Zacznijmy jednak od telefonu, tym razem przeznaczonego dla mniej wymagających użytkowników, przedstawiciela tzw. średniej półki. W naszej redakcji na kilka tygodni zagościł Honor 10 lite – smartfon bardzo przyjemny w codziennym użytkowaniu, ładny i w dodatku korzystnie wyceniony, bo kosztujący 799 zł. Choć oczywiście, co zrozumiałe dla tej półki cenowej, decydując się na jego kupno musimy pójść na pewne kompromisy.

Budowa, wykonanie

Honor 10 Lite jest urządzeniem kompaktowym, które bez większego problemu obsłużymy jedną ręką. I to zdecydowanie jego wielka zaleta, trudno bowiem dziś znaleźć telefony takiej wielkości. Przy tym wszystkim sam ekran jest duży (a ramki oczywiście cienkie, współczynnik powierzchni ekranu do obudowy wynosi ponad 90 proc.), jego przekątna to 6,21 cala. Jest też jak na klasę średnią bardzo dobrej jakości (IPS, FHD+, 415 ppi). Na górze mamy malutkie wcięcie typu „łezka”, a dioda powiadomień powędrowała dość nietypowo – na dolną, nieco szerszą krawędź.

Cała reszta przycisków i otworów jest już typowa – te do włączania i regulacji głośności wylądowały na prawym boku a na dole jest pojedynczy głośnik i wejście na słuchawki. Szkoda, że Honor nie zdecydował się na umieszczenie w telefonie nowoczesnego USB-C, tylko utylizuje stare złącze micro-USB.

Z tyłu mamy szybki czytnik linii papilarnych i dwa, ułożone jedno pod drugim, oczka aparatów.

Plecki i ramka są wykonane z tworzywa sztucznego, a wersja kolorystyczna „sky blue” (niebieski przechodzący w srebrny) potrafi bardzo ładnie i efektownie załamać promień światła. Telefon jest niestety dość śliski, więc dla bezpieczeństwa lepiej używać plastikowego etui, które znajdziemy w pudełku. Ja tego nie zrobiłem, co przypłaciłem obiciem ramki i minimalnym pęknięciem ekranu (Honor, bardzo przepraszam). Na wyświetlaczu mamy zamontowaną folię ochronną i jednak sugerowałbym jej zostawienie.

Specyfikacja, działanie

Sercem urządzenia jest Kirin 710, któremu pomagają 3 GB RAM. Ten zestaw sprawia, że telefon dość żwawo reaguje na nasze polecenia, choć praca nie zawsze jest płynna, od czasu do czasu zdarzają się minimalne przycięcia, ale w tej klasie nie wypada z tego powodu czynić Honorowi wielkich zarzutów. Faktem jest jednak, że urządzenia z procesorem Qualcomma z serii 6 pracują bardziej płynnie. Jednak wszystkie podstawowe czynności (przeglądanie internetu, otwieranie aplikacji) dzieją się w tempie, które nie wywołuje irytacji i zapewnia przyzwoity komfort użytkowana.

Pamięci wbudowanej mamy sporo, bo 64 GB, a slot na dwie karty SIM jest hybrydowy, możemy więc wykorzystać jeden na dołożenie karty pamięci.
Honor od jakiegoś czasu konsekwentnie montuje do swoich urządzeń ze średniej półki moduł NFC, za co należą mu się wielkie brawa. Nie inaczej jest w 10 Lite, telefon świetnie sprawdzał się w roli karty płatniczej. Podobnie jest z modułem GPS – do nawigacji nie miałem żadnych zastrzeżeń.

Głośnik zewnętrzny jest płaski ale donośny, dźwięk na słuchawkach całkiem przyzwoity, a rozmowy telefoniczne stoją na bardzo dobrym poziomie.

Pochwały należą się też Honorowi za odblokowanie twarzą, cały proces jest na tyle szybki i bezproblemowy (prócz sporych ciemności), że praktycznie nie używałem czytnika linii papilarnych. Wystarczy, że podniesiemy telefon z biurka, a ten się wybudza, rozpoznaje twarz, przeskakuje ekran blokady (jeśli oczywiście taką opcję wybierzemy) i jest gotowy do działania.

Oprogramowanie

Sporą zaletą Honora 10 Lite jest Android 9 na dzień dobry, a co za tym idzie nakładka EMUI w wersji 9 (trochę dziwne, że nie zmieniono w tym modelu nazwy używanej przez Huaweia na Magic UI, jaką znajdziemy w innych urządzeniach Honora). Nakładka tradycyjnie jest bardzo rozbudowana, dająca sporo możliwości personalizacji (zmiany motywów, tapet, czcionki). Z rzeczy istotnych – lepiej znaleźć w Ustawieniach Baterię i tam, w Uruchamianiu aplikacji, przestawić opcję automatycznego zarządzania na zarządzanie ręczne – z wybranymi przez nas programami które nie będą zamykane przez telefon w celu wydłużenia czasu pracy baterii. Nie będziemy wtedy też mieć problemów z brakiem powiadomień. Honor 10 Lite nie jest raczej dla miłośników czystego Androida, ale przy odrobinie wysiłku i dobrej woli nawet średnio zaawansowany użytkownik da sobie z nim radę. Na uwagę zasługuje nowy interfejs dość popularnego „trybu prostego”, który nie jest już „kafelkowy” ale który składa się po prostu z dużo większych ikon.

Zdjęcia, bateria

Honor 10 lite ma dwie kamerki z tyłu – główna ma 13 mpx i przysłonę 1.8, druga 2 mpx i służy do rozpoznawania głębi. Z przodu znajdziemy pojedynczy obiektyw z imponującymi 24 mpx. Cały ten zestaw wspomagany jest przez AI – telefon potrafi rozpoznać scenerię i dobrać najlepsze ustawienia, co w praktyce sprowadza się zazwyczaj do podbicia kolorów i kontrastu. Efekty wyglądają bardzo ładnie, a po zrobieniu zdjęcia można zobaczyć, jak wygląda ono bez „wspomagania” i zapisać wersję, która bardziej nam odpowiada.

Wielkim plusem tego telefonu jest tryb nocny (dłuższy czas naświetlania trzymając telefon w ręku), który znajdziemy w o wiele droższych urządzeniach Honora i Huaweia. Dzięki niemu możemy zrobić bardzo przyzwoicie wyglądające zdjęcia w ciemności, co w tej klasie praktycznie się nie zdarza.

Honor zachęca do kupna tego urządzenia reklamując ponadprzeciętne możliwości kamerki do selfie. Ale niestety, moje doświadczenia są zgoła odmienne. Trudno zrobić nią ostre zdjęcie nawet przy bardzo ładnej pogodzie, w dodatku mimo tego, że ustawimy opcję upiększania na 0, to i tak nasze usta będą bardziej czerwone niż w rzeczywistości, a skóra nienaturalnie gładka. Możemy być też pewni, że rozmycie tła w trybie portretowym pozbawi nas sporej części włosów (a skrajnych przypadkach twarzy).

Filmy nagramy w jakości FHD (4K brak) ale niestety nie mamy żadnej stabilizacji obrazu.

Bateria ma 3400 mAh, a ponieważ telefon dość agresywnie zarządza energią, możemy dociągnąć nawet do pełnych dwóch dni z dala od ładowarki. Niestety nie mamy szybkiego ładowania, lepiej więc podłączyć telefon do ładowarki wieczorem, bo rano przed wyjściem do pracy możemy nie zdążyć naładować go w pełni.

Czyli…

Za 799 zł dostajemy bardzo ładny, praktyczny i ponadprzeciętnie jak na swoją klasę (NFC, zdjęcia nocne) wyposażony smartfon, z którego, znając wcześniej jego słabości, powinniśmy być zadowoleni.

PS.
Miłym dodatkiem do smartfona od teraz może się stać zegarek HONOR Watch Magic. Cechy szczególne? – bateria dzięki której możemy nie ładować go nawet przez tydzień, wodoszczelność do 50 metrów, funkcja całodobowego monitorowania tętna i niezwykle dokładny GPS. I cena wynosząca na start 699 zł. Razem z zegarkiem debiutują słuchawki Honor FlyPods Lite, (a‘la Apple AirPods), kosztujące 499 zł.