Twitter w ub. tygodniu na stałe zablokował konto odchodzącego prezydenta USA Donalda Trumpa z powodu "ryzyka dalszego podżegania do przemocy" po szturmie jego zwolenników na Kapitol w zeszłą środę podczas toczącego się w Kongresie posiedzenia ws. zatwierdzenia wyniku wyborów prezydenckich. Tego dnia Trump opublikował na Twitterze nagranie wideo, w którym wzywał swoich zwolenników do pokojowego rozejścia się do domów, jednocześnie mówiąc, że "wybory skradziono" i że zostały one sfałszowane. Na oficjalnym koncie prezydenta USA nie ma już tweetów.
"Mamy do czynienia z rodzajem pewnej światowej oligarchii"
Zdaniem profesora Krasnodębskiego, historia ta pokazuje, że dziś jedną decyzją można odciąć przywódcę najsilniejszego państwa na świecie od kanałów komunikacji ze społeczeństwem za pomocą mediów społecznościowych.
powiedział.
Krasnodębski dodał, nie można zapominać, że sojusznikami tej oligarchii są dziś siły lewicowe, m.in. siły polityczne odpowiedzialne za zamieszki na amerykańskich ulicach w czasie protestów po śmierci George'a Floyda. - zauważył.
"Jest czymś szokującym, że cenzura wróciła"
Z zablokowaniem kont Trumpa związane jest inne wydarzenia w branży mediów społecznościowych. W niedzielę gigant sprzedaży internetowej Amazon wypowiedział swoją platformę internetową serwisowi społecznościowemu Parler motywując to "pogwałceniem zasad". Wcześniej serwis usunęły ze swoich sklepów internetowych Apple i Google. Parler jest serwisem, którym w zamierzeniu twórców ma być alternatywą dla Facebooka. Zarówno Amazon jak i Apple i Google oskarżają serwis o rozpowszechnianie treści nawołujących do aktów przemocy, po ataku na Kapitol zwolenników prezydenta Donalda Trumpa w ub. środę. Parler odpiera zarzuty.
Zdaniem Krasnodębskiego, to wydarzenie to inny wyraz tego samego zjawiska. " - powiedział.