Dr Stachowiak pracuje w Zakładzie Złożoności Obliczeniowej i Algorytmów Instytutu Informatyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Ze studentami prowadzi m.in. zajęcia z kryptografii, więc ma know-how odpowiedni dla kogoś, kto miałby zrewolucjonizować świat anonimowych transakcji w internecie.

Niestety, na postawione wprost pytanie: czy to on jest osobą ukrywającą się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto, odpowiedzialną za stworzenie wirtualnej kryptowaluty bitcoin naukowiec odpowiada z lekkim rozbawieniem. – To bardzo miłe i kurtuazyjne, że zostałem umieszczony w tak zacnym gronie potencjalnych twórców protokołu, ale to jednak nie jestem ja. Mam nadzieję, że to odkrycie zostanie odnotowane na Wikipedii – mówi Stachowiak, po czym dodaje, że nie należy wierzyć wszystkiemu, co jest napisane w sieci.

Polak został zidentyfikowany jako „Satoshi Nakamoto” przez anonimowego autora podpisującego się „Bounty Hunter”. „Łowca Nagród” zamieścił swoje odkrycie na specjalnie założonym do tego celu blogu na serwisie Wordpress. Swoje dochodzenie podzielił na sześć części, opublikowanych między 27 a 28 stycznia. Opierając się na publicznie dostępnych źródłach (m.in. fragmentach korespondencji e-mailowej Nakamoto z początków bitcoina) Łowca wyciąga wniosek, że Nakamoto jest unikającym rozgłosu pracownikiem akademickim.

Kluczowym dowodem jest jednak fakt, że Stachowiak wraz ze swoim studentem Pawłem Pszoną opublikowali wspólnie artykuł „Unlinkable Divisible Digital Cash without Trusted Third Party”, czyli „Podzielny pieniądz nie do namierzenia bez zaufanej trzeciej strony”. Artykuł bazujący na pracy magisterskiej Pszony, której Stachowiak był promotorem został opublikowany w 2007 r. – mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Nakamoto wg dostępnych źródeł zaczął pracować nad kryptowalutą. Efekt swoich prac zawarł w artykule “Electronic Cash Without a Trusted Third Party”.

Ale nie tylko bliskość tematyczna ma stanowić o sile odkrycia Łowcy Nagród. Stwierdził on również, że jest w stanie zidentyfikować pochodzenie pseudonimu „Satoshi Nakamoto”. Miałby się on wziąć od nazwisk, które można znaleźć w bibliografii artykułu Pszony i Stachowiaka. „Nakamoto” miałoby być złożeniem z „Nakanishi” i „Okamoto”.

Łowca Nagród nie jest jednak profesjonalnym kryptologiem, ponieważ nie pokusił się już o dokładną analizę treści obydwu artykułów. – Bitcoin jest zupełnie innym rozwiązaniem niż to zaproponowane przez nas – mówi dr Stachowiak. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że ich artykuł z 2007 r. mógł stanowić zaledwie początek drogi prowadzącej do ostatecznej wersji oprogramowania napędzającego kryptowalutę.

Z bitcoinem nie mam nic wspólnego, i nigdy nie zaimplementowałem systemu zaproponowanego w naszej pracy. Co do doniesień o mnie na tym blogu również nie mam pojęcia, skąd się wzięły... poza tym, wygląda na to, że post o mnie zniknął już z rzeczonego bloga - powiedział z kolei Paweł Pszona.

W ten sposób Stachowiak oraz Pszona (Łowca nawet bardziej skłania się ku b. studentowi Stachowiaka, obecnie doktorantowi na University of California w Irvine) dołączają do wąskiego grona osób zidentyfikowanych w ciągu ostatnich kilku lat jako „Satoshi Nakamoto”. Dotychczasowe dochodzenia przeprowadzane były na podstawie słabszych i mocniejszych przesłanek. Kompletnym absurdem był np. opublikowany w 2014 r. artykuł w amerykańskiej edycji „Newsweeka”, którego autorka wzięła za twórcę bitcoina inżyniera japońskiego pochodzenia, Doriana Prentice’a Satoshiego Nakamoto – człowieka z tak słabą angielszczyzną, że autorce nie udało się nawet odbyć z nim sensownej rozmowy, a mimo to uznała, że Nakamoto przyznał się do opracowania kryptowaluty. W grudniu ub. r. magazyn „Wired” uznał, że pod pseudonimem „Satoshi Nakamoto” kryje się Australijczyk Craig Wright, programista-samouk i właściciel kilku firm IT. Kilka dni po publikacji artykułu autorzy przedstawili jednak sprostowanie, w którym po ponownej analizie materiału dowodowego (otrzymanego z anonimowego źródła) stwierdzili, że bardziej prawdopodobne jest, że Wright chciał, aby ludzie wierzyli, że to on stoi za bitcoinem.

Na chwilę obecną więc tożsamość twórcy bitcoina pozostaje nieznana; nie wiadomo nawet, czy jest to jedna osoba, czy też może jakaś grupa zasłaniająca się wspólnym pseudonimem. Nakamoto przypisuje się posiadanie ponad miliona bitcoinów o rynkowej wartości ok. 400 mln dol. Taką ilość wirtualnej waluty mógł zgromadzić tylko ktoś, kto był zaangażowany w jej „wydobycie” (czyli łamanie matematycznej zagadki, które co jakiś czas generuje dla łamiącego kilka bitcoinów) od samego początku. Dzięki temu, że wszystkie transakcje dokonane kiedykolwiek przy pomocy kryptowaluty są publicznie znane wiadomo również, że z tego konta nigdy nie wydano ani jednego bitcoina. Nakamoto – kimkolwiek jest – może więc wciąż czekać na moment, aby upłynnić swoją fortunę w realnej walucie.

Alternatywna możliwość jest taka, że zgubił klucz do swojego portfela. W takiej sytuacji bitcoiny te pozostaną na zawsze nie odzyskania.

Łowca Nagród od czasu publikacji zdążył już zdjąć kluczowy wpis, w którym demaskuje Satoshiego Nakamoto.