“Szkoła podstawowa na czasie. Nauczyciel. Uczeń. Nauczanie”, to cykl konferencji eksperckich, organizowanych w tym półroczu przez wydawnictwo Nowa Era. Szkoła podstawowa to najdłuższy etap edukacyjny, w związku z czym pełni kluczową rolę w kształtowaniu kompetencji potrzebnych w dalszej nauce i w życiu dorosłym. To tutaj dzieci rozpoczynają przygodę z wiedzą przedmiotową, rozbudzają swoje zainteresowania i zdobywają umiejętności społeczne. A uczniowie, podobnie jak świat dookoła nas, szybko się zmieniają – oczekują dziś rozwiązań dydaktycznych dostosowanych do swoich potrzeb i możliwości. „Być na bieżąco”, „nadążać”, „trzymać rękę na pulsie” i „znać trendy” to wyzwanie dla współczesnej edukacji.

Reklama

Jeden z tematów konferencji dotyczył zagrożeń, jakie czekają na “młodych cyfrowych”. Czy uzależnienie od nowych technologii jest już znaczącym problemem wśród uczniów szkół podstawowych? Co w tej sytuacji mogą zrobić rodzice, jak może pomóc szkoła? Porad udziela prelegent “Szkoły podstawowej na czasie” dr Maciej Dębski, socjolog problemów społecznych, pracownik Instytutu Filozofii, Socjologii i Dziennikarstwa Uniwersytetu Gdańskiego oraz edukator społeczny.

Kim są ci “młodzi cyfrowi” o których mówił pan podczas wykładu?

Chronologicznie to uczniowie, którzy urodzili się w czasach internetu mobilnego i nie pamiętają czasów, gdy nie było sieci. Pokolenie, do którego należą, nazywane jest iGeneration. Ale do “młodych cyfrowych” należą także przedstawiciele kolejnej, jeszcze młodszej generacji, czyli pokolenia Alfa. Ono z kolei nie pamięta ani czasu bez internetu, ani czasu „internetu po kablu”. Te dzieci urodziły się już w dobie szklanych ekranów, po 2010 roku.

Z jednej strony internet jest wszechobecny i nie wyobrażamy sobie bez niego życia, z drugiej gloryfikujemy przeszłość w postaci świata bez sieci.

Z danych statystycznych wynika, że spośród 7.75 mld osób na świecie aż, 5 mld ma dostęp do smartfona, a 4,5 mld do internetu. Dla porównania na całym świecie pasty i szczoteczki używa ok. 3,9 mld osób. Owszem, takie sentymenty pojawiają się ostatnio coraz częściej. Padają one przede wszystkim z ust przedstawicieli pokolenia X, a więc współczesnych rodziców. Pojawiają się opinie, że w czasach bez sieci relacje w rodzinie były bardziej spójne, wszyscy ze sobą rozmawiali, więcej czasu spędzali razem i było mniej rozwodów. Oczywiście nie można się nie zgodzić z tym, że nowe technologie zmieniają wzorce spędzania wolnego czasu, formę komunikacji, ale nie wolno uogólniać i mówić, że wszystko co złe, stało się przez internet oraz telefony.

Warto zwrócić uwagę, że to właśnie dzięki internetowi część osób związała się z kimś. Gdyby nie portale randkowe, czy społecznościowe być może nie znaleźliby partnera, nie mieliby dzieci. Czulibyśmy się pewnie bez tych narzędzi samotni. Doskonale zdaję sobie również sprawę z tego, że istnieje druga strona medalu. Nadużywanie sieci może prowadzić do uzależnień, czy poczucia samotności.

O jakich problemach możemy mówić w kontekście uzależnień?

Co najmniej o kilku. Przede wszystkim o problemie nadużywania technologii w kontekście zdrowia psychicznego. Wtedy, gdy jesteśmy przeciążeni, przeładowani informacjami, obserwujemy u siebie wyższy poziom lęku, co prowadzi do depresji. Czujemy się mniej wartościowi. Druga kwestia to nasze zdrowie somatyczne, a więc problemy ze wzrokiem, bezsennością. To może być także cieśń nadgarstka, bóle kręgosłupa, czy szyi, obserwowane bardzo często u osób, które namiętnie grają w gry. Dla mnie jako socjologa dużym problemem jest także zdrowie społeczne - a więc relacje rodzinne, koleżeńskie. To czy mamy w otoczeniu ludzi, na których możemy liczyć. Przez nadużywanie nowych technologii nasze relacje mogą być zaburzone - gdy na przykład uznamy, że kontakt w sieci jest równy relacji bezpośredniej. Są osoby, które uważają, że cały świat emotikonów może zastąpić nam osobiste spotkania, mimikę, gesty. Do tych kilku typów problemów z uzależnieniem dochodzi jeszcze zdrowie duchowe: kwestia wartości, egocentryzmu, altruizmu, zaufania.

Jak uzależnienie od nowych technologii może wpłynąć na najmłodsze pokolenie?

Podobnie, jak uzależnienie od alkoholu, tak i ten nałóg wiąże się z ponoszeniem kosztów. Nie chodzi tu tylko o koszty ekonomiczne, związane z leczeniem, pobytem w ośrodkach uzależnień, ale koszty w wymiarze społecznym, czy socjologicznym. To nadużywanie sieci może spowodować, że młodzi cyfrowi będą mieli w przyszłości problem z utrzymaniem relacji osobistych. Tak naprawdę jesteśmy na początku obserwacji tego, jak to się wszystko potoczy. Jestem entuzjastą nowych technologii, ale też doskonale wiem, że jakiekolwiek ich nadużywanie jest i będzie coraz bardziej szkodliwe.

Co na temat młodych cyfrowych oraz nadużywania technologii mówią statystyki?

Zrealizowane przez prowadzoną przeze mnie Fundację “Dbam o Mój Z@sięg” badania pokazały, że uczniowie zazwyczaj zaczynają korzystać z telefonów w wieku 10 lat. W dużych miastach mogą to już być siedmio-, ośmiolatki. Ta granica ma związek z tym, że smartfon często jest prezentem komunijnym. Dając dziecku do kieszeni telefon z internetem, dajemy mu nie tylko telefon, ale także komputer, biuro, cały świat i możliwość porównywania się z innymi. Okazuje się, że 56 procent młodych osób korzysta z telefonu komórkowego z taką samą częstotliwością w dni robocze, jak w weekendy. Uczniów, którzy robią sobie selfie kilkanaście lub kilkadziesiąt razy dziennie jest 10,3 procent a tych, którzy w ciągu ostatniego miesiąca korzystali z aplikacji społecznościowych aż 70 procent Do umieszczania swoich zdjęć w sieci przynajmniej raz dziennie przyznaje się z kolei 29,1 procent uczniów.

Czy młodzież czuje się uzależniona od telefonu?

Reklama

Mimo, że fonoholizm nie występuje jeszcze w klasyfikacji jako jednostka chorobowa, to aż 22,7 procent badanych dzieci odpowiedziało na to pytanie twierdząco. Z kolei ponad 60 procent młodych ludzi uważa, że uzależnienie od korzystania z telefonów komórkowych może występować częściej u osób, których rodzice są również uzależnieni. Jak wynika z badań, patologicznie ze swoim telefonem związanych jest ok. 19 procent młodzieży. Problem narasta w 7-8 klasie szkoły podstawowej, przy czym dziewczęta są dwa razy bardziej narażone na uzależnienie, niż chłopcy. Warto zwrócić uwagę, że te ponad 20 procent młodzieży przyklejonej do swoich smartfonów, to te same 20 procent które mówi, że nie jest szczęśliwe i nie ma dobrych relacji z rodzicami oraz te same 20 procent które jest uzależnione nie tylko od telefonu, ale również od portali społecznościowych.

Rodzice nie interesują się tym, co robią w sieci ich dzieci?

Niestety nie. Większość z badanych przez nas młodych ludzi mówi, że rodzice nie angażują się w ich świat cyfrowy, że gdyby działo się cokolwiek, co byłoby związane z zagrożeniem, to nie mogliby liczyć na ich wsparcie. Aż 35 procent rodziców nigdy nie rozmawiała ze swoimi dziećmi na temat szkodliwości nadmiernego korzystania z telefonu komórkowego, a 13,5 proc rodziców pozwala swoim dzieciom dłużej korzystać z telefonów komórkowych i internetu tylko po to, aby załatwić swoje własne zaległe sprawy. Nie dziwi chyba fakt, że 62,3 procent uczniów deklaruje wyższy poziom wiedzy na temat użytkowania urządzeń mobilnych (laptop, tablet, telefon komórkowy) niż ich rodzice, a 36,6 procent młodzieży uważa, że można w sposób dyskretny bądź bez większych przeszkód używać smartfona w czasie wspólnego posiłku. Zadziwić może też fakt, że aż 50,5 procent uczniów przyznaje, że kontaktuje się ze swoimi rodzicami za pomocą telefonu komórkowego i portali społecznościowych, przebywając z nimi jednocześnie w domu.

Do czego to może prowadzić?

Mimo, że formalnie fonoholizm nie jest zdefiniowaną, wpisaną do rejestru chorobą, to musimy przyjąć do wiadomości, że to uzależnienie jest zagrożeniem, a młodzi cyfrowi to bardzo mocna grupa ryzyka. Nasilający się problem może prowadzić do coraz większego poczucia samotności, autoizolacji, czy depresji.

Wspomniał pan o umieszczaniu przez młodzież zdjęć w sieci. Nie da się tu nie zauważyć problemu tzw. sextingu, czyli wysyłania wiadomości lub mms-ów z erotycznym podtekstem.

Ten problem również zaczyna mocno nabierać na znaczeniu. Nasze badania mówią, że prawie 12 procent uczniów przynajmniej raz w życiu zrobiło sobie zdjęcie lub film o charakterze intymnym, a 25 procent dostało takowe i przesłało je dalej. W szerszej perspektywie można mówić o kompletnym braku rozumienia czym jest ochrona prywatności. Okazuje się, że co piąty nastolatek nie zdaje sobie sprawy z tego, że to, co umieszcza w sieci, zostawia ślad i może być wykorzystane przeciwko niemu. Młodzi ludzie nie myślą o tym, że taki materiał może wypłynąć wtedy, kiedy np. będą starali się o pracę, gdy poznają nowego partnera i wreszcie, że to może być początkiem problemów, gdy ktoś będzie chciał ich zaszantażować emocjonalnie, finansowo lub wykluczyć z grupy rówieśniczej.

Maciej Dębski / Materiały prasowe / Sylwester Ciszek

Co mogą zrobić rodzice, by chronić młodych cyfrowych?

Każdy psychoterapeuta powie, że odpowiednio zbudowana relacja rodziców z dziećmi jest doskonałą profilaktyką uzależnień i innych problemów. To także kwestia działania w oparciu o wytyczne, które wspólnie ustalamy. Nie chodzi o to, by dziecko miało narzucone przez rodziców sztywne reguły, ale by te reguły w ogóle były. Nie ma odpowiedzialnego korzystania z nowych technologii bez zasad takich jak przykładowo: nie korzystanie z telefonu przy posiłku, nie rozmawianie przez niego przy kimś. Ważna jest także edukacja technologiczna rodziców. Nie powinni się bać telefonu, internetu, ale uczyć się różnego rodzaju aplikacji, którymi posługuje się młodzież, poznawać bohaterów gier, w które grają ich dzieci. To wyjście w stronę nowych technologii będzie lepszym punktem startowym do rozmowy, niż udawanie, że jakiś Minecraft nie istnieje. Taka postawa dorosłych: „Masz pobaw się, ja się nie znam” – to nie jest dobre podejście. Ważne jest także budowanie alternatyw off-line do świat cyfrowego. Wychodzimy przecież z założenia, że odpowiedzialny użytkownik to ten, który potrafi te narzędzia wykorzystywać, ale potrafi je również odłożyć, gdy zajdzie taka potrzeba. A z tym jest niestety coraz większy problem, bo coraz więcej rzeczy załatwiamy przez telefon, pracodawcy również wymagają od nas, byśmy byli częściej on-line. Niestety bez osobistej higieny cyfrowej będziemy się narażać na te negatywne skutki.

Tych rozwiązań systemowych nie brakuje tylko w domach, ale też w szkołach?

Owszem. W edukacji brakuje długofalowych programów profilaktycznych. Potrzeba rozmów o emocjach, empatii, czy organizowania zajęć z edukacji medialnej jest ogromna. Dobrze, że na poziomie samorządowym, czy rządowym coraz więcej osób dostrzega ten problem. Jednak nie sądzę, by jakiekolwiek zmiany w tej dziedzinie nastąpiły w najbliższym czasie. To raczej kwestia 10-15 lat.

Co może zrobić sama szkoła?

Według mnie, by szkoła była odpowiedzialna cyfrowo, musi cały czas dbać o dobry poziom wiedzy w zakresie problemów z nadużywaniem nowych technologii. Dotyczy to zwłaszcza wszystkich, którzy w tej szkole uczą. Często nauczyciel nie prowadzi zajęć profilaktycznych, bo się na tym po prostu nie zna. Szkoły zakazują używania telefonów komórkowych ale nie mają dostępu do rzetelnej wiedzy o problemie uzależnienia.

Czym innym jest sytuacja, gdy nauczyciel boi się, że uczeń w jakimkolwiek momencie zweryfikuje jego wiedzę technologiczną. To też ma swoje plusy i minusy. Może być początkiem procesu, w którym wyeliminowani zostaną nauczyciele, którzy nie przygotowują się do zajęć i nie aktualizują swojej wiedzy, mówiący głównie o tym, co było 20-30 lat temu.

Dziś w szkołach są tablice multimedialne, tylko warto by nauczyciele pokonali opór przed nimi. Rozumiem obawy, że skoro ktoś nie potrafi z nich korzystać, to nie chce się wystawiać na pośmiewisko. Uważam jednak, że nawet, jeśli będzie trochę śmiechu, czy zabawy, to warto się odważyć i odwrócić proces edukacji. Niech uczniowie pokażą mi nauczycielowi, jak się używa nowych technologii. Myślę, że w ten sposób można w oczach młodych ludzi więcej zyskać, niż stracić. Technologia jednak nie może być celem samym w sobie. Musi być wprowadzana mądrze, tam gdzie ma to naprawdę sens.

A jak wdrożyć zasadę bycia off-line w szkole?

Można wprowadzić zasadę, że na przerwach używamy telefonów, ale tylko w określonych warunkach. Wydzielmy też miejsca, gdzie uczniowie będą mogli odpoczywać, grać w gry planszowe, gdzie będzie przestrzeń na aktywność sportową w postaci chociażby stołu do ping-ponga, przestrzeń na strefę relacji, czy zielone kąciki, w których dba się o przyrodę. Tego typu dobrze zarządzane miejsce będzie wpływało także na korzystanie z nowych technologii. Może się nawet zdarzyć, że uczniowie, bez żadnych zakazów, sami przestaną używać smartfona w szkole, bo stanie się to obciachem.

Szkoła powinna stwarzać nie tylko przestrzeń, ale i okazję do nie używania telefonów. Wiem, że są szkoły, w których chociażby w piątki smartfony zostawia się w domu. Młodzież lubi różnego rodzaju wyzwania, więc czemu nie zorganizować im czegoś w rodzaju weekendowego „Detoks Smartfon Challenge” a potem porozmawiać z nimi o tym, jak sobie z tym poradzili, co było dla nich trudne, czego się o sobie dowiedzieli. Uważam, że szkoła odpowiedzialna technologicznie, to także szkoła odpowiedzialna społecznie. Osadzona w przestrzeni miasta, historii, sąsiedztwie.

Myślę, że również kluczowe jest wyposażenie uczniów i rodziców również w tzw. kompetencje miękkie. Chodzi o umiejętność debaty, rozwiązywania konfliktów z poszanowaniem godności innych, rozmawiania o emocjach. Taka tygodniowa godzina o empatii w każdej szkole z pewnością by się przydała.

Brzmi jak idealna wizja, ale czy da się ją zrealizować?

To nie jest wizja idealna, ale wizja balansu, równowagi. Chodzi o dojście do pewnej perspektywy, zapewne metodą prób i błędów. To nie jest, jak już powiedziałem, kwestia kilku miesięcy, ale raczej lat. Czemu by jednak nie próbować? Od tych prób zależy w końcu przyszłość młodych cyfrowych.

Dane procentowe podane na podstawie wyników badań prowadzonych wśród 22.086 uczniów i 3.471 nauczycieli w Polsce, M. Dębski, Nałogowe korzystanie z telefonów komórkowych. Szczegółowa charakterystyka fonoholizmu w Polsce. Raport z badań, Fundacja Dbam o Mój Z@sięg, Gdynia, 2016.

Zapraszamy do ogólnopolskich badań rodziców w projekcie pt. CYFROWI RODZICE. Więcej na https://dbamomojzasieg.com/cyfrowi-rodzice/.