Dziennik Gazeta Prawana logo

"Aliens: Colonial Marines" - od tej gry trzymajcie się z daleka

12 lutego 2013, 14:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Aliens: Colonial Marines"
"Aliens: Colonial Marines"/Media
Ruiny Hadley's Hope, horda krwiożerczych Obcych i oddział marines - wydawać by się mogło, że studio Gearbox, które dało graczom "Borderlands" i "Brothers in arms" zrobi wreszcie grę, na którą czekali fani Obcego. Niestety, znowu trzeba obejść się smakiem

Oddział marines ma za zadanie sprawdzić, co stało się z załogą USS Sulaco. Gdy lądują w kolonii Hadley's Hope, znajdują tam oddziały najemników korporacji Weyland-Yutani i hordy Obcych. Gra studia Gearbox nawiązuje więc do wydarzeń z drugiej części filmów o Obcym. Zatrudniono nawet twórcę dekoracji, a głos dwóm żołnierzom udzielili aktorzy filmu.

Co z tego wyszło? Koszmarny gniot, który nigdy nie powinien ujrzeć światła dziennego. Kto zapłaci jakiekolwiek pieniądze, powinien domagać się ich zwrotu. Zacznijmy od początku. Jak wszyscy fani sagi wiedzą, kolonia została zniszczona w termonuklearnej eksplozji. Jakim więc cudem, sześć miesięcy po wybuchu wydaje się tylko lekko uszkodzona? Po drugie - nasz oddział. Żołnierze mają sztuczna inteligencję na poziomie ameby - potrafią utknąć w drzwiach, czy między szafkami. Teksty, które co jakiś czas wypowiadają, zawstydziłyby nawet bohaterów polskich seriali.

Do tego dochodzą przeciwnicy - najemnicy, którzy są tak inteligentni jak nasi towarzysze z oddziału. Atakują po ściśle określonych ścieżkach, nie wykazują się taktyką i są tak odporni, że kilka celnych strzałów w głowę nie potrafią ich zabić. 

Potem na scenie pojawiają się obcy. Kto miał jakiekolwiek złudzenia, że ksenomorfy uratują klimat i rozgrywkę mamy złe wieści. Nie kryją się po sufitach, wyskakując z szybów wentylacyjnych i mordując całą naszą ekipę. Walczy się z nimi jak z mrówkami - wystarczy ustawić celownik na miejsce ich pojawienia i wcisnąć przycisk myszy. Jako, że potwory poruszają się według skryptów, walka z nimi jest prostacka. Klimatu z poprzednich części "Aliens vs predator" nie uświadczymy. Nie ma panicznego biegu z latarką w ręku, a pistoletem w drugiej po ciemnych korytarzach, słysząc tylko coraz głośniejsze pikanie wykrywacza ruchu. Tu to my jesteśmy królami polowania.

Grę pogrąża silnik graficzny - pełen jest błędów. Twórcy nie potrafili nawet sensownie zaimplementować modelu fizyki. Tekstury są podłej jakości, a efekty specjalne są rodem z polskich filmów.

Słowem, trzymajcie się od tej gry z daleka. Sześć godzin potrzebne na ukończenie historii, to najbardziej zmarnowane godziny życia. Nawet najbardziej wytrwali fani Obcego nie wytrzymają przy niej długo. Ludzie z Gearbox udowodnili tylko, że "Duke Nukem Forever" to nie był wypadek przy pracy, a wydawca - Sega - powinna się wstydzić wypuszczenia takiego gniota. Szkoda tylko, że klapa tej gry powstrzyma innych producentów od stworzenia porządnej gry o ksenomorfach.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj