Rzut oka na tył pudełka zdradza pomysł: klocki z prostymi instrukcjami, do sczytania aparatem telefonu komórkowego. Dzięki temu postać na ekranie będzie wykonywać odpowiednie ruchy. Bartkowi przypomina to żółwia z języka LOGO, znanego z ośmiobitowych komputerów. Albertowi nic nie przypomina, więc zabiera się za "unboxing", w języku youtuberów – rozpakowanie zestawu z pudełka.

W środku – klocki, wytłoczka, dzięki której klocki będą wygodnie ułożone, instrukcja i kod licencyjny do oprogramowania na systemy android lub iOS. Użytkownicy większości telefonów komórkowych nie będą mieli kłopotu z uruchomieniem programu, dzięki któremu ekran zmieni się w powierzchnię ″nieznanej asteroidy″. Na tejże właśnie wylądował Scottie, niewątpliwie sympatyczny stwór, zamknięty w monstrualnej wielkości kasku.

Sam program znajdziemy nieodpłatnie w Google Play lub App Store. "Nie ma szans zadziałać" - myśli sobie Bartek, gdy tymczasem Albert w zachwycie rozkłada klocki. Każdy z nich ma wycięcie, by można je było ułożyć wraz z innymi, tworząc program. Bo to Scottie Go! to pełnoprawne – prosimy się nie wystraszyć – środowisko, dzięki któremu ośmioipółlatek (producent podaje, że zabawę można zacząć już z czteroletnim dzieckiem) stworzy swój własny program. Co bardzo cenne – młody programista nabędzie umiejętności rozbijania problemu na mniejsze, łatwe kroki.

Bartka zachwyciło, że program skonstruowany jest z wykorzystaniem tych samych technik używanych w poważnych językach. Scottiego można skierować trzy kroki w przód sekwencją trzech instrukcji ″krok″, lub też zastosować pętlę – nakazać mu trzykrotnie wykonać ″krok″. Na późniejszych etapach premiowane będzie to, za co dostaje się nagrody w poważnej firmie – tak zwana optymalizacja kodu, z zastosowaniem najkrótszej z możliwych dróg do osiągnięcia celu. Mamy więc przed sobą coś, co rzeczywiście bawiąc uczy, a przy tym – adeptowi programowania od samego początku utrwala dobre nawyki, które przydadzą się w poważniejszych zastosowaniach.

Tymczasem Albert zdążył się już znudzić, Scottie zdążył już przedstawić swoją historię lądowania na bliżej niezidentyfikowanym ciele niebieskim w kosmosie i stanęło przed nami Zadanie numer 1 – doprowadzenie Scottiego po blokach – lodu? kamienia? - do flagi, miejsca docelowego.

Pierwsze zadanie jest proste, system podpowiada nam rozwiązanie. Po dwakroć krok w przód. Na początku system podpowiada rozwiązania, ale dla Alberta to bułka z masłem. Ułożył klocki, zrobił zdjęcie i został nagrodzony gratulacjami i trzema gwiazdkami.

Bartek był szczerze zaskoczony stroną techniczną – cały program wczytał się błyskawicznie, bez najmniejszych problemów, przy pomocy intuicyjnego interfejsu. Podobnie było przy kolejnych poziomach i rozbudowanych programach – te wymagały już więcej zachodu, bo oprócz lodowatej wody na Scottiego czekały wystające bryły lodu, teleportery, kręte ścieżki i tajemnicze ogony – strach myśleć, cóż to mogłoby być – wystające z lodowych rozpadlin.

Kolejne poziomy dostarczyły mnóstwo zabawy i – trzeba przyznać, intelektualnej rozrywki. Albert potwierdził, że rozpoznawanie strony lewej i prawej nie sprawia mu kłopotu, a Bartek udawał, że też tak jest.

"Scottie Go!" to oprócz dawki dobrej, interaktywnej zabawy, solidna porcja edukacji – dla obu testerów.