Chociaż internet cieszy się ogromną swobodą, to usunięcie po zamieszkach na Kapitolu kont Donalda Trumpa na Twitterze, Facebooku oraz YT sprowokowało publiczną debatę o granicach władzy firm działających w sieci. "Fakt, że konta urzędującego prezydenta USA zostały trwale usunięte na podstawie niejasnych kryteriów i bez kontroli, może zagrażać wolności słowa. Choć podżeganie przez niego do przemocy wymagało odpowiedzi, jest jasne, że sieć nie może tak dalej działać” – pisze dla DGP wiceszefowa Komisji Europejskiej Věra Jourová, odpowiedzialna za praworządność.
"Potrzebujemy większej jasności co do zasad, jakimi kierują się internetowe platformy oraz sposobu, w jaki wdrażają te zasady. Musi stać się jasne, jakie powody stoją za ich decyzjami. Potrzebujemy mechanizmów, które umożliwią użytkownikom kwestionowanie tych decyzji. Do tej pory współpracowaliśmy z platformami na zasadach samoregulacji, ale przyniosło to ograniczone rezultaty. Musimy przejść do współregulacji, stawiając na ścisły i skuteczny nadzór. Platformy nie mogą same siebie nadzorować” – podkreśla.
Odwieczny dylemat
Ale jak pogodzić wolność wypowiedzi z usuwaniem kłamliwych, nielegalnych czy szkodliwych treści?
– mówi Krzysztof Izdebski, dyrektor programowy Fundacji ePaństwo.– wskazuje.
Dorota Głowacka z Fundacji Panoptykon uważa, że te dwie wartości – wolność i ochrona – nie są sprzeczne. – mówi. –stwierdza. Dodaje, że jeśli takie rozwiązania zostałyby wdrożone zgodnie ze standardami wypracowanymi przez środowisko ochrony praw cyfrowych, nie powinno to utrudnić walki z nielegalnymi treściami. – – wskazuje Głowacka.
Łukasz Olejnik, doradca ds. cyberbezpieczeństwa, uważa, że narzucenie dużym platform technologicznych regulacji to jedno z kluczowych wyzwań tej dekady. – mówi. Ale w jego ocenie debata nad uregulowaniem internetu nie idzie w dobrym kierunku.
CZYTAJ WIĘCEJ NA GAZETAPRAWNA>>>