Bezczelnie korzystając z wiedzy bardziej doświadczonych, posługujemy się najbardziej zwięzłym podsumowaniem autorstwa dziennikarzy pisma "Wired", a właściwie jego Gadget
Lab-u.
Po tym, jak Warner Brothers wybrało "niebieski" obóz, plotka o kolejnych przejściach z jednego na drugi standard zapisu goni plotkę i plotką pogania. Z obozu HD-DVD uciekają
ponoć wszyscy. Ostatnio nawet producenci pornografii wybrali Blu-Ray. HD przy życiu podtrzymuje jeszcze Toshiba, ale baterie się wyczepują.
Dotąd liczył się jedynie rozmiar. Dziś mówi się jedynie o głębi obrazu i kontraście. Dominują Pionier i SONY, ale to dopiero początek walki.
Producenci mają nadzieję, że zwykli śmiertelnicy chcielby widzieć, jak ich toster romawia z lodówką, a ta ze zmywarką do naczyń. Budzik powinien doskonale wiedzieć, o czym myśli ekspres do
kawy i grzejnik w łazience. To samo tyczy się telewizora, wieży, odtwarzacza dvd i każdej innej elektroniki, którą możemy upchnąć w salonie.
Designerskie paralizatory, pokryte kryształami odtwarzacze mp3 i telefony komórkowe z jednej strony a baterie słoneczne i obudowy z przetworzonej kukurydzy z drugiej. Ma się błyszczeć,
najelpiej na zielono.
Dostęp do sieci w podróży już dziś nie jest czymś niezwykłym. Według organizatorów i wystawców na CESie, ekran komórki i UMPC jest do tego zbyt mały. Przyszłością jest iPod Touch i
internet Tablet Nokii, tyle że dwa razy większe.
Nie dwie, a trzy i cztery sprzężone karty graficzne mają wyznaczać (wedle Nvidii) jakość współczesnego "gamingu". Do tego rozbudowane płyty główne (multiplexy AMD) w
gigantycznych obudowach z energożernymi zasilaczami.
Drogie zwykle rzeczy są w tym roku wyjątkowo drogie. Aż do przesady.
Nie nowości i rozwój technologiczny, a zwiększenie sprzedaży i listy odbiorców. CES dopieszcza sieci handlowe i tworzy obraz odbiorcy końcowego, do którego dopiero trzeba dorosnąć.
Radiowe USB i radiowe mini-słuchawki wróżą rychłą śmierć kabla. Kto chciałby okręcać się kilometrami izolowanych przewodów, gdy można wpuścić w eter kolejne gigabajty danych.
Jak podsumowuje "Wired", targom towarzyszyło poczucie marnowania miejsca, czasu i pieniędzy. Coraz większe są też wątpliwości względem lokalizacji. Las Vegas jest
przykładem organizatora, który z każdej imprezy chce wyjść najedzony i z ciastkiem w ręku. Trudno lubić takiego gospodarza.