że średnie zużycie danych, które w 2017 r. wynosiło 3,5 GB miesięcznie, za sześć lat sięgnie 81 GB na użytkownika. Według firmy doradczej The Boston Consulting Group do 2025 r. trzeba będzie zbudować do siedmiu razy więcej masztów, niż jest dzisiaj. Bez rozwoju sieci – jak alarmuje Instytut Łączności – w ciągu kilkunastu miesięcy na niektórych obszarach Polski może dojść do maksymalnego wykorzystania jej pojemności, a to oznacza, że korzystanie z internetu mobilnego będzie tam utrudnione.

Szansą na podniesienie limitów jest nowelizacja ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych – tzw. megaustawa. W jej projekcie zapisano, że zmiana norm ma nastąpić do początku 2020 r. Czy termin nie jest zbyt odległy, zważywszy że w 2020 r. jedno polskie miasto powinno już korzystać z 5G? – Nie ma możliwości wprowadzenia technologii piątej generacji, jeżeli nie zmienimy limitów. Natomiast samo projektowanie sieci tego nie wymaga. Normy muszą być zmienione, gdy sieć już zafunkcjonuje. Nie widzimy zagrożenia, jeśli chodzi o terminy – mówiła na wczorajszej konferencji prasowej wiceminister cyfryzacji Wanda Buk. Dodała, że resort chciałby, aby projekt megaustawy był przedmiotem prac rządu w kwietniu.

Zanim zajmiemy się kwestią zharmonizowania wartości granicznych z wartościami rekomendowanymi w Europie, chcemy stworzyć system publicznej informacji o polu elektromagnetycznym – zapowiada minister cyfryzacji Marek Zagórski. – Da on obywatelom komfort i pewność, że przepisy w zakresie pól będą przestrzegane – dodaje. Każdy będzie mógł sprawdzić poziom PEM w swojej okolicy. Z systemu (SI2PEM) mają korzystać też telekomy, projektując swoje sieci. Tworzą go Instytut Łączności i Centrum Projektów Polska Cyfrowa – za 11,2 mln zł ze środków unijnych. Prototyp ma być udostępniony w listopadzie br., wersja rozszerzona – w marcu 2020 r. – W sierpniu 2020 r. ruszy w pełni działający system – zapowiada Jerzy Żurek, dyrektor Instytutu Łączności.

Po przyjęciu megaustawy ustalanie norm PEM będzie w gestii resortu zdrowia (dziś – środowiska). Biuro prasowe MZ nie odpowiedziało nam wczoraj, jakie jest stanowisko resortu w kwestii podniesienia limitów. Według wiceminister Buk resorty cyfryzacji i zdrowia nie zawarły oficjalnego porozumienia w tej sprawie. – Ale nie wyobrażam sobie, żeby normy nie zostały zharmonizowane z poziomem europejskim – mówi Buk. Nieoficjalnie wiadomo, że resort cyfryzacji liczy, iż maksymalny próg dla PEM wzrośnie stukrotnie.