Dziennik Gazeta Prawana logo

Grał hobbita, w nowym "Call of Duty" jest nazistą. Monaghan: To była fajna przygoda [WYWIAD]

3 listopada 2021, 09:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Dominic Monaghan
<p>Dominic Monaghan</p>/PAP Archiwalny
Dominic Monaghan jest dla wielu Merrym, bohaterskim hobbitem z "Władcy Pierścieni". Teraz aktor wcielił się w rolę hitlerowca w najnowszej odsłonie "Call of Duty: Vanguard". W rozmowie z dziennik.pl opowiada, jak różnią się prace nad grą i filmem. 

Andrzej Mężyński: Dominic, czy to Twój pierwszy kontakt z grami?

Dominic Monaghan: Ależ skąd. Jestem graczem - "Fifa", "Wiedźmin", "League of Legends" czy "Call of Duty" to tylko niektóre tytuły w które grałem ostatnio. Do tego wcześniej podkładałem głos w innej grze - "Quantum Break" - ale to była bardzo krótka rola.

Przede wszystkim jest wiele różnic technicznych. W filmie musimy to samo ujęcie kręcić z różnych kamer, pod różnymi kątami. Zarówno w filmie, jak i w serialu trzeba więc tę samą scenę kręcić 5 czy 6 razy.  Tu jednocześnie moje ruchy nagrywa kilkaset kamer z każdego kąta. Jeśli więc ujęcie wyjdzie, przechodzimy do następnej sceny, bo nie ma potrzeby kręcić ponownie. Nie mówiąc już o sprzęcie, który muszę nosić.

Jakim?

Specjalny kostium do nagrywania scen w greenboksie, kamery oraz czujniki. To swoje waży, a do tego musiałem oduczyć się pewnych nawyków.

Czego nie mogłeś robić?

Choćby palenie papierosa - nie mogłem dotykać palcami ust, nie miałem też żadnego rekwizytu. Gesty wykonywałem z dala od twarzy, jakbym trzymał papierosa w rękach. To wszystko potem doklejono komputerowo. 

Porównując pracę nad tak dużą grą jak "Call of Duty" do takiego molocha jak "Władca Pierścieni", co było inaczej?

Przede wszystkim musieliśmy się odpowiednio przygotować. Nie było na planie czasu na powtórki, zastanawianie się nad kwestiami. To wszystko trzeba było robić szybko.

Ile czasu dostałeś na przygotowania?

Najpierw dano nam 2-3 tygodnie na nauczenie się roli. Pole przez tydzień przeprowadzaliśmy próby, a same zdjęcia zajęły nam 10 dni. Zupełnie jakbym przygotowywał się do sztuki teatralnej. Wiesz, mam teraz ochotę zagrać znowu w spektaklu.

I jakie wrażenia po roli w grze?

To była świetna zabawa. Zero charakteryzacji, rekwizytów itp. No i mogłem zagrać złego gościa.

Kogo grasz?

Nazistę, Jannicka Richtera.

Jak się go odgrywało?

To było doskonałe. Musiałem być wredny, mówić z odpowiednim akcentem i z kaszlem palacza. Do tego omijałem z dala pozostałych członków ekipy.

Dlaczego?

Byłem jedynym nazistą w grupie. Nie chciałem z nimi przebywać, żeby się z nimi nie zaprzyjaźnić. Wiesz, musiałem być wredny potem dla nich.

Czy ta rola to była jednorazowa przygoda, czy początek nowej kariery?

Na pewno chciałbym znów to zrobić. Powiedziałem ekipie, że jeśli moja postać pojawi się w kolejnych częściach, to chcę dalej nią być. A jeśli się nie pojawi, to chętnie zagrałbym kogoś innego, ale zobaczymy, co z tego wyniknie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj