Od 15 czerwca tego roku obowiązuje zasada roam like at home (RLAH), zgodnie z którą w innych krajach UE możemy korzystać z telefonów komórkowych, płacąc tyle samo, co w Polsce. Spowodowało to znaczny wzrost liczby połączeń, a najsilniej wzrósł transfer danych. Ponieważ krajowe stawki detaliczne są kilkakrotnie niższe od płaconych przez operatorów cen hurtowych, telekomy sporo do roamingu dokładają.

T-Mobile podał dziś, że z powodu RLAH jego wskaźnik EBITDA - zysk przed potrąceniem odsetek, podatków, deprecjacji i amortyzacji - była w trzecim kwartale, na który przypadają miesiące wakacyjne, niższa o 58 mln zł. Jeszcze bardziej - 62 mln zł - ucierpiała EBITDA Cyfrowego Polsatu (sieć Plus), a lider rynku, Orange, raportował wcześniej kwotę 73 mln zł. Danych finansowych nie zaprezentował jeszcze Play, ale wniosek o dopłaty już złożył.

Zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej, prosząc UKE o pozwolenie na wprowadzenie dodatkowych opłat od swoich klientów, operatorzy muszą wykazać, że bez tego nie pokryją kosztów świadczenia usług w roamingu.

Z wielkiej czwórki zgodę UKE otrzymał już Plus, ale jej na razie nie wykorzystuje. - Czekamy na reakcję rynku. Co nie znaczy, że jeżeli ktoś inny podniesie ceny, my zrobimy to samo. Będziemy decydować zależnie od sytuacji - mówi dyplomatycznie Katarzyna Ostap-Tomann, członek zarządu Cyfrowego Polsatu ds. finansowych.

Pozostałe trzy telekomy też zapewniają, że obecnie nie planują podwyżek. - Złożymy wniosek do UKE, żeby zabezpieczyć sobie wszystkie możliwości działania. Ale nie zdecydowaliśmy o jego wykorzystaniu - mówi Andreas Maierhofer, prezes T-Mobile.

Na razie telekomy chcą obniżyć koszty przy użyciu obowiązujących przepisów, tzn. ostrzegając i w razie konieczności obciążając dopłatami tych klientów, którzy roamingu nadużywają.
Z mniejszych operatorów zgodę na dopłaty w roamingu otrzymali już z UKE: Premium Mobile, Virgin Mobile, NC+ i Mobile Vikings. Na decyzję regulatora czekają zaś: Netia, Internetia, Telefonia Dialog i Mobile Group.