Parler to platforma, która zapewniała szeroką wolność słowa dla swoich użytkowników, popularna była zwłaszcza wśród zwolenników prezydenta USA Donalda Trumpa oraz osób głoszących teorie spiskowe związane z ruchem QAnon.
W następstwie zamieszek na Kapitolu z 6 stycznia Amazon zdjął w niedzielę serwis ze swojej platformy internetowej, motywując to "pogwałceniem zasad". Wcześniej Parlera usunęły ze swoich sklepów internetowych Apple i Google.
Dla szybko przyciągającej w styczniu użytkowników platformy oznaczało to zniknięcie z internetu. Prezes serwisu John Matze, przyznaje że Parler - który w swym założeniu miał być alternatywą dla Twittera - może już nigdy nie wrócić na rynek. Jego firma pozwała Amazona, uważając że gigant przy swojej decyzji kierował się "polityczną niechęcią" i chciał wyeliminować konkurencję na polu platform mikroblogowych.
Rzecznik Amazona przekazał ABC News, że "twierdzenia te nie są niczym uzasadnione". Powtórzył, że wpisy publikowane na tej platformie podżegały do przemocy i naruszały warunki umowy.
- tłumaczył rzecznik.
Dokumenty sądowe złożone przez Amazona w odpowiedzi na pozew zawierają zrzuty ekranu niektórych wpisów. Są wśród nich treści antysemickie, rasistowskie oraz wzywające do przemocy m.in. wobec nauczycieli i mediów. Serwis Gizmodo zmapował setki wpisów na Parlerze w trakcie szturmu zwolenników Trumpa na Kapitol, w wyniku którego śmierć poniosło pięć osób.
Prezes Matze broni się, że jego serwis "nie toleruje przemocy i nigdy tego nie zrobi".
- stwierdził Matze.
W ocenie 27-letniego szefa Parlera "nie było to łatwe". - wyjaśniał.
Matze przekazał, że dołączenie do serwisu pod pseudonimem "obywatel X" rozważał Trump. Jak podała stacja CNN, zięć i doradca prezydenta Jared Kushner miał przekonać go, by po usunięciu prywatnego prezydenckiego konta przez Twittera nie zakładał profili na portalu Gab oraz w innych mediach społecznościowych.